Nowy rejestr zadłużonych, czyli bezpieczeństwo obrotu bez względu na koszty

Artykuł
element dekoracyjny

Krajowy Rejestr Zadłużonych nie rozszerzy jawności w stosunku do osób niewypłacalnych, a jedynie będzie nowym sposobem udostępniania danych osobom zainteresowanym – tak Ministerstwo Sprawiedliwości odnosi się do naszych uwag w sprawie projektu ustawy o Krajowym Rejestrze Zadłużonych. Nie zgadzamy się z takim postawieniem sprawy.

Przypomnijmy: projekt ustawy przewiduje, że dane o osobach niewypłacalnych (np. tych, które złożyły wniosek o upadłość konsumencką) trafią do powszechnie dostępnego przez Internet rejestru. Do tej pory, aby zapoznać się przez Internet z informacjami o konkretnej osobie, konieczna była znajomość numeru wpisu tej osoby do rejestru dłużników niewypłacalnych. Z kolei jeśli znaliśmy tylko jej imię i nazwisko, informacje o wypłacalności mogliśmy uzyskać bez dodatkowych formalności wyłącznie w sądzie rejonowym. W przesłanej pod koniec września do Ministerstwa Sprawiedliwości opinii zwracaliśmy uwagę na to, że znaczne ułatwienie dostępu do tych danych będzie dodatkową stygmatyzacją osób w złej kondycji finansowej. Obawiamy się, że propozycja Ministerstwa spowoduje spadek liczby wniosków o upadłość konsumencką, które są przecież wyrazem chęci spłaty zobowiązań i poprawy swojej sytuacji finansowej. Nasze wątpliwości budzi też udostępnianie tych danych na długo po tym, jak osoby te uporają się ze swoimi kłopotami, co może negatywnie wpłynąć na ich przyszłe zobowiązania finansowe.

Ministerstwo pozostaje ślepe na te ryzyka, twierdząc, że udostępnianie przez Internet danych osób w złej sytuacji finansowej nie rozszerza jawności w stosunku do nich. Czy aby na pewno? Dzięki nowym przepisom każdy – nie wychodząc z domu – w kilka sekund może dowiedzieć się, czy interesująca go osoba figuruje w rejestrze. Dostępny w tak szybki i prosty sposób rejestr posłuży nie tylko potencjalnym kontrahentom czy wierzycielom – będzie on również łakomym kąskiem dla osób kierujących się niezdrową ciekawością czy też firm oferujących tzw. chwilówki. Dotychczasowa konieczność udania się do sądu w sytuacji, gdy znaliśmy tylko imię i nazwisko interesującej nas osoby, była ważnym zaworem bezpieczeństwa, który zwiększał prawdopodobieństwo tego, że po dane dłużników będą sięgały tylko osoby realnie zainteresowane ich sytuacją finansową, np. zamierzające zawrzeć z nimi umowę. Taką rolę mogłoby też spełnić proponowane przez nas wprowadzenie dodatkowych kryteriów wyszukiwania w internetowym rejestrze, np. konieczność znajomości numeru PESEL lub numeru wpisu do rejestru.

Według Ministerstwa uzyskiwaniu danych przez osoby, którymi kieruje niezdrowa ciekawość lub wątpliwe interesy, ma przeciwdziałać możliwość wyszukania danej osoby tylko przez stronę Ministerstwa, a nie przez inne wyszukiwarki internetowe. Co z tego, że firmę udzielającą pożyczek czy nazbyt ciekawskiego sąsiada od strony Ministerstwa dzieli jedno kliknięcie?

W trakcie konsultacji krytyczne uwagi do projektu zgłosili również m.in. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych i Krajowa Rada Sądownictwa. GIODO zakwestionował zasadność udostępniania w rejestrze numerów PESEL dłużników. Ministerstwo odpowiedziało, że podawanie numerów PESEL jest konieczne dla jednoznacznej identyfikacji danej osoby i spełnienia celu ustawy, jakim jest zagwarantowanie bezpieczeństwa obrotu prawnego. KRS z kolei krytycznie odniosła się do zbyt długiego okresu udostępniania danych i ich zakresu. I tutaj Ministerstwo w obronie swoich propozycji powołało się na potrzebę bezpieczeństwa obrotu.

