Ograniczanie dostępu (dzieci) do pornografii

Artykuł

Czy wejście na stronę pornograficzną będzie wymagać podania numeru karty kredytowej lub państwowego kodu dostępu? Rząd pracuje nad pomysłem ograniczenia dostępu dzieci do pornografii, a my pokazujemy zagrożenia, jakie wiążą się z tym pomysłem.

Zgodnie z badaniami Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę 43% dzieci i nastolatków w wieku 11–18 lat miało kontakt z materiałami pornograficznymi i seksualizującymi, przeważająca większość z nich dotarła do tych treści przez Internet. Kontakt z takimi treściami ma na dzieci negatywny wpływ: od zniekształconego wyobrażenia na temat seksu po uzależnienia. Wiele już o tym napisano i nie ma co udawać, że nie ma problemu. Zresztą na różne sposoby mierzą się z nim rozmaite organizacje pozarządowe, jak choćby Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę czy Stowarzyszenie Twoja Sprawa. My też dołożyliśmy swoją małą cegiełkę, przygotowując scenariusz lekcji, dzięki któremu nauczyciele mogą w szkole porozmawiać z uczniami m.in. o konsekwencjach oglądania pornografii.

Tuż przed świętami rząd ogłosił, że chce rozwiązać problem dostępu dzieci do pornografii poprzez nałożenie na dostawców treści pornograficznych obowiązku skutecznej weryfikacji wieku internautów i pokazywanie „dorosłych” treści tylko tym, którzy skończyli 18 lat. Autorem tego pomysłu jest Stowarzyszenie Twoja Sprawa, które przez cały 2019 r. przygotowywało projekt odpowiedniej ustawy.

Zgodnie z pomysłem brak narzędzi skutecznej weryfikacji wieku oznaczać będzie wpis strony do specjalnego rejestru. Na jego podstawie dostawcy Internetu powinni zablokować dostęp do takiego serwisu, a dostawcy usług płatniczych – do możliwości transferowania na niego pieniędzy. Projekt, w którego roboczych konsultacjach braliśmy udział, zawiera szereg „bezpieczników” mających zagwarantować, że rejestr nie stanie się narzędziem internetowej cenzury (np. możliwość złożenia sprzeciwu, a potem odwołania do sądu cywilnego w przypadku wpisu do rejestru).

Nie wiemy kluczowej rzeczy: jak dostawcy treści mają weryfikować wiek użytkownika?

Jednak kluczowego zagadnienia w projekcie nie ma: w jaki sposób dostawcy treści mają skutecznie zweryfikować wiek użytkownika, który chce wejść na stronę? Projekt zakłada jedynie, że minimalne kryteria, jakim odpowiadać powinny skuteczne narzędzia weryfikacji wieku, ustali Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji we współpracy z Ministrem Cyfryzacji i Prezesem Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Mają się oni kierować przy tym „potrzebą zapewnienia jak najskuteczniejszej ochrony małoletnich i uwzględniając możliwości techniczne oraz zapewniając odpowiedni poziom ochrony danych osobowych i prywatności”.

Zagrożenia wiążące się z weryfikacją wieku

Przedstawiciele Stowarzyszenia Twoja Sprawa nie zaproponowali konkretnych rozwiązań służących weryfikacji wieku, wskazując, że można to zrobić na wiele sposobów, a ustawa nie jest od regulowania tego, co wymyśli biznes. Jednak problem w tym, że nie znamy rozwiązania, które jednocześnie pozwoli… zjeść ciastko i mieć ciastko. Albo użytkownicy będą skutecznie weryfikowani, ale podmiot weryfikujący ich wiek dokładnie pozna także ich tożsamość, albo weryfikacja nie będzie skuteczna.

Albo użytkownicy będą skutecznie weryfikowani, ale podmiot weryfikujący ich wiek dokładnie pozna także ich tożsamość, albo weryfikacja nie będzie skuteczna.

Od strony technicznej skomentowali ten problem redaktorzy portalu Niebezpiecznik, którzy stwierdzili, że pośrednik weryfikujący wiek internauty „zawsze będzie mieć dane klienta, które będzie musiał jakoś zweryfikować i powiązany z nimi sygnał przesłać dostawcy treści. Taki model nie gwarantuje prywatności klientowi, bo pośrednik wie, KTO i GDZIE. Musi wiedzieć, KTO i GDZIE”.

Oznacza to, że osoby dorosłe – legalnie korzystające z pornografii – będą rozpoznawalne dla jakiejś instytucji, przy czym nie wiadomo nawet, czy będzie to firma, czy może jakaś agenda państwowa. Do czego taka informacja może posłużyć? Nietrudno wyobrazić sobie wyciek z takiej bazy danych lub po prostu zgodne z prawem sięganie do niej przez różne służby (wszak mają one dostęp do wszystkich baz danych, dlaczego do tej nie?). A informacja o korzystaniu z pornografii ma w sobie ogromny potencjał szantażu czy kompromitowania osoby, która np. zagląda na strony pornograficzne w godzinach pracy lub na strony dedykowane osobom z nietypowymi preferencjami seksualnymi. Weryfikacja wieku realnie ograniczy zatem dostęp dorosłych do pornografii, bo kto będzie chciał – przed wejściem na stronę xxx – podawać swój numer telefonu i numer karty kredytowej?

