Centralny Rejestr Umów: jawność z zaskoczenia

Artykuł

Od lipca 2022 r. każda umowa zawarta przez jednostkę sektora finansów publicznych ma być ujawniona w Centralnym Rejestrze Umów prowadzonym przez Ministerstwo Finansów. To ważny krok w kierunku jawności finansów państwa, który może pomóc zapobiegać nie tylko korupcji, ale też dyskryminacji płacowej. Szkoda tylko, że taka zmiana jest wprowadzana jako efekt handlu politycznego i bez pogłębionej debaty publicznej.

W Centralnym Rejestrze Umów mają się znaleźć wszystkie umowy zawierane przez jednostki sektora finansów publicznych. Dotyczy to zarówno umów na realizację zadań publicznych, jak i umów z osobami pełniącymi funkcje publiczne. Dzięki temu opinia publiczna będzie mogła zapoznać się na przykład z zawieranymi przez urzędy umowami na świadczenie usług przez podmioty zewnętrzne (np. z kancelariami świadczącymi obsługę prawną, agencjami prowadzącymi działania PR-owe urzędu czy ekspertami, którym zlecono wykonanie analizy). Ułatwi to pracę m.in. dziennikarzy i dziennikarek zajmujących się przeciwdziałaniem nieprawidłowościom w życiu publicznym, którzy bez konieczności czekania na rozpatrzenie przez urzędników wniosku o dostęp do informacji publicznej będą mogli sięgnąć po informacje o umowach zawartych przez konkretny podmiot.

Na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej można było już od dawna uzyskać dostęp do informacji na temat wynagrodzeń nie tylko osób pełniących funkcje kierownicze, ale też na przykład urzędników i urzędniczek upoważnionych do wydawania decyzji w imieniu danego organu czy nauczycieli i nauczycielek. Jednak doprowadzenie do sytuacji, w której wszystkie te umowy są zawarte w jednym rejestrze, to jakościowa zmiana. Któregoś dnia po prostu okaże się, że informacje o tych wszystkich osobach znalazły się w sieci. Tymczasem ustawę przyjęto jako projekt poselski bez konsultacji publicznych i nie wiemy, co na przykład nauczyciele sądzą o tym, że już niedługo każdy będzie mógł kilkoma kliknięciami sprawdzić, ile zarabiają.

Przepisy „ustawy antykorupcyjnej” o Centralnym Rejestrze Umów mają wejść w życie w lipcu 2022 r. Do tego czasu może jednak dojść do ważnego zwrotu akcji. Otóż 17 listopada Trybunał Konstytucyjny ma zająć się wnioskiem I Prezes Sądu Najwyższego, w którym Małgorzata Manowska zakwestionowała zgodność z Konstytucją RP niektórych przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej (apelowaliśmy do I Prezes o wycofanie tego wniosku). Jeśli Trybunał uzna za niezgodne z Konstytucją najważniejsze przepisy o jawności w Polsce, wpłynie to także na funkcjonowanie rejestru. Nie regulujcie odbiorników: dobrze przeczytaliście. Jednego dnia obywatele i obywatelki dostają bez pytania jawność wynagrodzeń ważnego sektora zatrudniającego setki tysięcy ludzi, a drugiego –  możemy całkiem stracić prawo do informacji o działaniu państwa.

[AKTUALIZACJA 19.11.2021] Rozprawa ws. wniosku PPSN do TK przesunięta na 15 grudnia.

Anna Obem

Współpraca: Wojciech Klicki

Komentarze

Do wejścia w życie jeszcze pół roku. Ale pewnie czy te dane będzie można przetwarzać dowiemy się ze odpowiedzi na skargi do UODO. A może już teraz wiadomo czy będzie tak jak z jawnym rejestrem JDG (z którego czerpanie danych wg UODO wymaga informowania) czy z jak KRS (gdzie wg UODO dane można przetwarzać bez informowania)?

Rejestr będzie dotyczył tego samego czego dotyczyły rejestry prowadzone przez poszczególne podmioty - różnicą jest, że informacja jest centralnie dostępna, publiczna bez pisania wniosków, które podmioty sobie rożnie rozpatrywały i z wyszukiwarką (o jej funkcjonalnościach dopiero się dowiemy, ale byłoby dziwaczne gdyby nie dało się wyszukiwać stron).

@Gghost Apeluję, aby poza tekstami technicznymi, lub skierowanymi do branży IT nie stosować słowa funkcjonalność w znaczeniu funkcji. To znaczenie występuje jedynie w języku branżowym i wynika z innego znaczenia słowa funkcja w tym języku. Normalne znaczenie słowa funkcjonalność to zbiór wszystkich funkcji.

