Dziennik intymny w chmurze? Przegląd kobiecych aplikacji

Artykuł
Domena publiczna

Aplikacje dla kobiet do monitorowania cyklu menstruacyjnego to szybko rosnący rynek. Miliony pobrań i wysokie miejsca w rankingach popularności potwierdzają, że kobiety na całym świecie mają potrzebę panowania nad swoim ciałem i seksualnością. Z tradycyjnych kalendarzyków przesiadają się na urządzenia mobilne i zręcznie zaprojektowane interfejsy. Czy to tylko kwestia wygody? Co więcej oferują te elektroniczne dzienniki intymne? I czego żądają w zamian? Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet przyglądamy się popularnym aplikacjom dla kobiet. Jak zawsze – krytycznie.

„Dla nowoczesnej kobiety, która lubi mieć wszystko pod kontrolą w zabieganym stylu życia, niezwykle ważne jest innowacyjne podejście do naturalnych spraw jak planowanie ciąży” – tymi słowami serwis Zapłodnieni.pl zachęca do korzystania z aplikacji śledzących cykl menstruacyjny i reklamuje najpopularniejsze. Tego typu rankingi skupiają się wyłącznie na funkcjonalnościach, pomijając ryzyka i trudniejsze pytania o to, co tak naprawdę mogą aplikacje „mierzące płodność”. Gdyby okiełznanie kobiecej fizjologii było tak proste jak policzenie do 28, zniknąłby problem niechcianych ciąż i niepłodności. Ponieważ natura jest o wiele bardziej skomplikowana, nasuwa się pytanie o odpowiedzialność producentów aplikacji śledzących cykl. Czy nie obiecują czasem zbyt dużo? Czy są w stanie realnie pomóc kobietom starającym się o dziecko albo tym, które robią wszystko, by go nie mieć? Na te pytania lepiej niż Panoptykon odpowie lekarz, dlatego dziś zostawiamy je z boku i wracamy do naszej specjalności, czyli danych.

Co o nas wiedzą aplikacje śledzące cykl?

Najprostsza odpowiedź brzmi: wiedzą tyle, ile same im powiemy! W świecie kobiecych aplikacji znajdziecie zarówno proste kalendarzyki – skupione na śledzeniu cyklu i niedopytujące o intymne szczegóły waszego życia – jak i prawdziwe dzienniki intymne, w których można zapisać dosłownie wszystko, o czym chcemy (lub uważamy, że powinnyśmy) pamiętać: przyjmowane leki, jakość snu, nastrój, stan umysłu, aktywność seksualną, ćwiczenia fizyczne, nie wspominając o rzeczach w tym kontekście oczywistych, czyli wydzielinach i krwawieniach.

Przyjrzałyśmy się kilku aplikacjom, które dają różne możliwości śledzenia siebie, a dodatkowo różnią się poziomem troski o nasze dane i ich zabezpieczenie.

Kalendarzyk Bella

Rozbudowana graficznie aplikacja o funkcjach zbliżonych do tradycyjnego kalendarzyka. Pozwala na ustawienie dodatkowego zabezpieczenia (numeru PIN). Nie wymaga uprawnień specjalnych (czyli dodatkowego dostępu do danych na telefonie). Zachęca jednak do synchronizacji danych: „dane możesz mieć zawsze pod ręką, bez względu na urządzenie, z którego korzystasz”; „dane wprowadzone do aplikacji będą z Tobą zawsze nawet w najmniej oczekiwanym momencie”. Każda użytkowniczka, która z tej zachęty skorzysta, musi liczyć się z tym, że jej dane będą przetwarzane w chmurze. Gdzie konkretnie? Przez kogo? W jakich celach? Jak będą zabezpieczone przed wyciekiem? Tego nie wiemy, ponieważ Bella nie pomyślała o opublikowaniu polityki prywatności (lub tak dobrze schowała ją na stronie, że nie byłyśmy w stanie jej znaleźć). Kalendarzyk Bella zachęca również do aktywności społecznościowej (połączenie z Facebookiem) i zaglądania na stronę Bella (zakupy!), co dodatkowo poszerza opcje śledzenia naszej aktywności przez inne firmy.

