Artykuł 02.08.2011 3 min. czytania Tekst „To nieprawda, że stoimy przed wyborem: albo prywatność, albo bezpieczeństwo. Po pierwsze, podstawowe ludzkie prawa, takie jak prawo do prywatności, są ważne i powinny być przestrzegane niezależnie od okoliczności. Po drugie, nie ma też żadnych dowodów na to, że większy nadzór nad prywatnym życiem ludzi naprawdę zwiększa możliwości łapania terrorystów.” - prof. David Lyon w wywiadzie Adama Leszczyńskiego.Po zamachach 11 września wzmocniło się przekonanie, że należy zbierać jak największe ilości danych, bo to zapobiegnie terroryzmowi. W związku z tym powstał specjalny program do zbierania i analizowania informacji. Zaczęto na masową skalę budować komputerowe systemy nadzoru. Jednak okazuje się, że w ten sposób nie można zapewnić sobie bezpieczeństwa. Z samego zbierania danych nic jeszcze nie wynika. Trudno opracować odpowiedni system ich analizowania. Dane są segregowane w dość prymitywny sposób. Obecnie używa się tych samych metod do celów marketingowych i do wojny z terroryzmem.Profesor Lyon w wywiadzie dla Gazety Wyborczej stwierdza, że przy chwytaniu terrorystów nadal najbardziej skuteczne są tradycyjne metody policyjne takie jak: używanie informatorów i śledzenie wskazanych przez nich ludzi. Nowoczesne sposoby często zawodzą. „Komputer mówi tylko tyle, że dzieli pan pewne cechy ze znanymi nam terrorystami. Taka wiedza wystarcza firmom do marketingu, ale zastosowana przez policję staje się niebezpieczna”.Można być wzorowym obywatelem, ale to nie ma znaczenia. Kiedy system komputerowy typuje podejrzanego nie odbywa się to na podstawie tego co zrobił, ale według kategorii, do której wpadną jego dane. To podstawowa różnica. Niebezpieczne jest to, że w przypadku komputerowego nadzoru nie wiemy, jakie są kategorie, do których nas się przyporządkowuje. Nie wiemy, dlaczego jesteśmy podejrzani, ani w jaki sposób możemy się odwołać. Listy takie są tajne. Nie ma mowy o sprawiedliwości. Mamy tu do czynienia z problemem ludzkiej godności i praw człowieka.Lyon zwraca również uwagę na to, jak nowe technologie ograniczają naszą prywatność. Nasze osobiste życie staje się coraz bardziej przejrzyste dla różnych organizacji. Jednocześnie my mamy coraz mniejszy dostęp i wiedzę o nich. Przez to, że organizacje używają technologii coraz mniej zrozumiałych dla nas. Służby państwowe na przykład mogą zawsze zasłonić się tajemnicą.Granica między tym co prywatne a tym co publiczne coraz częściej zaciera się. Lyon podaje jako przykład Kanadę, gdzie toczy się spór, w jaki sposób policja może mieć dostęp do danych, które pozwolą określić co obywatel robił w Internecie. Zwraca również uwagę, że używając Google'a czy Facebooka, trzeba wiedzieć w jaki układ się wchodzi. Nic nie jest za darmo. Tu sprzedajemy część swojej prywatności.Nasi znajomi w pewnym sensie też nas sprzedają. „Może pan ustawić poziom prywatności na "wysoki", ale to oznacza tylko tyle, że osoba z zewnątrz nie może zobaczyć pana profilu - tego, co pan mówi o sobie, swoich zainteresowaniach, poglądach politycznych czy wyznaniu. Facebook zaś wie, że ludzie wybierają zwykle na znajomych takich, którzy mają podobne poglądy czy gusty. W ten sposób wykonuje pan całą robotę za Facebooka. Te informacje o panu sprzedaje się marketingowcom”.Więcej na ten temat:Statystycznie podobny do Breivika Fundacja Panoptykon Autorka Temat media społecznościowe Internet Poprzedni Następny Newsletter Otrzymuj informacje o działalności Fundacji Twoje dane przetwarza Fundacja Panoptykon w celu promowania działalności statutowej, analizy skuteczności podejmowanych działań i ewentualnej personalizacji komunikacji. Możesz zrezygnować z subskrypcji listy i zażądać usunięcia swojego adresu e-mail. Więcej informacji o tym, jak przetwarzamy twoje dane i jakie jeszcze prawa ci przysługują, w Polityce prywatności. Zapisz się Zapisz się Akceptuję Regulamin usługi Leave this field blank Zobacz także Artykuł Zagraj we VLOPS! Sprawdź, jakie pułapki zastawiły na ciebie media (anty)społecznościowe Zdarza ci się, że sięgasz po telefon, żeby sprawdzić prognozę pogody, a kwadrans później łapiesz się na scrollowaniu Instagrama i zastanawiasz się, co właściwie miałeś/miałaś zrobić? VLOPs (Very Large Online Platforms) to akronim oznaczający największe platformy internetowe. 10.02.2026 Tekst Artykuł Zróbmy sobie raj, czyli czy Internet da się naprawić Internet rozczarował tych, którzy szukali w nim odpowiedzi na kryzys demokracji, nierówności społeczne czy tabloidyzację mediów. Okazało się, że w sieci wcale nie jesteśmy lepszym społeczeństwem niż w „realu”, a gigantyczna i wciąż rosnąca podaż informacji ciągnie jej jakość w dół. Internet… 24.09.2020 Tekst Podcast Dobrze żyj w sieci. Rozmowa z Kamilem Śliwowskim Kiedy pół roku temu zamknęliśmy się w domach, możliwość kontaktu ze światem skurczyła się do kilku ekranów. Życie prywatne i zawodowe, rozrywka i nauka, wszystkie życiowe funkcje i potrzeby musieliśmy nagle spełniać za pośrednictwem technologii. Zanurzeni po uszy w pełni cyfrowy świat szybko… 10.09.2020 Dźwięk