Weryfikacja wieku realnie ograniczy dostęp dorosłych do pornografii, bo kto będzie chciał – przed wejściem na stronę xxx – podawać swój numer telefonu i numer karty kredytowej?

Czy dzieci będą już bezpieczne?

Może jednak warto ponieść koszt w postaci utraty prywatności użytkowników stron pornograficznych w imię ochrony dzieci? To przestrzelone pytanie, bo proponowany mechanizm nie zapobiegnie kontaktowi dzieci z pornografią: jest on łatwy do obejścia i kilkunastoletnie dzieci z pewnością będą umiały z niego skorzystać. Oddajmy jeszcze raz głos Niebezpiecznikowi:

„Wystarczy zmiana serwera DNS na nieoperatorski, np. 8.8.8.8 lub 1.1.1.1. Nie potrzeba do tego nawet VPN-a. (…) Zresztą, niebawem, po wydaniu nowych wersji przeglądarek Firefox i Chrome, dzieci nie będą musiały robić niczego, aby ominąć blokadę, bo przeglądarki te nie będą korzystać z serwerów DNS lokalnych dostawców Internetu”.

Oczywiście część dzieci, zwłaszcza tych najmłodszych, nie ominie blokady. Ale jeśli kluczowe jest ograniczenie dostępu pornografii najmłodszym, to absolutnie wystarczające są narzędzia kontroli rodzicielskiej, o których niżej. Nie trzeba do tego budować całej państwowej infrastruktury.

Weryfikacja wieku jak puszka Pandory

Autorzy projektu, nie proponując szczegółowych rozwiązań technicznych do weryfikacji wieku, pozostawili pole politykom. Minister Cyfryzacji Marek Zagórski w odpowiedzi na pytanie, jak ma wyglądać weryfikacja wieku, powiedział:

„Można się dogadać z dostawcami przeglądarek, żeby automatycznie dostęp do niektórych treści był zablokowany. Można by to było odblokować specjalnym kluczem, który będziemy generować”. Okazuje się zatem, że najpierw państwo – w jakiejś postaci – będzie przyznawać kod dostępu, a potem przeglądarka internetowa (np. należący do Google Chrome) będzie nas wpuszczać na strony pornograficzne. Propozycję tę można skwitować tylko gorzkim żartem, że przecież Google i tak wie o nas wszystko, więc może od razu cały mechanizm powierzmy tej firmie?

Jednak odkładając żarty na bok: z braku możliwości połączenia skutecznej weryfikacji wieku z ochroną prywatności internautów zdają już sobie sprawę Brytyjczycy. Po wieloletniej debacie publicznej, a nawet po uchwaleniu stosownej ustawy i po kilku ogłaszanych przez rząd w Londynie opóźnieniach w jej wprowadzeniu w życie, na razie wycofano się z wdrażania w życie rozwiązań, które są teraz proponowane w Polsce. Dla jasności: przywołujemy Wielką Brytanię, bo to jedyny kraj, w którym podobne pomysły miały być wdrażane. W żadnym innym państwie unijnym takie rozwiązania nie funkcjonują.

Czy jesteśmy skazani na interwencję państwa?

Krytyka, nawet zdecydowana, państwowych form przeciwdziałania dostępowi dzieci do pornografii nie oznacza, że powinniśmy bezczynnie patrzeć na rozwój wypadków. Rozwiązania są dwa – oba trudne i wymagające. Po pierwsze pornografia i – szerzej – seksualność, bliskość nie mogą być tematem tabu w domu. Rodzice powinni o niej z dziećmi rozmawiać. Oczywiście inaczej powinna wyglądać rozmowa z przedszkolakiem, a inaczej – z licealistą, niemniej ważne, by nie zostawiać dziecka samego z tym problemem. Drugim działaniem, który wspiera to pierwsze (ale go nie zastępuje!), jest stosowanie narzędzi kontroli rodzicielskiej. Rozmaite programy – zarówno płatne, jak i darmowe – pozwalają ograniczyć możliwość kontaktu dziecka z pornografią. Zainstalowane na domowych komputerze lub telefonie mogą zablokować wszystkie podejrzane treści. Narzędzia kontroli rodzicielskiej nie są idealne – nastolatkowie zapewne łatwo je ominą, a wcześniej wzbudzą w nich poczucie nadzoru i braku zaufania ze strony rodziców. Ale dla mniejszych dzieci, które częściej z pornografią spotykają się w sposób przypadkowy – mogą być pomocne.

Żadne rozwiązania nie dają 100% pewności, że dziecko nie spotka się z pornografią. Ale rozmowa z dzieckiem i rozsądnie stosowane narzędzia kontroli rodzicielskiej nie mają przynajmniej negatywnych skutków ubocznych.