Printscreen strony internetowej Kalendarzyka Bella

WomanLog

Prosta aplikacja o funkcjach zbliżonych do tradycyjnego kalendarzyka. Pozwala na ustawienie dodatkowego zabezpieczenia w postaci hasła. Nie wymaga uprawnień specjalnych (czyli dodatkowego dostępu do danych na telefonie). Proponuje tworzenie automatycznej kopii zapasowej na serwerze WomanLog, co pozwala na przywrócenie danych w przypadku ich utraty lub zmiany urządzenia. Dane przechowywane na serwerze są szyfrowane, co stanowi istotne zabezpieczenie. Aplikacja zbiera dane techniczne (np. model telefonu, ustawienia przeglądarki) do celów testowych i statystycznych. Dane na temat cyklu nie są zbierane ani w żaden sposób wykorzystywane, WomanLog nie wymaga też tworzenia spersonalizowanego konta. Pozytywnie wyróżnia się tym, że ma przystępną politykę prywatności (choć na razie tylko po angielsku).

Printscreen polityki prywatności WomanLog

Kalendarz Miesiączka

Podstawowe narzędzie do śledzenia cyklu, dostarczane przez firmę zarejestrowaną w Hong Kongu. Słabo dopracowany interfejs, a za to wysokie wymagania już na wejściu: żeby zainstalować ten kalendarz, musimy udostępnić swoją tożsamość, zdjęcia, multimedia i inne pliki. W jakim celu? Nie wiemy, ponieważ i tym razem nie doszukałyśmy się na stronie internetowej żadnej polityki prywatności. Aplikacja wyraźnie stawia na synchronizację danych i współpracę z najpopularniejszymi usługami online, takimi jak Google czy Dropbox. Dzięki temu można łatwo zasysać dane z innych źródeł, tworzyć automatyczne kopie i przywracać dane w przypadku przejścia na inne urządzenie. Naturalnie za cenę śledzenia przez zewnętrzne firmy. Dobrze, że przynajmniej na naszym urządzeniu możemy się dodatkowo zabezpieczyć, ustawiając hasło.

Printscreen aplikacji Kalendarzyk Miesiączka

OvuView

Rozbudowana aplikacja pozwalająca na testowanie aż 17 metod śledzenia dni płodnych. W zależności od wybranej metody podpowiada, jakie czynniki należy obserwować (np. temperatura ciała, gęstość śluzu). Obok śledzenia czynników „obowiązkowych” zachęca do przyglądania się m.in. zmianom wagi ciała, jakości snu i nastroju, aktywności seksualnej, przyjmowanym lekom i bólom głowy, tworząc wyrafinowany dziennik intymny naszego życia. OvuView nie ukrywa, że wszystkie te informacje zamierza przetwarzać, a nawet przekazywać swoim partnerom. Na stronie internetowej znajdziemy dość rozbudowaną politykę prywatności (co prawda tylko po angielsku, mimo że sama aplikacja jest dostępna po polsku), z której dowiemy się, że jest to usługa zaprojektowana na amerykański rynek i przestrzega wyłącznie tamtejszych standardów. Musimy się zatem liczyć z tym, że nasze dane trafią na serwery w USA i będą wykorzystywane przez firmę Sleekbit.

Printscreen aplikacji OvuView

Clue

Wyrafinowaniem i przystępnością interfejsu dorównuje OvuView, choć nie podpowiada metod śledzenia płodności. Za to od pierwszego kliknięcia mówi do nas przystępnym językiem, zachęcając do podzielenia się najintymniejszymi szczegółami. W dzienniku intymnym Clue można umieścić w zasadzie wszystko, a następnie obserwować zmiany tych czynników w comiesięcznych podsumowaniach. Co dalej dzieje się z tymi informacjami? Żeby to ustalić, trzeba wejść na stronę niemieckiego producenta, gdzie w kilku językach (niestety, jeszcze nie po polsku) Clue wyjaśnia swoją filozofię.

Printscreen polityki prywatności Clue

Z aplikacji można korzystać na dwa sposoby: (i) anonimowo, przechowując dane tylko na swoim urządzeniu; (ii) tworząc spersonalizowane konto na serwerze Clue. Pierwszy sposób oznacza, że sami zarządzamy danymi o cyklu, a Clue nie ma do nich dostępu poza podstawowymi danymi technicznymi naszego urządzenia. Oczywiście, nie możemy też liczyć na ich odzyskanie w przypadku utraty sprzętu, ponieważ nigdy nie zostały przesłane na serwer. Drugi sposób ma tę zaletę, że możemy odzyskać utracone dane lub odczytać je na innym urządzeniu, ale jednocześnie oznacza zgodę na ich przetwarzanie przez Clue i przekazywanie (w zanonimizowanej formie) do celów badawczych. Decyzja należy do nas i – co bardzo ważne – w każdej chwili możemy zmienić zdanie, rezygnując z przekazywania danych firmie. Wówczas, obiecuje Clue, dane z serwera zostaną niezwłocznie usunięte.


