„Jak postępuje uczciwie, to nie ma się czego bać” – politycy o Pegasusie

Artykuł

Skandal z używaniem Pegasusa przez polskie służby jeszcze do końca nie wybrzmiał, więc być może czeka nas ujawnienie nazwisk kolejnych zaatakowanych osób. Mimo skandalu służby działają tak, jak gdyby nic się nie działo. Nie zaskakuje nas to, mamy jednak nadzieję, że aktualne poruszenie przybliży nas do zwiększenia kontroli nad inwigilacją. To, jak długą drogę mamy do przebycia, ilustrują komentarze polityków obozu rządzącego. Przedstawiamy wypowiedzi z 2021 r., wobec których trudno nam przejść obojętnie.

Gdybym była podsłuchiwana lub w jakiś sposób inwigilowana jako osoba publiczna (wiceminister, radna), nie miałabym z tym żadnego problemu, ponieważ nie mam nic do ukrycia.
― Olga Semeniuk w rozmowie z Radiem ZET

Pani minister nie ma nic do ukrycia? Ciekawe, czy i jak zareaguje na propozycję portalu Spidersweb, żeby strumieniować treści ze swojego telefonu prosto na ich stronę. Obawiamy się, że nie uda się szybko nawiązać takiej współpracy. A byłby to ciekawy eksperyment, który mógłby przekonać odważną polityczkę, że każdy może mieć coś do ukrycia.

Panowie, półżartem, to mogę tylko doradzić używanie takiego telefonu, jaki mam ja. Stary, wysłużony, choć chyba może filmować, jak się naciśnie odpowiedni przycisk.
Jarosław Kaczyński

Nie przyglądaliśmy się telefonowi prezesa i możliwościom jego zainfekowania, ale przypominamy, że skutecznie inwigilować można również bez Pegasusa. Nawet najstarszy telefon nie może chronić przed podsłuchem. Ani przed tym, że policjant czy inny agent CBA może zgodnie z prawem ściągnąć wszystkie billingi w czasie krótszym niż trwa zaparzenie herbaty. W pierwszym przypadku zgody sądów i prokuratur są wydawane taśmowo, w drugim… zgoda na dostęp do billingów w ogóle nie jest potrzebna.

Jak [ktoś] postępuje uczciwie, nie popełnia przestępstw, nie ma się czego obawiać.
― Jacek Sasin w Kropce nad i

Politycy lubią powtarzać, że „nie mają nic do ukrycia”. Jackowi Sasinowi polecamy posłuchać historii inwigilowanych aktywistów i dziennikarzy, które przedstawialiśmy tu, a jeśli nam nie ufa – informacji o tym, jak (podobno) inwigilowani za poprzedniej władzy byli rozmaici dziennikarze, a nawet żona ministra Wąsika. Czyżby sugerował, że byli oni nieuczciwi?

W Polsce kontrola operacyjna jest prowadzona w uzasadnionych i opisanych prawem przypadkach, po uzyskaniu zgody Prokuratura Generalnego i wydaniu postanowienia przez sąd. Każde użycie metod kontroli operacyjnej uzyskuje wymagane prawem zgody – w tym zgodę sądu.
― Stanisław Żaryn, Twitter

Jest to prawda, ale jedynie częściowo i tylko teoretycznie. Jak mówił w rozmowie w podcaście Panoptykon 4.0 sędzia Piotr Gąciarek: „sąd jako instytucja nie ma żadnych instrumentów kontrolnych, by niejako przymusić i zweryfikować, by policja bądź inna służba dała sądowi wszystko, co ma”. To tylko połowa problemu, bo nie każda forma inwigilacji wymaga zgody sądu. O billingach już pisaliśmy. Dodajmy do tego Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która może bez pytania o zgodę sądu ani prokuratury podsłuchiwać osoby, które podejrzewa o terroryzm.

Chciałem powiedzieć jedną rzecz, i to bardzo mocno: kiedy premierem był Donald Tusk, a szefem ABW był niejaki pan Bondaryk, to moja żona przez trzy miesiące była podsłuchiwana.
― Maciej Wąsik w rozmowie z Polskim Radiem 24

Współczujemy żonie ministra Wąsika, ale to w żaden sposób nie usprawiedliwia zaniechań i nadużyć, które miały miejsce w ostatnich latach, a jedynie dowodzi, że problem jest systemowy i wymaga systemowych rozwiązań. Punkt widzenia polityków na temat inwigilacji niebezpiecznie często zależy od punktu siedzenia. Opozycja chce kontroli, a kiedy wygrywa wybory – wszystko zostaje po staremu.