Czy jednak naprawdę nie istnieje mniej dotkliwy dla osób w trudnej sytuacji finansowej sposób na zapewnienie bezpieczeństwa obrotu? Czy dotychczasowe mechanizmy nie były wystarczające do zasięgnięcia przez potencjalnych kontrahentów informacji o osobach zadłużonych? Czy dodatkowa stygmatyzacja osób, które próbują uporać się ze swoimi zobowiązaniami, to przypadkiem nie za wysoka cena za usprawnienie już istniejącego systemu, aktualnie lepiej wyważającego potrzeby kontrahentów i interesy zadłużonych? Niestety, odpowiedź Ministerstwa na wszystkie te pytania brzmi: „nie”.

Karolina Iwańska

Komentarze

> Taką rolę mogłoby też spełnić proponowane przez nas wprowadzenie dodatkowych kryteriów
> wyszukiwania w internetowym rejestrze, np. konieczność znajomości numeru PESEL lub
> numeru wpisu do rejestru

No niestety, ale znajomość numeru PESEL to żadne uwierzytelnienie; zna go nasz lekarz, notariusz, pani w rejestracji w przychodni, recepcjonistka w hotelu, księgowa i kadrowa w pracy, pani w dziekanacie i bardzo wiele innych osób. Poza tym numery PESEL niektórych osób (np. wspólników spółek z o.o.) są dostępne publicznie i łatwe do znalezienia w Internecie (to też jest skandaliczne, swoją drogą).

Dlatego numery PESEL trzeba zlikwidować. Wiem, że to karkołomne zadanie które grozi paraliżem państwa, ale nie widzę innego rozwiązania by przywrócić prywatność w tym kraju.

> > Taką rolę mogłoby też spełnić proponowane przez nas wprowadzenie
> > dodatkowych kryteriów wyszukiwania w internetowym rejestrze, np.
> > konieczność znajomości numeru PESEL lub numeru wpisu do rejestru
>
> No niestety, ale znajomość numeru PESEL to żadne uwierzytelnienie; zna go
> nasz lekarz, notariusz, pani w rejestracji w przychodni, recepcjonistka w
> hotelu, księgowa i kadrowa w pracy, pani w dziekanacie i bardzo wiele innych
> osób. Poza tym numery PESEL niektórych osób (np. wspólników spółek z o.o.) są
> dostępne publicznie i łatwe do znalezienia w Internecie (to też jest
> skandaliczne, swoją drogą).
>
> Dlatego numery PESEL trzeba zlikwidować. Wiem, że to karkołomne zadanie które
> grozi paraliżem państwa, ale nie widzę innego rozwiązania by przywrócić
> prywatność w tym kraju.

Pani Marianno,

numery Powszechnego Elektronicznego Systemu Ewidencji Ludności służą, jak sama nazwa mówi, do ewidencji ludności. Problemem jest to, że są one traktowane jak hasło, co jest niemalże równie złą praktyką jak w przypadku drugiego imienia, nazwiska panieńskiego matki, imion rodziców, adresu zamieszkania czy daty urodzenia. Chyba jedyny w miarę pewny sposób to dowody osobiste będące kartami elektronicznymi przechowywującymi w sposób niejawny klucze prywatne służące do kryptograficznego uwierzytelniania i dokonywania podpisów elektronicznych, jak w Estonii.

Pozdrawiam,

Michał K. Feiler

Hakerzy już dziękują za kolejną bazę danych, którą będzie można pobrać botem. Tak jak spis ksiąg wieczystych. Hakerzy dziękuję, obywatele przeklinają.

> numery Powszechnego Elektronicznego Systemu Ewidencji Ludności
> służą, jak sama nazwa mówi, do ewidencji ludności. Problemem jest to,
> że są one traktowane jak hasło (...)

To prawda, ale nie tylko to jest problematyczne. Sam fakt, że istnieje centralna ewidencja adresów zamieszkania i że prawie każdy Polak ma unikalny numer, którego nie da się zmienić, jest złe samo w sobie. Bo ten numer jest kluczem do wszystkich rządowych i wielu prywatnych baz danych. Wystarczy jeden wyciek i jest po ptakach.

Uważam, że zamiast rejestu adresów zamieszkania powinien być rejestr adresów do korespondencji, a przy zmianie takowego poprzedni adres winien być z ewidencji usuwany. A numery PESEL należy znieść. Wiem, że w obecnej sytuacji, gdy masowo się na nim polega, grozi to paraliżem państwa, ale jeśli zostaną utrzymane, możemy pożegnać się z prywatnością już na amen.

Dodaj komentarz