Jeśli zastanawiasz się nad wyborem aplikacji dla siebie, zacznij od odpowiedzi na te pytania:

Dziennik intymny – czy na pewno chcę go prowadzić?

W świecie mobilnych aplikacji łatwo ulec pokusie zapisywania wszystkiego: długości okresu, zmian nastroju i wagi, aktywności seksualnej, jakości snu, stanu umysłu… Skoro aplikacja, która ma pomoc w monitorowaniu cyklu i planowaniu rodziny, zawiera opcję odnotowywania tych czynników, coś w tym musi być. Ostatecznie wszystko w naszym życiu jest jakoś powiązane! Co się zmieni, jeśli do dziennika intymnego dodam kolejną informację? Może wszystko nagle ułoży się w sensowny wzór? Może wreszcie zrozumiem siebie lepiej? Tak, ta gra szybko wciąga.

Zacznij od zastanowienia się, czy prowadzenie tak szczegółowej obserwacji ma dla ciebie sens? Czy naprawdę tego potrzebujesz? Jeśli twój cel sprowadza się do podstawowej obserwacji cyklu (przewidzenia dni płodnych i miesiączki), te dodatkowe czynniki nie będą miały większego znaczenia. A za to będą stanowić ciężar: im więcej zbierasz na swój temat, tym więcej uwagi powinnaś poświęcić zabezpieczeniu swojego intymnego dziennika.

Bezpieczeństwo – czy rozumiem ryzyka, jakie się z tym wiążą?

Smartfon to jednocześnie bardzo przydatne i bardzo niebezpieczne urządzenie – jest z nami praktycznie cały czas i wie o nas bardzo, bardzo dużo. Jednocześnie badania pokazują, że swoje telefony zabezpieczamy słabiej niż komputery (mało kto szyfruje dane na telefonie i ustawia mocne hasło dostępu). Łatwo go zgubić, co zwiększa ryzyko wycieku znajdujących się na nim danych.

Twórcy aplikacji dla kobiet zwykle oferują opcje back-upu lub synchronizacji zebranych danych na własnym serwerze lub w oparciu o inne usługi (konto Google lub Apple), ale niekoniecznie tłumaczą, co to oznacza. Dobrze wiedzieć, że umieszczając swoje dane w chmurze, oddajemy dostęp do bardzo wrażliwych informacji firmie, która dostarcza tę usługę. Przed podjęciem takiej decyzji sugerujemy zapoznanie się z polityką prywatności tej firmy, choćby po to, by upewnić się, że nie zamierza ona naszymi danymi handlować.

Ważne jest także to, gdzie ulokowane są serwery, na które trafią nasze dane, i czy wiemy, w jaki sposób są one zabezpieczone. Oczywiście, zawsze może dojść do wycieku danych. Jednak to ryzyko jest mniejsze, jeśli usługodawca dba o podstawowe zabezpieczenia (np. szyfruje przesyłane przez nas informacje). Jeśli wyciekną szyfrowane dane, mamy mniej powodów do niepokoju. Inny sposób na spokojniejszą głowę to minimalistyczne podejście do informacji zapisywanych w chmurze czy telefonie: im mniej ich gromadzimy, tym mniej może wypłynąć!

Czy mam zaufanie do aplikacji, z której korzystam?

Jeśli na oba pytania odpowiedziałaś „tak!” – jesteś już pewna, że chcesz prowadzić intymny dziennik (mniej lub bardziej rozbudowany) i wiesz, jakie ryzyka się z tym wiążą, pozostaje tylko wybór aplikacji. Naszym zdaniem warto wybrać taką, której rzeczywiście możemy zaufać.

Na co warto zwrócić uwagę? Podstawą jest to, czy twórcy aplikacji przygotowali politykę prywatności, w której tłumaczą, czy zbierają dane na nasz temat, a jeśli tak – jakie i w którym momencie. Czy w grę wchodzą tylko techniczne dane o urządzeniu, czy także wrażliwe informacje na temat naszego zdrowia i życia intymnego? Czy dane są pobierane bezpośrednio z telefonu, czy tylko gdy świadomie stworzymy kopię zapasową lub specjalne konto w ich serwisie? Jeśli nie możesz znaleźć polityki prywatności, zastanów się nad inną aplikacją i wybierz tę, która zadba także o Twoje dane.