Czy to oznacza że ratownicy, lekarze i pielęgniarki zatrudnieni w publicznym szpitalu będą mieli ujawnioną wysokość zarobku? Czy dotyczyć to będzie zarówno umów o pracę, kontraktów oraz umów zleceń? Jeżeli tak, to efektem będzie m. in. jeszcze większa emigracja ludzi wykonujących te zawody.

Lekarze którzy zarabiają od pół miliona rocznie wzwyż przy mniemanej pandemii to nie jest normalne, ani akceptowalne. Jeszcze za mało? Możemy ściągnąć zamiast nich emigrantów i przyuczyć. Otworzyć szerzej szkoły i specjalizacje - problemem jest niska jakość polskich lekarzy i ich deficyt, ale to się bierze ze sztucznego braku konkurencji utrzymywanego przez MZ i izby leśnych dziadków lekarskich. Ale oczywiście niech "nasi" lekarze oddadzą za studia zanim opuszczą kraj (co najmniej 300 tysięcy za koszta studiów medycznych).

p.s. Ważna wskazówka Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości ws. retencji danych telefonów komórkowych. https://www.irishtimes.com/news/crime-and-law/mobile-phone-data-retentio...

@kolo:

1) Jeżeli chcemy zmuszać wykształconych za pieniądze polskiego podatnika lekarzy, którzy wyjeżdżają pracować za granicę, do zwrotu kosztów kształcenia, to taka regulacja musi obejmować nie tylko lekarzy, a WSZYSTKICH którzy skończyli dowolne studia w Polsce, za które zapłacił polski podatnik. Więc musielibyśmy żądać też zwrotu pieniędzy od pracujących w swoich zawodach za granicą absolwentów informatyki, matematyki, fizyki, architektury, ale i humanistów, często wykonujących prace poniżej kwalifikacji. Pracujący w Londynie na zmywaku absolwent politologii czy kulturoznawstwa też powinien zwrócić koszty kształcenia, Traktowanie lekarzy inaczej niż innych absolwentów byłoby NIESPRAWIEDLIWE.

2) Lekarze wcale nie są w Polsce źle kształceni; zarówno nauki podstawowe w medycynie i jak i kliniki są na dobrym poziomie.

3) Lekarzy ze Wschodu można i warto sprowadzać, ale po sprawnym i MERYTORYCZNYM sprawdzeniu kwalifikacji (na wzór Niemców i Czechów); wspomniane przez Ciebie "leśne dziadki" z izb lekarskich prosiły rząd o usprawnienie procedury nostryfikacji (która jest przewlekła i droga z winy kadr akademickich uniwersytwów medycznych, a nie izb lekarskich) od kilku lat, a rząd nic z tym nie robił.

Kiedy zaś przyszedł Covid, rząd zaczął na gwałt sprowadzać ze Wschodu lekarzy BEZ SPRAWDZENIA KWALIFIKACJI: dyplom ocenia - tak, to nie jest żart! - konsul, a prawo wykonywania zawodu wydaje minister zdrowia. Czyli prowizorka w pełnej krasie. Można się do wielu działań izb lekarskich przyczepić, ale nie do tej. To rząd nawalił tutaj na całej linii.

@kolo

"Lekarze którzy zarabiają od pół miliona rocznie wzwyż przy mniemanej pandemii to nie jest normalne, ani akceptowalne. Jeszcze za mało?"

Po pierwsze: jeżeli pracują na 2,5 etatu mieszkając w szpitalu i pełniąc z braku personelu dyżur jednocześnie w 2 miejscach, to zarabiają za mało. A ostatecznie zarabiają zawsze tyle, na ile się umawiają z danym szpitalem czy przychodnią.

Po drugie: jawność pensji to ZŁO. Niezależnie czy miesięcznie jest to 2000 zł czy 100 000 zł.

Hans, chyba bazujesz na propagandzie medialnej. Tak działają ci lekarze którzy utracili coviDOVE. Mają Cię głęboko wiesz pewnie już gdzie. Idź na trdycyjną wizytę nie mając telefonu to się przekonasz. Jedyne co oferują to teleporady lub brak pomocy taki jak tutaj:

Niestety, ale to ssą ludzie łatwi do przekupienia a w swoim półmilionowym rocznym dochgodzi - pozbawieni jakiejkolwiek empatii.

Link: https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/50-latek-zas%c5%82ab%c5%82-i...

Koniec tej kowidowej propagandy!!! Chorujecie nie na kowid, nie z powodu wirusa, ale z powodu masowej histerii. Tutaj dowody naukowe przetłumaczone na polski (artykuł zawiera link do oryginału): https://wolne-forum-transowe.pl/art-covid-19-ogolnoswiatowa-akcja-psycho...

Dodaj komentarz