Potrzebna pomoc! Musimy zapłacić 9 tys. zł, bo Facebook nie rozumie po polsku

W skrócie

Po ponad roku bawienia się w kotka i myszkę z Facebookiem, który nie chciał przyjąć naszego pozwu po polsku, dostaliśmy decyzję sądu: Społeczna Inicjatywa Narkopolityki (organizacja, którą wspieramy w sporze sądowym po wielokrotnym blokowaniu jej kanałów społecznościowych przez platformę) musi zapłacić 8 841,56 zł za tłumaczenie pozwu. Od tego, czy zdołamy uzbierać tę kwotę, mogą zależeć dalsze losy sprawy SIN vs Facebook. Liczymy na Twoją pomoc! 

Od maja 2019 r. wspieramy Społeczną Inicjatywę Narkopolityki (organizację zajmującą się edukacją narkotykową i tzw. redukcją szkód w związku z używaniem substancji psychoaktywnych), która wytoczyła proces sądowy przeciwko Facebookowi za to, że nagle i bez wyjaśnień usunął jej konto w serwisie, choć jak twierdzą przedstawiciele organizacji, nie naruszono żadnych zasad. Dla SIN to był podstawowy kanał komunikacji, który budowała od 2011 r. i bez którego nie mogła docierać do swoich odbiorców i odbiorczyń.

Dobrze nam szło. Sąd wstępnie zabronił Facebookowi blokowania treści publikowanych przez SIN na jej nowym koncie, nakazał zabezpieczyć usunięte materiały, a poza tym uznał, że platformę można pozwać w Polsce na podstawie polskiego prawa. Sprawa zatrzymała się, kiedy Facebook odmówił przyjęcia pozwu, twierdząc, że nie rozumie po polsku. Sąd skierował w związku z tym dokumenty w sprawie do tłumacza przysięgłego i zobowiązał SIN do zapłaty 8.841,56 zł za ich tłumaczenie.

Mimo tego, że Facebook obsługuje 20 milionów Polek i Polaków – i 1/3 ludności świata – oferuje swoje usługi po polsku i w ponad 100 innych językach, w naszej sprawie twierdzi, że nie zna języka polskiego. Zamiast skonfrontować się z meritum sprawy cyfrowy gigant wolał toczyć spór wokół języka pozwu.

Złożyliśmy odwołanie od decyzji sądu, gdyż uważamy, że każdy użytkownik i każda użytkowniczka powinni móc walczyć we własnym języku o swoje prawa przeciwko takim cyberkorporacjom jak Facebook. Żeby jednak mieć pewność, że formalna kwestia języka nie udaremni całej naszej walki w sądzie, musimy zebrać pieniądze na koszt tłumaczenia już teraz. Sprawa SIN vs Facebook jest precedensowa i wierzymy, że przyczyni się do tego, aby także inni niesłusznie zablokowani mogli skutecznie kwestionować decyzje wielkich platform o usunięciu treści.

Jeśli sąd uwzględni nasze odwołanie, zebrane pieniądze (lub ewentualną nadwyżkę) przeznaczymy na dalsze prowadzenie sprawy SIN vs Facebook. 

Dorzuć się do walki z cenzurą w mediach społecznościowych!

Komentarze

Trochę niepoważne. Skoro zbiera się na tłumaczenie, a może się okazać, że nie będzie potrzebne - to wypadałoby darowaną kwotę oddać darczyńcy. Nie mówiąc już o tym, że jeśli się ostatecznie wygra, to chyba ostatecznie Facebook za to zapłaci?

To prawda, sąd wciąż może zmienić zdanie w sprawie zapłaty za koszty tłumaczenia. Walczymy o zmianę tej decyzji, ale musimy liczyć się też z tym, że sąd jednak tego nie zrobi. A wtedy będziemy mieć bardzo mało czasu na zebranie pieniędzy. Ryzyko jest zbyt duże, żebyśmy siedzieli z założonymi rękami. Natomiast gdyby sąd ostatecznie zmienił decyzję ws. obciążenia SIN kosztami tłumaczenia, zebrane pieniądze przeznaczymy na dalsze prowadzenie tej konkretnej sprawy (o czym informujemy w tekście wyżej, na stronie zbiórki itd.). Nie mamy wątpliwości, że czekają nas jeszcze setki godzin pracy i mnóstwo wydatków zanim doczekamy się finalnego rozstrzygnięcia co istoty naszej sprawy :). Takie są niestety uroki prowadzenia (strategicznych) spraw sądowych, że sytuacja jest nieco płynna i trzeba brać pod uwagę różne scenariusze.