Podobnie jak w przypadku państwowej blokady wsparcie rodziców oraz rozsądnie stosowane narzędzia kontroli rodzicielskiej także nie zapewnią, że dzieci nie spotkają się z pornografią w Internecie. Żadne narzędzie nie jest bezbłędne. Niemniej – w przeciwieństwie do odgórnego ograniczania dostępu – te rozwiązania nie wiążą się z opisanymi wyżej zagrożeniami. Dlatego politycy, którzy w ostatnich tygodniach wiele powiedzieli na temat konieczności pomocy dzieciom w Internecie, mają wiele możliwości, by rozwiązywać ten problem – choćby poprzez wsparcie finansowe inicjatyw edukacyjnych dla rodziców lub wręcz zainwestowanie w publiczne, proste i czytelne w obsłudze, narzędzia kontroli rodzicielskiej.

Gdzie pojedzie polityczny pociąg?

Rozpędzona debata publiczna poszła już w kierunku dyskusji, jak – zamiast czy – wprowadzić narzędzia weryfikacji wieku użytkowników stron z treściami o charakterze pornograficznym. Tymczasem trudno znaleźć rzetelną argumentację za takim podejściem. Nie są nią bowiem przytaczane w mediach społecznościowych argumenty z kategorii anegdotycznych (rozmowy ze znajomymi rodzicami, a nawet spotkania na konferencjach).

Wierzymy jednak, że rzetelnie przeprowadzona debata o możliwości skutecznej weryfikacji wieku, zakładająca możliwość odpowiedzi „nie, nie da się – zrezygnujmy”, jest też szansą. Bo bez względu na to, czy ktoś popiera państwowe rozwiązania weryfikacji wieku, czy jest względem nich krytyczny – ważne, że to okazja do zwrócenia uwagi na istotę problemu i zaapelowania do rodziców, by nie zostawiali swoich dzieci w Internecie samych.

Wojciech Klicki

Posłuchaj: Panoptykon 4.0: Pornografia i dzieci. Co robić?

Wesprzyj naszą walkę o lepszy Internet! Wpłać darowiznę na konto Fundacji Panoptykon lub przekaż swój 1% podatku! (KRS: 0000327613)

Komentarze

Rząd próbuje zbudować/rozbudować narzędzia cenzorskie. Gdyby rządowi zależało na ochronie najmłodszych to by zaczął od edukacji w zakresie tworzenia profili/kont na urządzeniach mobilnych i komputerach, blokowaniu wybranych ustawień systemu, itp. Są to rozwiązania wystarczające do ochrony dzieci. Z nastolatkami już nie byłoby tak łatwo, ze względu na wrodzoną kreatywność. Tutaj jest miejsce na rozmowy z rodzicami i właściwe wychowanie.

A jak system "blokowanie treści porno" powstanie, to jaka jest różnica od strony technicznej czy cenzuruje pornografię czy strony opozycji?

Przecież tu chodzi o wdrożenie cenzury metodą opisaną przez w "Szatach króla". Każdy kto będzie się sprzeciwiał od razu będzie podlegał oskarżeniu o bycie "zboczeńcem".
Istnienie takiego rejestru to nie tylko problem wycieków - to także problem prowokacji. Przed wyborami bez problemu "redaktorzy" z TVP opublikują że polityk x to lubi ... (to dowolne dopuszczalne ale nie akceptowalne zachowanie seksualne). I jak tak atakowana osoba ma udowodnić że nie jest wielbłądem?
Odblokowanie strony w rejestrze? Mój brat uczy angielskiego w SP i wykorzystywał do tego stronę na której były obrazki i native speaker co tam widać - potem wystarczyło kliknąć w odpowiedni obrazek. Jak dostali rządowy internet dla szkół to strona jest blokowana. Aby ją odblokować trzeba wysłać maila z "dyrektorskiego adresu" i czekać. I mój brat czeka już chyba prawie miesiąc. Pokazałem mu VPN w Operze i teraz to ja czekam czy to rozwiązanie zadziałało. Jestem sobie w stanie wyobrazić że przed wyborami przestaną działać strony mediów w jakikolwiek sposób krytycznych wobec rządzących. I nie to może działać niezależnie jaka partia będzie u władzy - politycy zawsze boją się swoich wyborców.

Ta cała afera jest idiotyczna. Mnóstwo czasu i pieniędzy straconych a wystarczy ściągnąć bezpłatną przeglądarkę OPERA z bezpłatnym VPN i cały misterny plan tabunów mędrców idzie psu na budę. I chyba nikt się nie łudzi, że dzieci, które radzą sobie z internetem lepiej niż dorośli nie wpadną na takie rozwiązanie. A im bardziej jest coś zakazane, tym większa satysfakcja ze załamania zakazu. Dlatego wątpię żeby tu chodziło o dzieci, tak naprawdę chodzi o cenzurę i inwigilację!

Dodaj komentarz