Ostatnie spotkanie Departamentu Propozycji: Panoptykon o monitoringu wizyjnym w Warszawie

Artykuł

 dpOstatnie posiedzenie Departamentu Propozycji poświęcone było "Warszawie pojutrze", czyli wizji miasta za 50 lat. Mimo tak postawionego tematu, bardzo wiele przedstawionych pomysłów odnosiło się tak naprawdę do przyszłości i do potrzeby zachowania jej części dla kolejnych pokoleń warszawiaków.

My zdecydowaliśmy się przedstawić dość wizję Warszawy przyszłości jako miasta pod specjalnym nadzorem. Do takiego postawienia sprawy skłonił nas dynamiczny rozwój systemów monitoringu wizyjnego w otaczającej przestrzeni. Pesymistyczna wizja przyszłości jako świata powszechnej inwigilacji nie musi się spełnić. Ale żeby tego uniknąć potrzebna jest szersza dyskusja na temat zagrożeń generowanych przez niekontrolowany w tej chwili rozwój narzędzi nadzorczych. Debata na ten temat jest oczywiście tylko pierwszym krokiem, ale bez niej trudno sobie wyobrazić wzrost wiedzy na temat działania takich systemów czy społecznej świadomości problemu, a także wypracowanie rozsądnej strategii i regulacji tego zjawiska. Dyskusję warto rozpocząć na poziomie miasta, choć wydaje się, że systemowe rozwiązania na poziomie państwa są również w obecnej rzeczywistości niezbędne.

Poniżej treść przesłanej propozycji:

SPOŁECZNE KONSULTACJE, STRATEGIA I REGULACJA W SPRAWIE ROZBUDOWY SYSTEMU MONITORINGU WIZYJNEGO W WARSZAWIE


1.KONTEKST:  Monitoring wizyjny w polskich miastach – „wielki entuzjazm” i brak reguł


Polskie miasta przechodzą etap entuzjazmu dla wdrażania systemów monitoringu wizyjnego. Przestrzeń publiczna (ulice, place) oraz tzw. półpubliczna (dworce, lotniska, stacje metra, centra handlowe) stają się obszarami permanentnego nadzoru dzięki masowo instalowanym kamerom. Jednocześnie, nie ma na poziomie kraju jasnych ram prawnych, które określałyby zasady instalowania i obsługi takich systemów, w szczególności to jak długo i w jakich celach można przechowywać nagrania z kamer.

Trwa spór doktrynalny w jakim stopniu do informacji pozyskiwanych i przetwarzanych za pomocą kamer przemysłowych stosuje się ogólne zasady ochrony danych osobowych. Bez względu na przebieg tych prawniczych dyskusji, mało kto w praktyce przejmuje się ewentualnymi ograniczeniami i obowiązkami wynikającymi z przepisów prawa. Nie jest nawet przyjmowany obowiązek informowania obywateli o tym, że są monitorowani, nie wspominając nawet o ujawnianiu kim jest administrator zbieranych przez kamery danych, jak można się z nim skontaktować i dowiedzieć w jaki sposób nagrania są wykorzystywane.

Na poziomie samych miast również nie są tworzone ani szczegółowe plany ani akty prawa miejscowego, które by tę materię regulowały. W szczególności, które określałyby, gdzie i na jakich zasadach można kamery instalować oraz jakie dalsze obowiązki się z taką instalacją wiążą (np. obowiązek informowania o tym fakcie osób, które są nagrywane).  Zasadniczo, obowiązuje zasada "im więcej tym lepiej" i wydaje się, że w braku poważnej debaty publicznej na ten temat, takie przekonanie udziela się tzw. demokratycznej większości.

Na problem braku refleksji i braku regulacji, nakłada się brak przejrzystości finansowania systemów monitoringu wizyjnego.  Miasta z zasady nie ujawniają w swoich budżetach całkowitych nakładów finansowych na montaż i obsługę tego typu systemów w ciągu roku. Wreszcie, regularne badania prowadzone i w Polsce, i za granicą podważają  tezy o korelacji pomiędzy poziomem bezpieczeństwa w mieście (w szczególności spadkiem przestępczości) a ilością instalowanych kamer. Pokazuje to np. badanie Pawła Waszkiewicza przeprowadzone w Warszawie. W Wielkiej Brytanii, gdzie od dłuższego czasu toczy się publiczna dyskusja na temat systemów monitoringu wizyjnego, odnotowano: w zeszłym roku, statystycznie, tysiąc kamer zauważyło tylko jedno przestępstwo.

To wszystko sprawia, że korzyści z dynamicznego rozwoju systemów monitoringu wizyjnego są co najmniej wątpliwe, podczas gdy świadomość społeczna (szczególnie świadomość możliwych kosztów) zdecydowanie niezadowalająca.

2.PROBLEM WARSZAWY: bagno kompetencyjne, brak strategii, brak debaty publicznej


Wszystkie problemy zasygnalizowane powyżej „ogniskują się” w przykładzie Warszawy. Według danych publikowanych przez dziennikarzy (samo Miasto tej informacji nie kwestionuje) w Warszawie jest już ponad 500 kamer w ramach systemu monitoringu miejskiego. System monitoringu miejskiego obejmuje swoim zasięgiem ulice, przejścia podziemne, stacje metra, skrzyżowania ulic, przystanki autobusowe, otwarte przestrzenie (np. place) i obiekty publiczne (np. urzędy). Na niego nakłada się zupełnie już zdecentralizowana siatka monitoringu prywatnego: kamery montowane przez prywatne agencje ochrony (w niektórych przejściach podziemnych, garażach, centrach handlowych, obiektach kulturalnych, bankach), właścicieli sklepów, hoteli i kantorów, wspólnoty mieszkaniowe (na zamkniętych osiedlach ale także w „zwykłych” blokowiskach), szkoły, przedszkola i uczelnie (np. kampus uniwersytecki na Krakowskim Przedmieściu).

