Nikt ci nie powie, kiedy będą cię podglądać. Razem z nami sprzeciw się inwigilacji!

Artykuł

Protestujesz, troszczysz się o środowisko, dbasz o swoją prywatność, a może masz kontakty i twojej firmie dobrze się powodzi? Nawet błahy powód może sprawić, że znajdziesz się w kręgu zainteresowań policji lub służb. Ale nikt ci nie powie, kiedy będą cię podglądać. Rusza kampania społeczna Fundacji Panoptykon „Podsłuch jak się patrzy”. Upominamy się w niej o kontrolę nad działaniami służb i policji.

Im więcej osób dowie się o kampanii, tym większa szansa na jej skuteczność. Zaangażuj się!

  • Wejdź na stronę kampanii i podpisz petycję w sprawie kontroli nad służbami.
  • Udostępniaj informacje i spoty kampanii oraz zachęcaj swoich znajomych, żeby robili to samo.
  • Zapoznaj się z sekcją „Pytania i odpowiedzi” na stronie kampanii i nie wahaj się skorzystać z podanej tam listy argumentów w dyskusjach w Internecie i poza nim.

Służby muszą mieć możliwość ścigania przestępców i zakładania im podsłuchów. Sprzeciwiamy się jednak inwigilowaniu przypadkowych, niewinnych lub po prostu niewygodnych osób. Chcemy kontroli nad inwigilacją.

Politycy żadnej z opcji nie mają interesu, by coś zmieniać – przynajmniej dopóki opinia publiczna nie zainteresuje się tym problemem.

Problemem niekontrolowanej inwigilacji zajmujemy się od chwili powstania Panoptykonu w 2009 r. To my ujawniliśmy informację, że polskie służby ściągają ponad milion billingów rocznie. Wśród naszych głośnych akcji znalazło się też 100 pytań o inwigilację do polskich władz, gdzie (po ujawnieniu przez Edwarda Snowdena tego, jak amerykańskie służby inwigilują cały świat) dopytywaliśmy o współpracę służb z Polski i z USA. Kontroli nad działaniami polskich służb domagaliśmy się zarówno wtedy, gdy rządziła PO, jak i domagamy się teraz, kiedy rządzi PiS. Stąd wiemy, że politycy żadnej z opcji nie mają interesu, by cokolwiek z tym problemem zrobić – przynajmniej dopóki nie zainteresuje się nim opinia publiczna. I właśnie to chcemy osiągnąć kampanią społeczną „Podsłuch jak się patrzy”.

Kampania powstawała przez ostatnie kilka miesięcy. Stworzyliśmy stronę podsluchjaksiepatrzy.org, spoty kampanii, kampanię reklamową w mediach społecznościowych. Dyskutowaliśmy o grupach docelowych, do których chcemy trafić, narzędziach, które chcemy wykorzystać, a nade wszystko – o tym, jak pokonać jedno z największych wyzwań komunikacyjnych, z którymi się mierzymy, mówiąc o inwigilacji: przekonaniem, że „mnie to nie dotyczy”. W spotach kampanii celowo wykorzystaliśmy krzywdzące stereotypy, takie jak feministki niegolące nóg, kompulsywnie szyfrujący informatycy, antypolscy ekolodzy czy przedsiębiorcy kombinatorzy. Ale jak to ze stereotypami bywa: niektórzy w nie wierzą. Stereotypowe postaci w naszych spotach podgląda równie szablonowy wścibski policjant z kamerą, notesem i pasją do wyciągania pochopnych wniosków – reprezentant szkoły szufladkowania ludzi. Chcieliśmy, aby każdy taki spot zagotował, zachęcił do sprzeciwu i ściągnął na tę stronę podsluchjaksiepatrzy.org wszystkich, którzy takich opinii mają już dość i nie życzą sobie, żeby były wykorzystywane przeciwko nim.

W najbliższych dniach opublikujemy kolejne materiały kampanijne: miej oczy i uszy szeroko otwarte!

***

Koncept kreatywny kampanii: Ineksprymable Nieagencja
Produkcja „Historii inwigilowanych”: Twin.Digital Collective
Wsparcie PR kampanii: Pacyfika

Kampania realizowana z dotacji programu Aktywni Obywatele – Fundusz Krajowy, finansowanego z Funduszy EOG

Komentarze

Kiedyś to już pisałem, ale napiszę jeszcze raz. Internetowe petycje to zwykłe klikadła, które służą jedynie czytelnikom do tego, by mogli kliknąć "podpisz" i nie gnębić się myślą, że są zbyt bierni, by zrobić cokolwiek w danej sprawie, "no bo przecież coś tam zrobili, kliknęli w guzik". Te podpisy są bezwartościowe, zwłaszcza w sytuacji, kiedy każdy może podać się za absolutnie dowolną osobę. Jedyne sensowne petycje jakie widziałem to te z europejskiej inicjatywy obywatelskiej, bo niosą za sobą jakikolwiek prawny skutek i tożsamość sygnatariusza jest w nich potwierdzana. Każdy kto wie jak działają wszelkie inne internetowe petycje nie będzie się przejmował złożonymi pod nimi podpisami.