Czy w przyszłości będzie podobnie? Aktualny nacisk opozycji na powołanie komisji śledczej nie dziwi, ale nie jest to rozwiązanie problemu niekontrolowanej inwigilacji. Obywatelom i obywatelkom powinno zależeć nie tylko na tym, żeby złapać za rękę osoby, które nadużywały możliwości, jakie daje technologia – powinno im raczej zależeć na ograniczeniu nadużyć, tak by inwigilacja była ostatecznym środkiem, po które sięgają służby (w naprawdę uzasadnionych przypadkach).

Przeczytaj więcej:

Opracowanie: Dominika Chachuła, Małgorzata Szumańska

Komentarze

Politycy niestety nie postępują uczciwie. Dostałam od obywatelki maila jak wyglądało wysłuchanie publiczne i jak je ocenzurowano. Szczegóły w tym artykule:

Podsumowując - tak zwane certyfikaty kovidowe (którym można zawsze zmienić nazwę) - są narzędziem do stworzenia ogólnoeuropejskiego systemu nadzoru, kontroli, inwigilacji i odebrania wszelkich praw nieposłusznym (profilowanie, ocena obywatela) - jak w Indiach i Chinach.

https://wolne-forum-transowe.pl/art-kontrolowane-wysluchanie-publiczne-d...

Odnośnie pegasusa i paszportów kovidowych (w sumie jest to jedno i to samo bo pozwala na kontrolę i inwigilację) - łamie to art. 47 i 51 Ustawy Zasadniczej.

Odnośnie telefonu polecam jednak te starsze - system kryptograficzny jest tak silny jak jego najsłabsze ogniwo. Będzie miało to zastosowanie też tam gdzie szyfrowania nie ma. Im wyeliminuje się więcej wektorów ataku (a pegasusa prościej użyć niż postawić przenośny maszt 3G - to kosztuje benzynę i czas ludzi) - tym mniejsze ryzyko bycia podsłuchiwanym 24h na dobę (to potrafi pegasus). Z masztem 3G musieliby za Tobą jeździć by Cię ciągle przechwycać. Jeżeli się nie da wyeliminować czegoś szkodliwego w 100% lepiej wyeliminować to chociaż w dużej części.

Łączenie problematyki związanej z pandemią i wykorzystania narzędzi takich, jak Pegasus to kompletne nieporozumienie. To dwa różne światy. Samo hasło inwigilacja to mało. W przypadku paszportów covidowych można dopatrywać się potencjalnego narzędzia inwigilacji masowej natomiast Pegasus jest ukierunkowany na konkretny pojedyńczy cel. Mam nadzieję, że pandemia to problem przejściowy, który stosunkowo szybko zniknie natomiast technologie informatyczne będą się rozwijać.
Zadowolenie Kaczyńskiego z posiadania starego telefonu świadczy jedynie o jego ignorancji. Stare modele telefonów komórkowych można podsłuchiwać "tradycyjnie" tj. z wykorzystaniem infastruktury operatora. Wykorzystane w nich starsze technologie nie stanowią zabezpieczenia prywatności można je przełamać za pomocą amatorskiego sprzętu. Fakt może nie być dostępu do kamery bo poprostu telefon jej nie posiada. Fakt nic zdalnie się nie zainstaluje, a tym samym podsłuch otoczenia jest nie możliwy. Chociaż też nie do końca. Przy fizycznym dostępie do telefonu posiadając odpowiednie kable serwisowe można wgrać pewne programy lub zamontować dodatkowy układ elektroniczny. Potem jeszcze małe czary mary z drugim telefonem, na którym poprowadzimy odsłuch i gotowe. Oprócz podsłuchu otoczenia można też uzyskać lokalizację z dokładnością do BTS. Takie zabawki były dostepne w Polsce już kilkanaście lat temu.
Błędem jest też zestawianie narzędzi typu imsi-catcher i Pegasus bo to dwa zupełnie różne narzędzia i wykorzystywane w odmiennych celach. Poza tym nie rozumiem skąd to graniczenie do 3G skoro 4G jest już powszechne, a 5G puka do drzwi.
Moim zdaniem problem z Pegasusem polega prawdopodobnie na tym, że posiada on funkcje nie dopuszczalne przez polskie prawo. Dużo mogłoby się wyjaśnić gdyby znane były warunki zakupu. Polskie służby w tym policja już wcześniej kupowała "narzędzia", których zastosowanie było sprzeczne z polskim prawem. Dowcip polegał na tym, że były to zakupy w wersjach "podstawowych" kolejne funkcje można było odblokować dodatkowo płacąc za dostęp. Na takie zakupy nikt trzeźwo myślący nie wyraziłby zgody.
Ba. Zakup przez policję urządzeń LRAD. Wrzawa jaka podniosła się w mediach spowodowała, że dzisiaj urządzenie może służyć jako nagłośnienie do dyskoteki, a nie sprzęt do rozpędzania zgromadzeń.

Dodaj komentarz