Fundacja Panoptykon obserwuje proces w sprawie Kataryna v. Dziennik
Komentarz po pierwszej rozprawie:
Czy prawo do anonimowej wypowiedzi to dobro osobiste, zasługujące na pełną ochronę prawną?
Tak właśnie twierdzi w swoim pozwie Kataryna i ma na poparcie tej tezy bardzo mocne argumenty prawne. Czy uzna ją sąd, przekonamy się najprawdopodobniej 9 kwietnia - na ostatniej rozprawie, jaka została wyznaczona w tym procesie. Jednak wiele się może jeszcze zmienić. Niewykluczone, że sprawa potrwa dłużej, bo materia jakiej dotyczy jest precedensowa. Sam sąd stwierdził, że "sprawa jest o zasadę" i raczej "nie wypali się dla stron w ciągu paru miesięcy".
Po pierwszej rozprawie, jaka odbyła się 14 stycznia, trudno ważyć siłę argumentów obydwu stron. Uderzające jest jednak, że strona przeciwna w ogóle nie odnosi się do kluczowej kwestii, jaką jest uznanie prawa do anonimowej wypowiedzi za wartość prawnie chronioną, która nie może być w samowolny sposób naruszana. Czyżby sami pozwani zgadzali się, że takie prawno ma fundamentalne znaczenie dla jakości debaty publicznej i pełnej realizacji wolności słowa w Polsce? Nie byłoby to zaskoczeniem, w końcu po stronie pozwanej siedzą dziennikarze i wydawca ogólnopolskiego dziennika - osoby, wydawałoby się, najbardziej zainteresowane ochroną takich wartości...
Dlaczego "Dziennik" nie uszanował prawa do prywatności i anonimowego wypowiadania się "wybitnej przedstawicielki dziennikarstwa obywatelskiego", jak określił Katarynę zeznający Igor Janke? Pełnomocnicy pozwanych podnoszą, że dziennikarze działali dla "dobra publicznego", ujawniając dane osoby, którą niektórzy mogliby chcieć pozwać w związku z jej krytyczną publicystyką. Zadziwiające, że gazeta widzi swoją misję w ułatwianiu stróżom prawa ich pracy. Zadziwiające tym bardziej, że - zgodnie z zeznaniami Igora Janke - w czasie długoletniej działalności publicystycznej Kataryny nie trafiły do niego prośby o ujawnienie jej danych na potrzeby wytoczenia sprawy sądowej. Z wyjątkiem sprawy Czumy, oczywiście, ale w tym wypadku to Kataryna niezwłocznie oświadczyła, że dane Czumie ujawni. Szef portalu nie musiał zatem interweniować, natomiast z pozywania wycofał się sam zainteresowany.
Jak na ironię, pełnomocnik Kataryny nie był w stanie przypozwać w tym procesie dziennikarzy: Sylwii Czubkowskiej, Cezarego Michalskiego i Roberta Zielińskiego, a więc faktycznych sprawców naruszenia dóbr osobistych blogerki. Dlaczego? Właśnie dlatego, że nie sposób jest, za pośrednictwem redakcji Dziennika, ustalić ich adresów zamieszkania. A jest to niezbędne do doręczenia pozwu w postępowaniu cywilnym. Jak widać, nawet zupełnie nieanonimowi dziennikarze mogą się dość skutecznie uchylać od odpowiedzialności prawnej za swoje słowo. Cała trójka trafi jednak do sądu w charakterze świadków na kolejnej rozprawie, 25 marca.
Sprawa ma fundamentalne znaczenie dla stworzenia realnych gwarancji ochrony prawa do prywatności w warunkach społeczeństwa informacyjnego i rozwoju blogosfery. Kwestie prawne, jakie pojawiają się w twierdzeniach Kataryny, dotykają zarówno samej koncepcji prywatności, jak i problemu wyznaczenia granic jej ochrony prawnej w przypadku starcia z innymi wartościami. Fundacja Panoptykon nie opowiada się za bezwzględnym prawem do ochrony anonimowości w Internecie – zgadzamy się, że nie może być ono wykorzystywane do unikania odpowiedzialności prawnej za własne słowa i czyny. Jednak konflikty pomiędzy prawnie chronionymi wartościami powinny być rozstrzygane zgodnie z przyjętymi procedurami prawnymi, a nie autorytatywnie przez media czy samych adwersarzy. Jeśli dochodzi do podobnego „samosądu”, pokrzywdzony powinien mieć prawo do słusznego odszkodowania za naruszone dobra osobiste.
Zmieniony ( Sobota, 16 Styczeń 2010 10:41 )





Korzystaj z RSS
