Panoptykon 4.0: Nadchodzi wielki wyrównywacz

W skrócie

WHO zakłada gorącą linię o pandemii na WhatsAppie (aplikacja Facebooka), brytyjski rząd testuje obywateli na obecność wirusa dzięki wsparciu logistycznemu Amazona, a w całej Europie aplikacje do śledzenia kontaktów korzystają z otwartego protokołu Google i Apple. Pandemia uwypukliła to, o czym już wiedzieliśmy – wielkie internetowe platformy stanowią infrastrukturę publiczną i to taką, nad którą rządy nie mają kontroli. Według Jana Zygmuntowskiego, ekonomisty z think-tanku Instrat i Akademii Koźmińskiego, monopole mają długą historię relacji z władzą, ale jeszcze nigdy państwa nie były od nich tak uzależnione: „Jeżeli radykalnie nie ograniczymy władzy platform, ta sytuacja skończy się wielkim wyrównywaczem* –  wojną lub rewolucją”.  Co może zatrzymać „pochód platform”? Zapraszamy na ostatni przed dłuższą przerwą odcinek podcastu Panoptykon.4.0. Słyszymy się ponownie we wrześniu.   

*Termin zapożyczony od Waltera Scheidela, historyka z Uniwersytetu Stanford.

Najnowszy odcinek podcastu znajdziesz na naszej stronie, na YouTube'ie, Vimeo lub na portalu TOK FM (tam znajdziesz też automatyczną transkrypcję). Podcast możesz również zasubskrybować za pośrednictwem kanału RSS Panoptykon 4.0.

Streszczenie rozmowy:

Gapple – wspólny protokół Google’a i Apple’a pozwolił państwom na rozwijanie aplikacji do monitorowania kontaktów społecznych. Protokół miał być opublikowany, ale już wiemy, że firmy nie pokażą nam „interfejsu programisty”, choć wciąż toczy się rozmowa o tym, aby zgodziły się na jego audyt. Google i Apple wykorzystują federative learning – zamiast budować wielką bazę danych wszystkich użytkowników, mogą testować pewne rozwiązanie na ich urządzeniach końcowych. Nie możemy mieć pewności, że system, który powstał by pomóc w opanowaniu pandemii, nie zostanie wkrótce wykorzystany do budowania kolejnych usług technologicznych gigantów.

Relacje między państwami a monopolistami zawsze były zażyłe, ale nigdy państwo nie było aż tak zależne od firm. Według Jana Zygmuntowicza stoimy u progu technokapitalizmu – akumulacja kapitału w ręku firm technologicznych jest tak duża, że muszą one przejąć kompetencje państwa. Choć cyfrowi giganci technologiczni nie zarządzają szpitalami ani nie zamykają nas na przymusowych kwarantannach, coraz mocniej interesują się naszym zdrowiem. Nie wiemy, jak wykorzystają gromadzone na nasz temat dane, ale możemy wyobrazić sobie sytuację, w której sprzedadzą je ubezpieczycielom i w ten sposób będą regulować dostęp poszczególnych osób do usług medycznych.

Według Jana Zygmuntowskiego ta niezdrowa zażyłość prowadzi nas wprost do powtórki z historii i „wielkiego wyrównywacza”, czyli wojny lub rewolucji, która na lata zamrozi postęp technologiczny. Jedyna bezpieczna droga wiedzie przez regulacje, a przepisy krajowe mogą być równie (jeżeli nie bardziej) ambitne, co te unijne. Jako przykład cytuje progresywne pomysły organów ds. ochrony konkurencji i konsumenta oraz wyrok włoskiego sądu, który zmusił Facebooka do zmiany swojego wprowadzającego w błąd hasła („Facebook is free and always will be” - Facebook jest darmowy i zawsze taki pozostanie).

Na poziomie europejskim widać już ogromną zmianę w myśleniu. W niedawnym głosowaniu w Parlamencie Europejskim 503 na 701 posłów zagłosowało za zakazem personalizowanej reklamy w Internecie, rzucając tym samym wyzwanie cyfrowym gigantom. W rozmowie o nadchodzących regulacjach pojawia się zupełnie nowe podejście. Obok listy czarnych praktyk, która obejmie reklamę personalizowaną, preferowanie własnych usług czy fakt narzucania reguł gry przez dominujące systemy operacyjne twórcom aplikacji, rozważane są twarde zakazy skierowane do konkretnych firm – Facebooka czy Ubera.

Nowa regulacja, według Jana Zygmuntowskiego powinna wymusić na platformach interoperacyjność oraz doprowadzić do stworzenia wspólnych przestrzeni danych. Te wspólne przestrzenie, tzw. „wspólnice”, pozwalałyby na tworzenie usług publicznych o dużej wartości. Z kolei interoperacyjność oznaczałaby, że użytkownik mógłby dostosować usługi oferowane przez platformy do swoich potrzeb. Przykładowo zamiast równolegle korzystać z sieci społecznościowej do kontaktów towarzyskich, do pracy i do kontaktów akademickich, mógłbym mieć usługę, która pozwala mi funkcjonować we wszystkich tych sieciach. Jan Zygmuntowski podkreśla, że radykalne ograniczenie władzy platform to jedyna droga. „Czas przestać się łudzić, że możemy doprowadzić do sytuacji win – win. Świat nie jest rynkiem, świat jest polem władzy”. Mamy przed sobą trzy scenariusze. W pierwszym staramy się usunąć platformy za wszelką cenę, w drugim silnie regulujemy platformy, a w trzecim pozwalamy im dalej wyzyskiwać dane. Ale to, jak wiemy z historii, prowadzi do załamania systemu i wielkiego wyrównywacza. Czy naprawdę mamy wybór?

Komentarze

@Czytelnik być może mało precyzyjnie się wyraziliśmy. Chodziło nam o to, że da się w niego wpiąć. Niestety sam protokół,  mimo zapowiedzi, nie jest otwarty i trwają negocjacje z Gapple dotyczące niezależnego audytu. Przepraszamy za wprowadzennie w błąd. 

Dodaj komentarz