Pokaż mi swój profil, a… może cię zatrudnię – rekrutacja z wykorzystaniem Facebooka

Artykuł

Wykorzystywanie portali społecznościowych podczas procesu rekrutacji do pracy staje się ostatnio niezwykle powszechne. Coraz bardziej świadomi tego zjawiska internauci starają się w miarę możliwości kontrolować to, jakie informacje na ich temat są widoczne w sieci, odpowiednio dopasowując w tym celu ustawienia prywatności. Lustrowanie przez pracodawców facebookowych profili kandydatów wciąż jest jednak tajemnicą poliszynela. Czyżby więc zanosiło się na kontrowersyjny „przełom”?

Kilka dni temu wydawca serwisów internetowych, Grupa G7 Media ogłosiła, iż poszukuje redaktorki do powstającego właśnie portalu boska.pl. Osoba starająca się o pracę na tym stanowisku musi być młodą kobietą, przesłać swoje zdjęcie, a także… link do profilu na Facebooku. Nie dość, że pracodawca nawet nie ukrywa zamiaru „prześwietlenia” w ten sposób poszczególnych kandydatek, to jeszcze „prosi o stosowną zmianę ustawień prywatności na czas rekrutacji”.

Trudno racjonalnie wytłumaczyć tego rodzaju wymóg. Potraktowanie jako kryterium rekrutacyjnego danych i treści zamieszczonych na Facebooku stanowi naruszenie nie tylko prawa pracy, ale przede wszystkim prywatności. Korzystając z Facebooka, to my sami każdorazowo określamy, dla kogo będą widoczne nasze wpisy, kto będzie mógł oglądać nasze zdjęcia, czy też poznać nasze zainteresowania. Świadomy użytkownik najczęściej w jakiś sposób ogranicza krąg odbiorców tych informacji, mało kto decyduje się na ich dobrowolne upublicznienie. Nie wiadomo do końca, w jakim celu potencjalny pracodawca chce przyjrzeć się takim niemerytorycznym danym. Bo przecież jakie znaczenie w procesie rekrutacji mogą mieć nasze prywatne zdjęcia czy słuchana przez nas muzyka?

Z raportu portalu pracuj.pl pt. „Wyzwania HR w 2012 roku” wynika, że 43% ankietowanych pracodawców nadal nie wie, czy rekrutacja z wykorzystaniem Facebooka ma jakikolwiek sens, ale już 24% pozytywnie ocenia rozwiązania tego rodzaju. Okazuje się, że w ubiegłym roku 22% respondentów pozyskało nowych pracowników dzięki aktywności w serwisach społecznościowych, a już blisko co trzeci pracodawca uważa bieżący kontakt z potencjalnymi kandydatami na tego typu portalach za trend, który ma największe szanse na upowszechnienie się w ciągu najbliższych dwóch lat.

Jednak bardziej niepokojące są dane Repplera – agencji monitorującej media społecznościowe. Z jej badań wynika, że aż 91% pracodawców lustruje internetowe profile kandydatów podczas procesu rekrutacji. „W procesie inwigilacji kandydatów liczy się przede wszystkim Facebook – 76% pracodawców sprawdza ich na portalu Marka Zuckerberga, pomocny jest także Twitter – 53% sprawdzeń i LinkedIn – 48%” – donosi portal fejsik.pl. Aplikacje potencjalnych pracowników były odrzucane m.in. ze względu na niewłaściwe zdjęcia i komentarze, negatywne wypowiedzi na temat byłych pracodawców, wzmianki o tym, że kandydaci piją alkohol/używają narkotyków oraz „słabe umiejętności komunikacyjne”.

Być może na takie „ułatwienie” procesu selekcji kandydatek liczy portal boska.pl. Niewątpliwie różnego rodzaju niewygodne informacje mają większą szansę wypłynąć przy okazji facebookowej inwigilacji niż podczas bezpośredniej rozmowy. Z drugiej strony, można się spodziewać, że niektóre profile potencjalnych redaktorek nowego serwisu będą w jakimś stopniu wykreowane na potrzeby rekrutacji. Nietrudno jest przecież usunąć nieodpowiednie zdjęcia, czy też dopisać sobie pożądane z punktu widzenia pracodawcy zainteresowania. Jednak czy na tym ma polegać prywatność w mediach społecznościowych? Pozostaje mieć nadzieję, że kandydatki do pracy w portalu boska.pl dwa razy się zastanowią, zanim zdecydują się na upublicznienie swoich profili na Facebooku. Dopóki tego typu praktyki nie stały się powszechne, od pracodawców stawiających podobne wymagania najlepiej po prostu trzymać się z daleka.

Barbara Gubernat

Za zwrócenie uwagi na kontrowersyjne ogłoszenie serdecznie dziękujemy czytelniczce naszego newslettera i jednocześnie wszystkich gorąco zachęcamy do nadsyłania nam ciekawych informacji dotyczących sfery nadzoru nad społeczeństwem.

