Maraton z wojskowym kontrwywiadem

Artykuł

Jest styczeń 2014 r. W Polsce rządzi koalicja PO i PSL, na czele Służby Kontrwywiadu Wojskowego zasiada właśnie Piotr Pytel, a my kończymy opracowywać Przewodnik o „telefonicznej kopalni informacji”, w którym zbieramy informacje o problemie dostępu służb specjalnych do informacji o naszych telefonach, np. ich lokalizacji i historii połączeń. Wtedy też zaczyna się najdłuższy w historii Panoptykonu spór sądowy: prosimy Służbę Kontrwywiadu Wojskowego o informację, ile razy w 2013 r. „billingowała” Polki i Polaków. W najbliższy czwartek sprawą zajmie się Naczelny Sąd Administracyjny. Upublicznienie informacji na temat tego, jak często SKW sięga po dane telekomunikacyjne jest elementem społecznej kontroli nad działaniem służby: ważnym, bo żadnej innej kontroli nad służbami w zasadzie nie ma.

27 stycznia 2014 r. spytaliśmy Służbę Kontrwywiadu Wojskowego o to, ile razy pobierała billingi i dane internetowe obywateli. Najpierw musieliśmy przed sądami dwóch instancji udowodnić, że pytamy o informację publiczną. Nie było to trudne, bo służba wytaczała wyłącznie kuriozalne argumenty: a to, że nie korzysta ze środków publicznych, a to, że ustawa o dostępie do informacji publicznej jest niezgodna z konstytucją. Po tym sukcesie przyszedł jednak trudniejszy etap: walka z doktryną powszechnej tajności i uznawania ujawnienia jakiejkolwiek informacji związanej ze służbami za zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski.

Ćwiczenia z logiki

Służba Kontrwywiadu Wojskowego twierdzi, że statystyka pozyskiwania danych mogłaby trafić do służb obcych państw, które na podstawie suchych liczb wyprowadziłyby wnioski „dotyczące kierunków, sposobu i częstotliwości działania SKW oraz podmiotów pozostających w kręgu zainteresowania służb operacyjnych”. Takiego ryzyka nie widzimy ani my, ani inne służby, które analogiczne informacje ujawniały. Co innego konkretne postępowania, a co innego – liczba pobrań billingów w skali roku.

Niestety, z podejściem SKW zgodził się Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, który uznał, że statystyka jest tajemnicą. Kluczowy dla wyroku był wniosek, jaki sąd wyprowadził z faktu, że SKW zajmuje się kwestiami związanymi z bezpieczeństwem państwa. Jak napisał sąd, podzielając opinię SKW, wynika z tego, że „ujawnienie żądanej informacji może powodować zagrożenia dla bezpieczeństwa Państwa Polskiego”. Idąc tym tokiem rozumowania, ujawnienie faktu samego istnienia tej służby też jest niebezpieczne.

Poszukiwanie równowagi

Sądy rozpatrujące sprawy dotyczące statystyk działania służb stoją przed trudnym wyzwaniem wyważenia dwóch wartości: prawa do informacji publicznej oraz możliwości skutecznej realizacji działań przez służby specjalne. W ostatnich latach naszym zdaniem sądy nie potrafiły sprostać temu zadaniu, bezrefleksyjnie przyjmując argumentację służb, jakoby „trwająca wojna demokracji ze światem islamu” uzasadniała każde ograniczenie jawności.

Przebłyskiem nadziei był niedawny wyrok NSA w sprawie przeciwko ABW, w której sąd cofnął sprawę do służby, żądając od niej wykazania, że ujawnienie informacji faktycznie zagrozi bezpieczeństwu państwa.

Dostęp do informacji umożliwia kontrolę działania państwa, pozwala na ochronę przed nadużyciami ze strony funkcjonariuszy, a dzięki niemu opinia publiczna odgrywa pewną rolę w określaniu kierunków polityki państwa. Tym samym dostęp do informacji stanowi jeden z kluczowych elementów rzeczywistego bezpieczeństwa narodowego – demokratycznego uczestnictwa i rozsądnego formułowania polityki publicznej. Oczywiście, niekiedy zapewnienie bezpieczeństwa i najpełniejszej realizacji praw człowieka wymaga ograniczenia dostępu do informacji publicznej, jednak możliwość społecznej kontroli działań służb specjalnych także stanowi element bezpieczeństwa narodowego.

Społeczna kontrola działań służb specjalnych stanowi element bezpieczeństwa narodowego.

Jak zwrócił uwagę Naczelny Sąd Administracyjny, do opinii publicznej docierają informacje o nadużywaniu uprawnień dotyczących działań operacyjnych, w tym m.in. nagrywania i podsłuchiwania rozmów telefonicznych. „Tym ważniejsze jest, aby działalność służb specjalnych podlegała społecznej kontroli w obszarach, które nie ograniczają możliwości ich skutecznego działania i nie dotyczą konkretnych prowadzonych postępowań, stosowanych w nich metod operacyjnych czy też danych funkcjonariuszy będących pracownikami konkretnych służb”.

Liczymy na to, że jutro Naczelny Sąd Administracyjny również stanie na wysokości zadania i będzie bronił obywatelskiego prawa dostępu do informacji publicznej. W tym kontekście jest ono szczególnie ważne, bo stanowi namiastkę realnej kontroli nad działaniem służb specjalnych.

Sprawa odbędzie się w czwartek (7 listopada 2019 r.) o godz. 13:00 w sali F Naczelnego Sądu Administracyjnego, zapraszamy! Za reprezentowanie nas przed sądem dziękujemy adw. Arturowi Pietryce z kancelarii Wardyński i Wspólnicy.

Aktualizacja [7 listopada 2019 r.]: Naczelny Sąd Administracyjny, powołując się na argumenty formalne i niewłaściwe jego zdaniem sformułowanie zarzutów skargi kasacyjnej, oddalił naszą skargę. Po niemal 6 latach kończy to naszą batalię w tej sprawie.

Wojciech Klicki

Polecamy: Jak osiodłać Pegaza? Czyli o tym, jak naszym zdaniem powinna wyglądać realna kontrola nad służbami specjalnymi

Wesprzyj naszą walkę o kontrolę nad służbami specjalnymi: wpłać darowiznę na konto Fundacji Panoptykon!

Dodaj komentarz