Mamy zatem w mieście, według szacunkowych danych, kilkanaście tysięcy kamer w biurach, bankach czy sklepach, które mają obowiązek użyczyć nagrań z monitoringu, gdy służby czy
Policja zwrócą się z takim żądaniem. Przed Euro 2012 miasto prawdopodobnie
uruchomi również systemy rozpoznawania twarzy oraz tablic rejestracyjnych.

Deficyt demokratyczny

W odniesieniu do podstaw funkcjonowania systemu monitoringu miejskiego można mówić o klasycznym „deficycie demokracji”. Warszawski system monitoringu wizyjnego to, oficjalnie, „sieć central obserwacyjnych usytuowanych w komisariatach policji i obejmujących swoim zasięgiem obszary poszczególnych dzielnic”. Każda z grup kamer sterowana z centrów obserwacyjnych podlega terytorialnie właściwej Komendzie Rejonowej Policji, a centrum nadzoru nad systemem znajduje się w Komendzie Stołecznej Policji.  Od 1 czerwca 2003 r. istnieje  jednak także Zakład Obsługi Systemu Monitoringu, który jest samodzielną jednostką budżetową i organizacyjną M. St. Warszawy.  Jednoosobowe pełnomocnictwo Prezydenta Warszawy do zorganizowania i kierowania Zakładem otrzymał dyrektor Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego.

W istocie, przyglądając się zasadom działania tego monitoringu trafiamy na istne "bagno kompetencyjne". Pojawia się w tym „systemie” Policja, PKP, Miasto i Ratusz, Straż Miejska, Metro, pracownicy cywilni... Jedni działają na podstawie ustawy, inni na postawie wewnętrznych statutów, jeszcze inni w oparciu o niejasne porozumienia. Podczas gdy Miasto – jako władza publiczna – powinno działać wyłącznie na postawie i w graniach prawa. Tymczasem to, ile kamer, w jakich miejscach, za jakie pieniądze i czyimi rękami jest w mieście instalowanych wymyka się wszelkim ramom prawnym.

Brak transparentności w finansach publicznych


Ta zasada ograniczenia kompetencji ma ścisły związek z potrzebą demokratycznej kontroli nad finansami publicznymi: wszelkie działania podejmowane przez władze miejskie są realizowane za pieniądze podatników, a zatem ci ostatni powinni mieć przynajmniej prawo do kontrolowania polityki miejskiej. W istocie, środki finansowe, które idą na stworzenie i obsługę miejskiego systemu monitoringu w stolicy są ogromne. Problem w tym, że władze Miasta niechętnie ujawniają kto i ile zarabia na instalowaniu, obsłudze i utrzymywania systemów monitoringu wizyjnego.  Jak wynika z obliczeń Piotra Waglowskiego, w budżecie Miasta Stołecznego Warszawy na samo zapewnienie sprawności systemu monitoringu jest przeznaczane ponad 13.000.000 złotych rocznie. Całkowite koszty rozbudowy i obsługi tego systemu można jedynie szacować. System jest zupełnie nieprzejrzysty a wydatki rozproszone w różnych dokumentach. Wobec takich kwot (wykładanych przecież przez jednego tylko nabywcę usług monitoringu) z całą pewnością możemy już mówić o przemyśle związanym z systemami monitoringu wizyjnego, a co za tym idzie: regularnym lobbingu na rzecz takich rozwiązań technologicznych, jakie przynoszą największe zyski.

Brak debaty publicznej


Systematycznemu rozrostowi monitoringu – zarówno tzw. miejskiego jak i prywatnych systemów  - nie towarzyszy niemal żadna debata publiczna. Nie ma jej nawet na poziomie Rady Miasta, kiedy dyskutowany  jest budżet na kolejny rok. Nie wspominając o braku regularnych konsultacji z mieszkańcami poszczególnych dzielnic, w których montowane są kamery.

3.PROPOZYCJA: konsultacje społeczne + strategia + regulacja


Aby zaradzić przynajmniej niektórym problemom zasygnalizowanym powyżej, proponujemy:

- Przeprowadzenie poważnych konsultacji społecznych, angażujących mieszkańców miasta, organizacje pozarządowe i inne zorganizowane grupy społeczne, niezależnych ekspertów i samych radnych w sprawie tego:

(i)    w jakim kierunku powinna zmierzać rozbudowa systemów monitoringu wizyjnego w Warszawie, czy chcemy przyjąć model „londyński” (hiperinflacji monitoringu) czy „kopenhaski” (samoograniczenia i uwolnienia otwartej przestrzeni publicznej od kamer); oraz 
(ii)    na jakich zasadach powinno być oparte funkcjonowanie tych systemów (gdzie je montujemy, kto ma nad tym kontrolę, co się dzieje z nagraniami, kto jest zatrudniany do obsługi systemów itd.)

- Opracowanie długofalowej  i transparentnej strategii dla Warszawy, która określi:

(i)    ile kamer oraz w jakich miejscach / typach przestrzeni będzie jeszcze montowane;
(ii)    ile to będzie kosztowało oraz na jakich zasadach prowadzone będą przetargi;
(iii)    kto będzie tym systemem zarządzał i w jakich celach;
(iv)    jak system monitoringu miejskiego będzie skoordynowany z systemami prywatnymi. 

- Przyjęcie wiążącej regulacji, na razie na poziomie miasta, która doprecyzowałaby powyższe kwestie.

Więcej informacji o Departamencie Propozycji na stronie i blogu festiwalu Warszawa w budowie.

Dodaj komentarz