Komentarze

Nie zrozumcie mnie źle - sam jestem przeciwko inwigilacji i lustrowaniu nas przez włądzę na każdym kroku. Nie podoba mi się ilość kamer, podsłuchy, przeszukania i inne działania tzw. prewencyjne, więc z tymi postulatami się nie zgadzam. Ale... nie popadajmy ze skrajności w skrajność! Tak naprawdę Pani Barbara sama sobie odpowiedziała na to zagadnienie pisząc:

"Korzystając z Facebooka, to my sami każdorazowo określamy, dla kogo będą widoczne nasze wpisy, kto będzie mógł oglądać nasze zdjęcia, czy też poznać nasze zainteresowania. Świadomy użytkownik najczęściej w jakiś sposób ogranicza krąg odbiorców tych informacji, mało kto decyduje się na ich dobrowolne upublicznienie."

No i właśnie! Jest to dobrowolna umowa pomiędzy pracodawcą, a ewentualnum pracownikiem, czy ten zgodzi się upublicznić dane. Nikt im się nie włamuje na konta, nikt nie podszywa się fałszywymi profilami, żeby inwigilować. Kawa na ławę i już. Z tego co się orientuję, a znam trochę branżę, w/w firma zajmuje się m. in. mediami społecznościowymi, co akurat nie tyle usprawiedliwia, ale przemawia za takim sposobem rekrutacji. Jeśli w zakres obowiązków miałoby wychodzić zarządzanie redakcyjne likepage'm na Facebooku, to wall ewentualnego kandydata stanowi poniekąd jego proof of quality! Swoiste portfolio pokazujące kompetencje w poruszaniu się w mediach społecznościowych. Więc taki wymóg jest w tym przypadku jak najbardziej usprawiedliwiony.

Tak więc, powtórzę swoją prośbę: zostańmy przy baczeniu pieczy na to jak bardzo inwigiluje nas władza państwowa. A umowy i ustalenia pomiędzy prywatnymi podmiotami prawnymi zostawmy do ich wzajemnego ustalania i rozważenia i nie bawmy się tu... no właśnie. W inwigilację i wtykanie nosa w dobrowolnie zawierane umowy przez dorosłymi ludźmi. Od tego mamy państwo i chyba to nam wystarczy.

...przepraszam za błędy w powyższej odpowiedzi. Kwestia pośpiechu. Nie chciałem, żeby szef zobaczył czym się zajmuję w godzinach pracy ;)

 

Dziękujemy za ciekawy głos w sprawie - to miłe, że poświęcasz nawet cenny czas pracy na panoptykonowe przemyślenia :-) Ale musimy zapolemizować. Z zasadniczo tej samej opinii wyciągamy zupełnie różne oceny zachowania tej konkrtenej firmy. Po kolei:

Właśnie dlatego, że "korzystając z Facebooka, to my sami każdorazowo określamy, dla kogo będą widoczne nasze wpisy, kto będzie mógł oglądać nasze zdjęcia, czy też poznać nasze zainteresowania. Świadomy użytkownik najczęściej w jakiś sposób ogranicza krąg odbiorców tych informacji, mało kto decyduje się na ich dobrowolne upublicznienie..." NIE jest OK, że potencjalny pracodawca, wykorzystując swoją ewidentną PRZEWAGĘ w procesie rekrutacji ZMUSZA mnie do ZMIANY świadomie przeze przeze mnie wybranych ustawień prywatności, np. takich, że mój wall widzą tylko przyjeciele lub rodzina a nie ew. pracodawca!

Jako wolny człowiek mam prawo także do tego, żeby FB wykorzystywać w celach ściśle prywatnych, a nawet intymnych i nikomu nic do tego (Panoptykon oczywiście nie pochwala takiej lekkomyślności, bo dane w stym serwisie nie są bezpieczne, ale to już inna sprawa:-).

Odrębny problem to kwestia DOBROWOLNOŚCI w relacjach z pracowadcą - także tym ewentualnym, na etapie rekrutacji. To nie jest zwykła relacja "dorosłych ludzi", którzy na coś się umawiają. To jest relacja z zasady HIERARCHICZNEGO podporządkowania i nie ma w niej miejsca na w pełni dobrowolne wyrażenie zgody. To nie jest tylko nasza opnia - taka ocena relacji pracodawca-pracownik wynika z orzeczictwa NSA, z opinii GIODO i innych prawnych autorytetów. A więc pełna zgoda co do tego, że dobrowolne umowy dorosłych ludzi powinniśmy zostawić w spokoju, ale brak zgody co do oceny tej konkretnej sytuacji jako "dobrowolnej umowy". Z kolegą czy kontrahentem na różne rzeczy można się tak umawiać, z pracodawcą jest to nieco bardziej skomplikowane...

Wreszcie, kwestia "proof of quality". Zgoda, na podstawie naszych działań w sieci można ocenić nasze kompetencje komunikacyjne na serwisach społecznościowych i przygotowanie do tego typu pracy. Ale dlaczego do tego celu miałby służyć mój PRYWATNY profil? I to nawet w sytuacji, gdy używam go wyłącznie do celów prywatnych, a nie np. aktywistycznych? Jeśli naprawdę chcę wykazać swoje kompetencje społecznościowe, o wiele sensowniej byłoby zgłosić się jako wolontariusz do organizacji takiej jak Panoptykon i na jej profilu "lansować" się - w sposób publiczny, merytoryczny i kontrolowany.

