Czy fakt, że stajemy się społeczeństwem nadzorowanym to problem? Czy coraz głębsza ingerencja różnych podmiotów publicznych i rynkowych w sferę naszej prywatności stwarza więcej zagrożeń niż przynosi korzyści?

Lepsze narzędzia - nowi aktorzy - ściślejsza współpraca

W szybkim tempie mnożą się bazy danych, tworzone i na potrzeby publiczne i dla celów komercyjnych. Fragmenty informacji o nas są gromadzone przez bardzo różne podmioty – od instytucji finansowych, operatorów sieci telekomunikacyjnych, hipermarkety i drobnych przedsiębiorców po urzędy, policję, straż graniczną czy instytucje ponadnarodowe, takie jak Frontex. Te fragmenty w określonych okolicznościach mogą być (i są) przekazywane do kolejnych baz danych, gdzie na ich podstawie powstają kompletne profile osobowe.

Profilowanie dla celów „bezpieczeństwa publicznego” czy „przeciwdziałania zagrożeniom” staje się powszechną praktyką najróżniejszych służb i instytucji. Przekazywane dane coraz częściej przekraczają granice między tradycyjnie pojmowaną sferą publiczną i komercyjną. Podmioty takie jak Frontex korzystają z systemów opracowanych na potrzeby komercyjne (np. rejestr danych pasażerów linii lotniczych).

Powszechne staje się użycie zaawansowanych technologii, takich jak nadzór wideo (CCTV), elektroniczny monitoring przepływów finansowych czy systemy retencji danych w Internecie. Do tego dochodzi wzmożona kontrola pracodawców nad naszym życiem zawodowym (technologie rejestrujące czas i efektywność pracy, zabezpieczające dostęp do poufnych informacji czy monitorujące pocztę). Wreszcie, nasze nawyki i preferencje konsumpcyjne są przedmiotem ciągłej analizy specjalistów od marketingu i samych producentów (włączając w to technologie RFID, chipowanie produktów i inne praktyki na granicy prawa). Informacja handlowa stała się jednym z najcenniejszych towarów, co najlepiej obrazuje potęga ekonomiczna Google i portali społecznościowych w Internecie.


 
Mniej zauważalny - bardziej skuteczny - łatwiej akceptowalny
 
Nadzór elektroniczny z łatwością przekracza dystans, bariery fizyczne i ograniczenia czasowe; materializuje się dopiero w postaci danych gromadzonych w pamięci komputerów. Jest mało widoczny albo, dla przeciętnego obserwatora, zupełnie niezauważalny.  Ludzie poddawani na co dzień technologiom nadzoru albo nie ich świadomi albo stopniowo przestają je zauważać, akceptując ten swoisty stan inwigilacji jako „normalny”.  Często udział w tym procesie jest wymuszony: nam praktycznie nie mamy wyboru ani możliwości sprzeciwu. Mało kto rzeczywiście uświadamia sobie jakimi kanałami, jak daleko i w jakim celu wędrują jego dane osobowe, nawet jeśli dzieje się to w granicach prawa i na podstawie podpisywanych klauzul zgody.
 
Zmienia się także charakter i sposób zorganizowania nadzoru nad społeczeństwem: współczesny nadzór przyjmuje formy coraz bardziej zdecentralizowane, zmierzając w kierunku kontroli wzajemnej i „samodyscypliny”. Kojarzony z takimi technologiami jak monitoring wizyjny czy retencja danych, w dużej mierze jest oparty na formach samo-nadzoru: kontrolujemy swoje zachowania w obawie, że informacje o wszelkich „odchyleniach od normy” mogą zostać zarejestrowane i wykorzystane przeciwko nam.
 
Z drugiej strony, obserwujemy wzrastający społeczny „popyt na bezpieczeństwo” i powszechne przyzwolenie na gromadzenie danych w celu przeciwdziałania najróżniejszym zagrożeniom. Rzadziej zastanawiamy się nad ceną takich „działań prewencyjnych”, którą jest ograniczenie nie tylko autonomii i wolności owych wyobrażonych „wrogów społeczeństwa”, ale także każdego z nas.  


 
Znieczulenie

Przekonanie, że gromadzenie i przetwarzanie danych jest niezbędnym elementem współczesnego modelu życia wpisało się w dominujący dyskurs publiczny, oddziałując na nasze poczucie „normy” i skutecznie znieczulając na potencjalne zagrożenia.
 
Na świecie rozwój nowoczesnych technik nadzoru i ich wpływ na życie społeczne jest tematem poważnych debat i analiz co najmniej od lat 90. ubiegłego wieku. W Polsce, pomimo dynamicznego, w ostatnich latach, rozwoju tego, co nazywamy społeczeństwem nadzorowanym, wciąż nie. Takie tematy jak ochrona prywatności czy autonomia informacyjna pojawiają się w dyskursie publicznym rzadko i przeważnie przy okazji bieżących politycznych sporów.
 
Podstawowym problemem jest brak poważnej, merytorycznej debaty publicznej na temat prawnych i społecznych aspektów funkcjonowania społeczeństwa nadzorowanego. W rezultacie, brakuje też regulacji prawnych, które skutecznie chroniłyby fundamentalne prawa jednostki oraz przeciwdziałały wykluczeniu społecznemu w zderzeniu z powszechną praktyką wykorzystywania technologii do celów nadzoru.

 

Zmieniony ( Niedziela, 14 Czerwiec 2009 23:55 )