Problem większy niż ochrona praw autorskich w sieci

W skrócie

Trwa coraz bardziej zacięta debata o unijnej reformie prawa autorskiego. Dla nas to także ważna dyskusja. Ale nie o regulacji ochrony praw autorskich, nie o „value gap” czy nawet o filtrowaniu sieci, ale o roli i obowiązkach dominujących platform internetowych oraz – przede wszystkim - konieczności wzmocnienia praw ich użytkowników.

Z naruszeniami praw autorskich w sieci należy walczyć, podobnie jak z rozpowszechnianiem innych szkodliwych, bezprawnych materiałów. Dla nas jasne jest, że walka ta jest często ważnym elementem ochrony praw człowieka w sieci. Dlatego wydaje się, że pomiędzy „zwolennikami” a „przeciwnikami” proponowanej reformy nie ma sporu co do tego, że należy szukać odpowiednich rozwiązań. Spór dotyczy metod i sposobu podejścia do problemu. My stoimy na stanowisku, że bez bardziej kompleksowego spojrzenia na kwestię rosnącej władzy faktycznych suwerenów cyberprzestrzeni, którymi dziś jest kilka wielonarodowych korporacji, nie da się sensownie rozwiązać problemu nielegalnej treści w sieci. W szczególności nie da się go rozwiązać, wprowadzając po prostu obowiązek monitorowania, filtrowania i blokowania przez platformy takich czy innych materiałów. Po pierwsze, to jak skupić się na ratowaniu jednego topniejącego lodowca, gdy problemem jest globalne ocieplenie. A po drugie, bez wypracowania pro-obywatelskiej odpowiedzi na obecną dominację platform internetowych, to monitorowanie, filtrowanie i blokowanie może w praktyce oznaczać jeszcze więcej „władzy” nad obiegiem informacji w sieci dla firm i jeszcze mniej praw dla użytkowników.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat?

  • O konieczności wypracowania gwarancji poszanowania praw człowieka przez platformy internetowe od dawna mówi wiele organizacji działających na rzecz praw cyfrowych (zob. np. Manila Principles)
  • O zagrożeniach dla wolności słowa i prawa do prywatności związanych ze stosowaniem automatycznego filtrowania treści w sieci pisał w ostatnim raporcie np. Specjalny Sprawozdawca ONZ ds. wolności słowa.
  • O tym, dlaczego art. 13 proponowanej dyrektywy dotyczącej ochrony praw autorskich to ryzykowny pomysł, mówi Dorota Głowacka, prawniczka Panoptykonu.

Komentarze

Myślę, że to dopiero poczatek unijnej ofensywy. Wystarczy popatrzeć na deklaracje komisarza Kinga:
https://www.politico.eu/article/julian-king-eu-preparing-to-legislate-ag...
https://www.theguardian.com/commentisfree/2018/jul/28/democracy-threaten...
Stwierdzenia padające na tak wysokim szczeblu na ogół nie są deklaracjami bez pokrycia. Spodziewałbym się więc kolejnych unijnych inicjatyw w zakresie usuwania nielegalnych treści i wpływania na wyniki wyborów (na razie tylko do Parlamentu Europejskiego, reszta jeszcze poza kompetencją UE).

Prawo autorskie jest osadzone na tym samym aksjomacie pojęcia własności w własność materialna w ekonomii: człowiek jest co do zasady pierwotnym posiadaczem tego co wytworzy, w Prawie własność oznacza wyłączne prawo dysponowania przedmiotem (dlatego ochrona praw autorskich wymaga utrwalenia dzieła w jakiejkolwiek postaci, czyli musi ono zostać zmaterializowane tekstu, rzeźby, nagrania itp.).

Problem internetu i takich serwisów dotyczy nie prawa autorskiego jako takiego, a regulaminów zawierających zapisy w stylu "umieszczając treść na naszej stronie przekazujesz nam prawa majątkowe do publikowanych do treści". I samo to nie jest jeszcze szkodliwe, szkodliwe jest monopolizowanie sieci przez giganty takie jak FB bo to pozwala im narzucać zasady niechciane przez lidzie ale nie mają oni wyboru...

Dodaj komentarz