W moim życiu prywatnym mam prawo do nie-lansowania moich społęcznościowych umiejętności i bycia po prostu sobą. Osobiście poczułabym się raczej urażona, gdyby wyszło, że moja przyjacióła na FB zaczyna rozgrywać naszą relecję w celu pokaania jak świetnie jej idzie np. promowanie jakiejś marki na FB... Nie mieszajmy tych sfer! Zawłaszczenie naszej przestrzeni prywatnej czy intymnej przez RYNEK naprawdę tylko rynkowi jest w stanie przynieść jakieś korzyści. Dla nas to tylko mniej wolności.

 

Problem w tym, że wymóg pokazania swojego profilu na TwarzBooku może stać się standardem w każdej firmie, która będzie chciała kogoś zatrudnić. Małymi kroczkami dzięki takim "innowacyjnym" pomysłom do tego dojdzie i nie będzie wyboru. Dlatego warto to zatrzymać puki jest na to czas. I jest to coś co powinno zostać uregulowane skoro żyjemy w socjalistycznym świecie pełnym regulacji nas dotyczących a nie liberalnych zasad to mowa o tym, że "rynek sam się ureguluje" jest lekką przesadą. On się ureguluje tak żeby było dobrze tylko silniejszemu. Relacje pracodawca - pracownik są pod kontrolą, uregulowane prawnie więc dlaczego w tym przypadku należy sobie odpuścić?

Facebook i tym podobne serwisy nie są intymną i prywatną przestrzenią... w zasadzie całe jego funkcjonowanie opiera się na "handlu" własną prywatnością na dynamicznym publicznym "forum", które ma określoną treść w zależności od tego kto/co jest w grupie znajomych. Właściwie nawet posunąłbym się do stwierdzenia że facebook jest bardzo pasującym miejscem do sprawdzenia potencjalnego kandydata pod względem jego osobowości, i stwierdzam to pomimo udostępniania minimalnej liczby rzeczy na własnym koncie.

Oczywiście profile nie są reprezentacją danej osoby w rzeczywistości, ale tak naprawdę od czasu rozwoju internetu relacje międzyludzkie przestały być tak oczywistą sprawą jak do tej pory. W dzisiejszych czasach praktycznie każdy jest zmuszony do korzystania z chociażby poczty elektronicznej, do tego komunikacja między ludźmi poszerzyła się komunikatory internetowe i o powoli wypierające je właśnie takie serwisy społecznościowe jak Facebook.

Zamiast rozmawiać i spotykać się w rzeczywistości, ludzie zaczynają kreować toporną wersję swojego "ja" w wirtualnym świecie i tam się ze sobą komunikować. Odległość między rozmówcami nagle przestaje miec znaczenie, bo relacje przechodzą z fizycznego świata w nieistniejącą cyfrową rzeczywistość, w której takie wartości jak odległość w przestrzeni są abstrakcją. Można oczywiście zignorować to "kreowanie" cyfrowego ja i powiedzieć że jest sztuczną reprezentacją tego jak człowiek chciałby wyglądać lub coś z tego rodzaju, ale biorąc pod uwagę że internet i nowoczesne komputery są stosunkowo młode, można przewidywać że to co wyewoluuje z serwisów społecznościowych w przyszłości będzie dużo bardziej przypominać rzeczywistą alternatywną rzeczywistość. 

Sam utrzymuję kontakt i rozmawiam z wieloma ludźmi których w rzeczywistości ledwo znam, gdyż mieszkają pareset kilometrów dalej bądź w innym kraju, i w zasadzie w większości jedyne co o nich wiem, to poza rozmową zostają właśnie te ich toporne profile i awatary które wyskakują przy rozmowie. Przez długi okres czasu byłem użytkownikiem internetowego chatu, w którym "jedyne" co wiedziałeś na temat drugiej osoby to sposób w jaki rozmawia i to co wywnioskowałeś z samej rozmowy. Potem zdarzyło mi się poznawać tych ludzi i wbrew pozorom dużo się nie różnili od obrazu który został wykreowany TYLKO przez wymiane tekstowych informacji.

Wydaje mi się, że miare jak sposoby wyrażenia siebie będą stawały się coraz doskonalsze, obsługa stanie się bardziej intuicyjna, a łącza przez większą szybkość będą w stanie przesyłać więcej informacji, rynek pracy również będzie stopniowo przenikał cyfrową rzeczywistość, czego początek możemy zaobserwować właśnie teraz. Nie zgodzę się również, że Facebook jest przestrzenią w której występuje prawdziwa prywatność. Prywatność zupełnie nie pasuje do idei Facebooka, gdzie dzielisz się wszystkim. I uważam, że pracodawcy nie są głupi, i widząc, że dana osoba udostępnia sporo za dużo niż powinna, też im może to dać coś do zrozumienia.

Dodaj komentarz