Jako ten, który już wpłacił chciałbym poinformować tych "wątpiących" i "zaciekawionych", że nawet w przypadku przegranej Facebook'a, co jak sądzę będzie związane z pokryciem przez nich pełnych kosztów sądowych, być może nawet z nawiązką i/lub odszkodowaniem (czego im w tej konkretnej sprawie szczerze życzę) nie oczekuję zwrotu dokonanej wpłaty. Niech Wam, Panoptykon'owi dobrze służą. Wedle: potrzeb, możliwości i nieskrępowanej woli.

> Dla SIN to był podstawowy kanał komunikacji, który budowała od 2011 r.
> i bez którego nie mogła docierać do swoich odbiorców i odbiorczyń.

I to był błąd SIN.

Ludzie, zrozumcie: Facebook to prywatna strona pana Zuckerberga, korzystając z niej dobrowolnie wyrażacie zgodę na zapisy regulaminu (okropnego swoją drogą).

Facebook to zakała Internetu. Kto używa go jako "kanału komunikacji", zmusza tych, którzy chcą się z nim skontaktować, do oddania swojej - prywatnej przecież, do licha! - korespondencji panu Zuckerbergowi.

SIN po prostu popełniło błąd, zakładając tam konto. Od komunikacji jest Signal albo email z szyfrowaniem GPG, a nie Facebook.

Facebooka należy bojkotować, blokować i nie dawać się śledzić.

Do Patryka:
Uważasz, że działacze SIN używali fb do komunikacji wewnątrz organizacji SIN, że proponujesz szyfrowany Signal lub szyfrowany e-mail?
Oni używali SIN jako platformy komunikowania się ze światem, ze społeczeństwem, z zainteresowanymi. Przez lata zbudowali tzw. zasięgi.
Sprawa sądowa, której dotyczy zbiórka, potwierdza to, co mówisz: ludzkość ma problem ze swym uzależnieniem od fb.
Ale szukanie alternatyw fb, pozwalających skutecznie docierać do "targetów" i utrzymywać z nimi "relacje" - to rzecz trudniejsza niż zastąpienie messengera lub whatsappa do komunikacji bezpośrednich 1:1 lub w małych zamkniętych grupach.

Nie jestem miłośnikiem "komunikacji" (publicznej, prywatnej też). Przeciwnikiem też nie. Ci "niepubliczni"
przecież też ubiegają się np. o samorządowe subwencje. W wielu przypadkach do ich "kosztów" dokłada się "ktoś"
Nie jestem tym "ktosiem", choć płacę podatki.
Ale nie godzę się na to by kierowca czy właściciel firmy przewozowej decydował np. na podstawie koloru czapki czy butów o tym: czy mogę jechać czy nie!!!
Czy FB jest "darmowy"? Wyniki zapytania w sieci: "Jak zarabia FB?" dają jednoznaczną odpowiedź. Że chce zarabiać też mnie "nie rusza".
Ale IMO gest "wyciągniętej dłoni" (tu FB do użytkownika: załóż konto, jesteśmy dla ciebie) nie jest pustym gestem. A przynajmniej: nie powinien.
Nawet jeśli nie jest to ręka wyciągnięta "po datek". Nie używam FB, ale nie potępiam tych, którzy to robią.

@Patryk Organizacja społeczna jest tam, gdzie jej odbiorcy i odbiorczynie. W przypadku SIN - na FB i Instagramie. Organizacja ich tam nie ściąga, ale idzie do nich. Też wolelibyśmy żyć w trochę innym świecie, np. w takim, w którym na rynku portali społecznościowych panuje większa konkurencja i każdy może swobodnie  wybrać sobie ten, który działa najbardziej etycznie i zapewnia najwyższe standardy. I nawet próbujemy coś robić w tym kierunku (polecam nasze materiały i działania wokół projektowanego Digital Service Act). Na razie jednak świat wygląda inaczej i uważamy, że trzeba pomóc tym, dla których Facebook jest ważnym instrumentem działalności społecznej i którym trudno jest dziś z niego zrezygnować ze względu na jego dominującą pozycję.

 

@12:29, a nie 12:11

gościu ty chyba nie wiesz na czym polega umowa darowizny xD podpowiem ze nie polega na tym ze jak X to sie oddaje hajs
wnosze aby Fundacja uzaleznila mozliwosc komentowania od wyslania skanu legitymacji radcowskiej/adwokackiej
bo tu sie jacys amatorzy pchaja do zabawy w komentowanie xD

Dodaj komentarz