Polski rząd krytycznie o projekcie rozporządzenia UE dotyczącego blokowania treści o charakterze terrorystycznym

Artykuł

Ministerstwo Cyfryzacji udostępniło nam stanowisko polskiego rządu na temat projektu unijnego rozporządzenia ws. zapobiegania rozpowszechnianiu w Internecie treści o charakterze terrorystycznym. Ministerstwo uwzględniło w nim wiele zastrzeżeń, które zgłosiliśmy w ramach zorganizowanych w listopadzie konsultacji. Udało się więc przekonać polskich decydentów, ale walka na poziomie unijnym jest wciąż przed nami.

Stanowisko rządu

Projekt rozporządzenia COM(2018) 640 wprowadza zasady usuwania lub blokowania treści o charakterze terrorystycznym przez dostawców usług hostingowych (czyli np. media społecznościowe, ale także inne portale, które umożliwiają dodawanie treści przez użytkowników, choćby w formie komentarzy). O samym projekcie pisaliśmy więcej tutaj. Polski rząd, podobnie jak my, uważa, że definicja treści o charakterze terrorystycznym jest zbyt szeroka, co stwarza ryzyko, że może być nadużywana do nadmiarowego blokowania materiałów w sieci. Poza tym Ministerstwo zwraca m.in. uwagę na konieczność wprowadzenia niezależnego mechanizmu kontroli nad decyzjami zobowiązującymi platformy internetowe do usuwania treści oraz odpowiednich gwarancji w przypadku stosowania tzw. proaktywnych środków moderacji przez platformy (tj. np. automatycznych filtrów treści).

W stanowisku rządu zakwestionowano także zaproponowany w projekcie mechanizm wysyłania niewiążących zgłoszeń treści o charakterze terrorystycznym do dostawców usług hostingowych przez organy państwa (który miałby funkcjonować równolegle do trybu wiążących nakazów usuwania takich treści). Ministerstwo Cyfryzacji podzieliło nasze zastrzeżenia, że mechanizm ten przerzuca ciężar oceny tego, czy dany materiał faktycznie stanowi treść o charakterze terrorystycznym, z organu publicznego na hostigodawcę. W naszej ocenie jego wprowadzenie powoduje ryzyko, że organy państwa mogą sięgać po tę ścieżkę jako wygodniejszą alternatywę dla obwarowanej mocniejszymi gwarancjami twardej procedury zakończonej wydaniem wiążącego nakazu. Tymczasem od takich decyzji hostingodawców (nawet jeśli były one inspirowane zgłoszeniem organu państwa) nie przewidziano żadnej możliwości odwołania do zewnętrznego, niezależnego organu. Organy zgłaszające także nie będą w żaden sposób rozliczane z kierowania takich sugestii do dostawców usług hostingowych.

Krytyka projektu rozporządzenia płynie nie tylko ze strony organizacji pozarządowych. Projekt rozporządzenia negatywnie oceniło w swoim stanowisku również trzech specjalnych sprawozdawców ONZ ds. wolności słowa, prawa do prywatności i ochrony praw człowieka w kontekście walki z terroryzmem. W grudniu raport dotyczący przeciwdziałania terroryzmowi w sieci opublikowała ponadto Komisarz Praw Człowieka Rady Europy. Raport potwierdza sygnalizowane wyżej obawy: m.in. o to, że prawo antyterrorystyczne nierzadko bywa nadużywane do zupełnie innych celów, np. do uciszania głosów opozycji politycznych w Internecie.

Co dalej z projektem rozporządzenia?

Na początku grudnia projekt został z niewielkimi poprawkami przyjęty przez przedstawicieli rządów państw członkowskich w Radzie Unii Europejskiej. Rada doprecyzowała m.in. definicję treści o charakterze terrorystycznym. Nie udało się jednak przekonać decydentów w Radzie do wzmocnienia gwarancji chroniących prawa człowieka w zakresie innych aspektów procedowanego rozporządzenia (zob. list 31 organizacji walczących o prawa cyfrowe, w tym Panoptykonu, do ministrów spraw wewnętrznych państw członkowskich spotykających się w ramach Rady UE). Teraz propozycja trafi do Parlamentu Europejskiego, który ma nad nią głosować w ciągu najbliższych miesięcy, przed końcem obecnej kadencji.