No a żeby nie było, że tu tak wyłącznie kręcę nosem na to co robicie, to chciałbym też powiedzieć, że bardzo cenię sobie waszą działalność i mam nadzieję, że mimo wszystko coś w tej sprawie uda się wywalczyć. Tylko frustruje mnie, że typowy obywatel tak niewiele może i biorąc pod uwagę, że nie rozpisujecie się w tym temacie, tak naprawdę nie ma innych mechanizmów, które można zaproponować zwykłemu Kowalskiemu. W tym kraju chyba jedyną zauważalną formą sprzeciwu czy poparcia wobec czegoś jest wychodzenie na ulicę, a i wtedy zazwyczaj plują nam w twarz i mówią, że pada :-/

@blerp A my wzięliśmy sobie to pytanie do serca. Przygotowując kampanię, bardzo poważnie się zastanowialiśmy nad tym, czy robić petycję. Doszliśmy do następujących wniosków:

Fakt, szanse na to, że nasza petycja doprowadzi do szybkiej zmiany, są niewielkie. Nie możemy jednak siedzieć z założonymi rękami i wysłuchiwać polityków, którzy zachowują się, jakby problemu nie było. Składając tę petycję, wysyłamy do władzy jasny sygnał: jako obywatele i obywatelki domagamy się zmiany. Petycja zmusza rządzących, żeby chociaż wysłuchali, czego od nich oczekujemy. Petycji nie można bowiem zignorować: owszem, władza nie ma obowiązku realizować zawartych w niej postulatów, ale w takim przypadku powinna podać argumenty przemawiające za ich odrzuceniem. Zgodnie z ustawą o petycjach ma na to 3 miesiące. Formalnie petycję wyśle Fundacja Panoptykon i inne organizacje społeczne. Napiszemy w niej, ile osób ją poparło. Im więcej nas będzie, tym wyższa poprzeczka dla rządzących. Łatwiej powiedzieć „nie” jednej organizacji niż kilku czy kilkunastu tysiącom osób, które przyjmą je z głośnym niezadowoleniem.

Jednak petycja to tylko jeden z elementów naszych działań. Poza tym współpracujemy z ekspertami i instytucjami, przygotowując postulaty zmian, nagłaśniamy nadużycia, na bieżąco monitorujemy projekty kolejnych ustaw i przekonujemy decydentów: o wszystkich tych działaniach informujemy na naszej stronie. Nawet jeśli określone zmiany prawne nie będą uchwalone przez obecną władzę, to właśnie teraz mogą pojawić się pomysły czy projekty ustaw, które staną się punktem wyjścia do zmiany na lepsze w przyszłości.

https://podsluchjaksiepatrzy.org/#fq-37

Pozdrawiamy!

Jako przykład inwigilowanego podaliście Państwo w radiu Tok fm muzyka zespołu "Poparzeni Kawą 3" i dziennikarza radia Zet Mariusza Gierszewskiego, że był "przy okazji" inwigilowany lutnik, naprawiający Mu gitary. Tak się składa, że Mariusz od kilkunastu lat jest subsrkybentem spisów nagłówków z linkami do www Listy informacyjno-dyskusyjnej o muzykowaniu ludowopodobnym w Polsce im. Red. Pichona Muzykant (www.muzykant.folk.pl), którą mam zaszczyt od już prawie 24 lat administrować. Czy to oznacza, że inwigilowani byli też wszyscy znani z tych nagłówków autorzy listów na Muzykanta, czy może też w ślad za linkami przeglądane wszystkie jawne logi Listy i spiralnie dalej, wszelkie osoby i instytucje w listach wzmiankowane? "Muzyka łagodzi obyczaje", może się to tajnym służbom przyda. Ukłony, Karol "Karol" Ejgenberg

@Anna Obem (Fundacja Panoptykon) Dziękuję za odpowiedź, ale chyba nie rozwiała ona moich wątpliwości. Raczej utwierdziła w przekonaniu, że lepiej wesprzeć Was finansowo, bo te pomysły czy projekty ustaw nie biorą się z powietrza, tylko stoją za nimi aktywiści tacy jak Wy. Zwłaszcza, że dopiero po dodaniu mojego poprzedniego komentarza podpisałem się pod petycją i zauważyłem, że otrzymałem w rezultacie jedynie mail z powiadomieniem, a nie mail weryfikujący, że faktycznie jestem autorem podpisu. Wygląda więc na to, że nic nie powstrzymuje trolli od składania fałszywych podpisów, nawet taka drobna rzecz jak weryfikacja maila, chyba że ręcznie odfiltrowujecie wpisy. Tylko jak wtedy poznać wiarygodnie wyglądający fałszywy wpis? Właśnie dlatego dla mnie taka petycja nie niesie ze sobą żadnej wartości.
Tak w ogóle to przepraszam za tę krytykę :P To tylko takie głupie czepialstwo z mojej strony. Mimo wszystko Was wspieram. A kampania bardzo pomysłowa! Na pewno zwróciła uwagę paru osób. Gratuluję pomysłu :-)

Inicjatywa jest ciekawa i potrzebna. Nie wiadomo, czy będzie skuteczna.
Podejrzewam, że jedyne co się może stać to oświadczenie Mariusza Kamińskiego albo jakiegoś podrzędnego człowieka z bezpieki, który "stanowczo oświadczy" że w Polsce nie ma inwigilacji, "zdecydowanie zaprzeczy szkodliwej dla Polski dezinformacji" "sianej przez niektóre media" i "zapewni, że inwigilowani są tylko bandyci, którzy zagrażają bezpieczeństwu Polek i Polaków".

> Nawet błahy powód może sprawić, że znajdziesz się w kręgu zainteresowań policji lub służb

Niestety, ale to nieścisłe stwierdzenie. W kręgu zainteresowań służb jesteśmy cały czas, bo informacje o naszej lokalizacji spływają nieustannie i na żywo do baz danych operatorów i służb.

Dodaj komentarz