Czy sprawa przeciwko Facebookowi w końcu przyspieszy?

W skrócie

Wspierana przez Panoptykon Społeczna Inicjatywa Narkopolityki SIN 10 miesięcy temu złożyła pozew przeciwko Facebookowi za arbitralne blokowanie jej profilu. Mimo upływu niemal roku sprawa wciąż jest na wstępnym etapie. Dlatego do sądu trafiła właśnie prośba o ponaglenie tłumacza, który od ponad dwóch miesięcy przekłada nasz pozew na angielski.

W sierpniu ubiegłego roku Facebook odmówił przyjęcia pozwu po polsku, tłumacząc się nieznajomością naszego języka. Dlatego sąd zwrócił się do nas z żądaniem wniesienia opłaty za tłumaczenie przysięgłe pozwu. Wówczas z kolei my odmówiliśmy, wskazując, że Facebook – choćby ze względu na fakt obsługiwania 16 mln polskojęzycznych kont – nie może skutecznie odmówić przyjęcia pozwu. Sąd formalnie nie rozstrzygnął jeszcze tego sporu.

Jednocześnie na początku stycznia pozew (wraz z postanowieniem zabezpieczającym) trafił do tłumacza. Prace nad przekładem 28-stronicowego dokumentu toczą się od ponad dwóch miesięcy. Chcemy, aby sąd ponaglił tłumacza. Dotychczasowy brak postępów w sprawie jest bowiem sukcesem strategii Facebooka, który naszym zdaniem zmierza do przedłużania postępowania z wykorzystaniem kwestii proceduralnych. Niestety, ze względu na aktualną sytuację epidemiologiczną ta strategia ma spore szanse powodzenia.

Szczegółowe informacje na temat sprawy w języku polskim i angielskim znajdują się na stronie SIN versus Facebook.

Wesprzyj nas w walce przeciwko prywatnej cenzurze! Wpłać darowiznę na konto Fundacji Panoptykon i przekaż 1% podatku (KRS: 0000327613).

Komentarze

A czemu właściwie mając swoją stronę internetową nie można arbitralnie decydować co na niej się pojawi, a co nie? Jak ja bym tu w komentarzu napisał coś budzącego Państwa niesmak, to nikt by takiego komentarza nie skasował? Gdzie jest granica, na których stronach właściciel traci prawo decydowania co się na nich pojawia?

Jak tak szanujesz prawa wlasciciela strony to logiczne byloby poszanowanie tez innych praw, tak wiec:
1) Dlaczego firma hostingowa powinna tracic prawo do decydowania o tym jakie strony dopuszcza?
2) Dlaczego telekom powinien tracic prawo do decydowania o tym jakie firmy hostingowe przylacza?
3) Dlaczego panstwo powinno tracic prawo do decydowania o tym jakie firmy telekomunikacyjne moga na terenie kraju dzialac?
No wiec wlasnie - gdzie postawisz granice dla wolnosci wypowiedzi?

Ja nikogo nie szanuję. Tylko pytam i to są chyba pytania, na które być w stanie udzielić odpowiedzi powinien ktoś, kto w tej sprawie idzie do sądu. A ja niestety nie jestem w tych sprawach ekspertem, więc nie odpowiem.

Z Facebooka korzysta ponad 2 mld użytkowników w ponad stu krajach świata (w Polsce 16 mln). Znajduje się on w czołówce najpotężniejszych firm świata i nie ma realnej konkurencji w swoim obszarze działania. W Polsce jest najpopularniejszym medium społecznościowym, dociera do ok. 80% internautów , a liczba jego realnych użytkowników przewyższa zasięg dwóch największych internetowych serwisów informacyjnych: Onetu i Gazeta.pl. „Władza” Facebooka nie bierze się tylko z potęgi finansowej i dominującej pozycji na rynku, ale ściśle wiąże się ze specyfiką jego działalności. Facebook to dziś ważny kanał komunikacji międzyludzkiej; forum, na którym wyrażamy opinie i poglądy, oraz źródło, z którego pozyskujemy informacje. Jego polityka moderacyjna stanowi potężne narzędzie sterowania naszym postrzeganiem rzeczywistość i siebie nawzajem.

Uważamy, że „władza” Facebooka powinna iść w parze z adekwatną odpowiedzialnością. Wychodzimy z założenia, że jeśli jakaś firma ma tak istotny wpływ na to, jak współcześnie korzystamy z wolności słowa, powinniśmy wymagać, aby ją respektowała, i mieć możliwość ją z tego rozliczyć.

Oczywiście problem prywatnej cenzury dotyczy też innych platform internetowych. Zwłaszcza tych, które razem z Facebookiem kontrolują istotną część obiegu treści w sieci (a więc np. YouTube’a, Twittera czy wyszukiwarki Google). Według badania przeprowadzonego w 2016 r., w którym przeanalizowano regulaminy 50 platform internetowych, aż 88% z nich zastrzega sobie prawo do zablokowania konta użytkownika bez ostrzeżenia lub możliwości odwołania się. Choć nasza sprawa dotyczy bezpośrednio Facebooka, mamy nadzieję, że przyczyni się do wprowadzenia systemowych zmian (zajrzyj do sekcji: Co musi się zmienić, żeby ograniczyć zagrożenia wynikające z prywatnej cenzury? ), które obejmą także inne platformy.

Ale przecież teoretycznie żyjemy w państwie prawa. Nawet gdyby w sądzie, sędzia podzielał taką opinię, to wciąż byłby zobowiązany do orzekania w kontekście obowiązującego prawa. Moim zdaniem o wiele gorsze byłoby gdyby w kraju zapadały krzywdzące kogoś wyroki, bo tej osoby się nie lubi albo dlatego, bo udało jej się zrobić popularny produkt. Skoro w Polsce nie ma prawa, które nakazuje nie cenzurować platformy internetowej, to jakiego rezultatu Państwo oczekujecie? A może chodzi o promowanie problemu za pomocą wymiaru sprawiedliwości (co też wydaje się być dość wątpliwym moralnie działaniem)?

Dodaj komentarz