W 2019 r. czeka nas więc dalsza batalia na forum UE o wprowadzenie do projektu odpowiednich gwarancji dla swobody wypowiedzi. Pozostaje mieć nadzieję, że europarlamentarzyści będą bardziej wrażliwi na argumenty obrońców wolności w sieci.

Dorota Głowacka

Komentarze

Mam pytanie o sytuację odwrotną - jestem osobą od dłuższego czasu nękaną przez osoby pracujące w różnych korporacjach, ale działające wspólnie w ramach jakiejś grupy przestępczej,moim zdaniem terrorystycznej, która specjalizuje się w terroryzmie selektywnym, gdzie ja jestem jednym z wielu pionków do osiągnięcia jakiegoś większego celu, prawdopodobnie związanego z moim mężem, czego on już też zaczął się domyślać powoli. Jeśli wypowiadam się na ten temat w internecie na forach, nie podając nazwisk, miejsc, a jedynie przytaczając fakty, to czy takie informacje też zostaną usunięte i żadna inna osoba, wobec której ten rodzaj przemocy jest stosowany, nigdy nie dołączy do moich wysiłków o pełne zrozumienie celu tych ataków na nas? Jeśli tak ma być, to nigdy nie odnajdę wszystkich poszkodowanych, co teraz jest trudne, ale nie niemożliwe. Wtedy stanie się niemożliwe i będę szukać innej metody, jak na ten moment, skuteczniejszej nie znalazłam. Jestem tylko obiektem, nie człowiekiem, dla tych ludzi, moje życie to egzystencja zamiast pełni przeżywania, nie mam pracy, jestem śledzona, podsłuchiwana i inwigilowana, a wszystko dlatego, że ktoś chce wpłynąć na mojego męża. Takich żon już kilka znalazłam, mężowie się znają i sytuacja jest mocno zastanawiająca, żadna z żon nie ma od pewnego czasu normalnej pracy, niektóre zaczęły ciężko chorować, a wszystkie obawiają się o dobro rodziny i zdają sobie sprawę, że ktoś próbuje rozbić ich małżeństwa. Tak właśnie wyglądają teraz losy żon ludzi, którzy dawno temu ujawnili swoje poglądy polityczne i dzisiaj są w nieformalnej opozycji i wykazali całym swoim życiem, że nie zmienią zdania. Jak - w takiej sytuacji - mają się zachować ich żony? Czy powinny kupić statek i wszystkie razem wyprowadzić się gdzieś daleko z Polski? Pytanie jest oczywiście retoryczne. Moim zdaniem, tak właśnie wygląda obecnie wyrafinowany terroryzm selektywny - nie jest to atak na osobę, na którą próbuje się wpłynąć, co wydawałoby się zbyt oczywiste, a może być monitorowane, ale na jej najbliższych, którzy zawsze znajdują się w cieniu i - z punktu widzenia mediów, prawa, polityki - właściwie nie istnieją. Z poważaniem, jedna z żon

Unia Europejska zazdrości swoim pierwowzorom - III Rzeszy I ZSRR. Rozleci się to, cytując T.S. Elliota, nie z hukiem, a skomleniem. Daję 5 lat.

@Pytanie: Niestety nie za bardzo jesteśmy w stanie konstruktywnie coś Pani doradzić. Możemy jedynie odesłać do instytucji, które zajmują się sprawami karnymi.

@Polak: My uważamy akurat, że UE ma sens, ale niekoniecznie podobają nam się wszytskie pomysły Komisji Europejskiej. Mamy nadzieję, że projekt zostanie poprawiony w toku procesu legislacyjnego.  

Dodaj komentarz