Kto ma odciski palców ten ma władzę? O kazusie Gryfowa i nie tylko

Artykuł

Czy biometria to standardowa metoda identyfikacji? Czy niebezpieczny przejaw sięgania po biopolitczną władzę? Kazus Gryfowa.

Duże poruszenie w mediach i na forach internetowych wywołało doniesienie o niekonwencjonalnym sposobie na monitorowanie tego, jak kandydaci do bierzmowania wywiązują się z „obowiązków religijnych”. Gimnazjaliści w Gryfowie mogą (chociaż nie muszą) odciskiem swoich linii papilarnych potwierdzać obecność na mszy.

Kuriozum, czy poważne nadużycie? Reakcja Rzecznika Praw Obywatelskich wskazuje raczej na to drugie.  „Pobranie linii papilarnych to bardzo głęboka ingerencja w prawo do prywatności” – tak według Gazety skomentował sprawę Mirosław Wróblewski z zespołu prawa konstytucyjnego.

Rzecznik wystosował już list do dyrektorki gimnazjum, wzywający do zaprzestania nielegalnej praktyki. Nielegalnej, bo zgodnie z Konstytucją nie można pobierać i przetwarzać danych osobowych bez podstawy prawnej. A takiej w wypadku pobierania odcisków linii papilarnych przez nauczycieli religii nie ma. W liście czytamy m.in.: „Konstytucja RP w art. 47 gwarantuje każdemu prawo do prywatności oraz prawo do tzw. autonomii informacyjnej (art. 51 ust. 1 Konstytucji), czyli nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby. W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich w przedmiotowej sprawie brak jest ustawowej podstawy do żądania/pobierania przez nauczyciela religii odcisków palców od uczniów. Nie sposób zgodzić się, iż wyrażenie zgody na taką praktykę przez rodziców ucznia legalizuje pobieranie i przetwarzania przez katechetę danych osobowych uczniów, w tym wypadku ich danych biometrycznych. Nie można bowiem w ten sposób rozszerzać katalogu danych osobowych, na których przetwarzanie zezwolił ustawodawca”.

Dla Rzecznika dobrze się złożyło, że pomysłodawcą był ksiądz-nauczyciel religii, bo tylko w relacjach nauczyciel – uczeń można podpierać się Konstytucją.  W relacji duchowny – wierny taka ludzka interwencja niewiele by zapewne pomogła, bo na mocy umowy konkordatowej Kościół prawu świeckiemu z zasady nie podlega.

Kto jest bardziej podejrzany:  ci, którzy chronią swoje odciski palców, czy  władza, która ich żąda

Może jednak tym razem to obrońcy praw człowieka cokolwiek przesadzają? Według pomysłodawców, chodziło jedynie o „bardziej nowoczesny sposób sprawdzania obecności.” Dlaczego ktokolwiek miałby protestować przeciwko ulepszeniu metody identyfikowania go, zamianie zawodnego  podpisu na liście na zdecydowanie mniej zawodny (choć i tak możliwy do podrobienia) odcisk palca? Czy taki protest nie jest z gruntu podejrzany?  Przecież logicznie rzecz biorąc, tylko ktoś, kto planuje oszustwo, ma interes w unikaniu „bardziej niezawodnej” identyfikacji?  Może jednak, odcinając się od Agambena , należy stwierdzić, że podejrzani są właśnie ci i tylko  ci, którzy chronią swoje odciski palców? Zastanówmy się.

Sprawa Gryfowa ma szerszy kontekst – biometria, rozumiana jako metoda identyfikacji, dość regularnie pojawia się w debacie publicznej. I zazwyczaj budzi kontrowersje. Wciąż podejrzewa się władzę, która próbuje wprowadzać biometryczne metody kontrolowania populacji, o ukryte intencje. W społecznym odczuciu przeważa skojarzenie pomiarów biometrycznych z nieproporcjonalną ingerencją w sferę prywatności. Pomysł rządu na wprowadzenie odcisków linii papilarnych, jako standardowej cechy identyfikującej w nowych dowodach osobistych został (na razie) zarzucony pod wpływem fali krytyki.  System rejestrowania czasu pracy lekarzy oparty na czytnikach biometrycznych wywołał  gwałtowne protesty nie tylko w samym środowisku – GIODO jednoznacznie stwierdził, że to nieproporcjonalna ingerencja w prywatność.  Agamben odmówił przyjęcia Amerykańskiej wizy właśnie ze względu na wymóg „oddania” odcisków linii papilarnych…

Najwyraźniej utrzymuje się w nas przekonanie , że „takie metody” identyfikacji powinny być stosowane tylko w przypadkach wyjątkowych, np. wobec osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa.  Że wobec „normalnych” obywateli władza powinna zachowywać pewną dozę zaufania; że w warunkach pokojowego współistnienia wystarczy zwykły dokument.

Ale to się może zmienić. Polityka UE w zakresie Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych wyraźnie idzie w kierunku wprowadzenia biometrii jako standardowej metody identyfikacji, pod hasłem usprawniania narzędzi służących do monitorowania przepływu ludzi. Odciski palców są już wymagane we wszystkich dokumentach wizowych, paszportach i pozwoleniach na pobyt. To przypomina stan wyjątkowy, w którym każdego człowieka na ulicy spisuje się „na wypadek gdyby” coś się stało. Służby specjalne też chcą zbierać odciski palców „na wszelki wypadek”. Jednak zdaniem urzędników, wymóg pomiarów biometrycznych jest ideowo neutralny – nie szkodzi nikomu, a wiele może załatwić.  W końcu palec przy właścicielu zostaje, odrywa się tylko odcisk jego linii papilarnych…

Pełny tekst komentarza Katarzyny Szymielewicz na stronie Krytyki Politycznej

Dodaj komentarz