8 marca życzymy wszystkim kobietom niesłabnącej wiary w siebie, poczucia siły i wyjątkowości, a przy tym zdrowego dystansu do technologicznych nowinek, które mają okiełznać to, co wymyka się w nas statystyce.

Katarzyna Szymielewicz, Anna Walkowiak

Komentarze

Warto wspomnieć o aplikacji Kalendarz Miesiączkowy (Jollymobi), który poleciłem narzeczonej - na plus: brak jakichkolwiek uprawnień aplikacji i trzymanie wszystkich danych lokalnie na urządzeniu (choć możemy i eksportować do własnej chmury opcjonalnie), możliwość zabezpieczenia PINem. A i funkcjonalnie - przejrzysty interfejs i najważniejsze funkcje. Po przejrzeniu sporej części powyżej opisanych aplikacji właśnie pod względem bezpieczeństwa informacji wydaje się najciekawszym wyborem :)

Jag długo będą mamić nas tą elektroniką? Czy człowiek już bez niej na prawdę nie potrafi żyć? Jak długo będą czekać jeszcze ze wszczepieniem nam czipów?

"Jeśli nie możesz znaleźć polityki prywatności, zastanów się nad inną aplikacją i wybierz tę, która zadba także o Twoje dane."
Czy nie można było napisać prostym i zrozumiałym językiem np. że "Aplikacje [tu nazwy] przechowują dane poza telefonem lub wysyłają je na swój serwer co oznacza że NIE POLECAMY ich użycia, cokolwiek by twórca/producent napisał w polityce prywatności" ?
Ew. tabelka na końcu artykułu z porównaniem istotnych elementów aplikacji które dotyczą bezpieczeńśtwa i prywatności (+ zielone /czerwone kolory dla "dobrych" i "złych" ).

W sklepach i niektórych miejscach wyłączam telefon permanentnie - wiem, że się tak wyłącza, bo to stary model prostego telefonu, który nie potrafi poradzić sobie z 1000 sms i nie da się na nim nic więcej robić niż odebrać smsy i rozmawiać (w końcu od tego jest telefon). Często też zmieniam telefon wraz z numerem. Więc życzę im miłego szpiegowania. Karty rejestruję przez "pośrednika". Nie dlatego, że mam coś na sumieniu - tylko dla zasady "F. The System", skoro ten "f." nas.

Podobnie systemy niepotrzebnie wyłudzające telefony, e-maile lub szczególnie imię i nazwisko karmię kaszaną. Głodomory zjedzą nawet kaszankę. Z czpiem będzie gorzej, bo tego nie wyłączysz, a wydłubywanie może być bolesne albo niebezpieczne.

@miklo: nic bardziej mylnego. Jeżeli masz telefon z Androidem lub Windows 10 nigdy twoje dane o miesiączce i związanych z nią sprawach nie będą twoją prywatną własnością. Przejmie je Google lub Microsoft, a kiedyś przez telefon się przedstawisz. Będą więc mieć też twoje dane.

@Kasia 30: rozumiem offtop, jeżeli o czymś się nie mówi, ale PISZ O TEMATACH PRYWATNOŚCI a nie jakieś głupoty. Zapoznaj się z lekturą niebezpiecznika i Panoptykonu, a dowiesz się po co istnieje Panoptykon. Robią kawał dobrej roboty, lecz jak wszyscy ludzie potrafią coś przeoczyć.

Jak długo
Podziwiam zapał. Telefonów ja już nie używam. Może kiedyś kupię SIMa za granicą, ponieważ niektórych usług nie da się używać bez. Pośredników się boję, bo mogą zrobić duplikat karty. Nawet bez używania telefonu do poufnych rzeczy, ja nigdy nie zarejestruje dla zasady. Poza tym niestety można też kogoś zidentyfikować na podstawie porównywania historii lokalizacji z innymi numerami. Niestety telefony to głównie urządzenia śledząco-podsłuchowe z możliwościa dzwonienia. Ich główną funkcją jest śledzenie i czym bardziej się tym interesuję tym bardziej mi się wydaje, że nie da się tego pozbyć nie ważne jak bardzo próbujesz.

Zgadzam się, że Panoptykon i niebezpiecznik robią dobrą robotę w informowaniu ludzi. Bez nich byłoby ciężko.

Podobnie system Windows 10. To system śledząco-inwigilujący z funkcją uruchamiania niezbędnych w firmie programów.
Jak długo będziecie go jeszcze używać?

Dodaj komentarz