Ograniczenie wolności komentowania? Sprawa Delfi przeciwko Estonii

Artykuł

Estoński portal Delfi AS zapłacił karę za opublikowany pod jego tekstem komentarz. Sprawa odpowiedzialności portalu internetowego za cudze słowa, po bataliach sądowych w Tallinie, trafiła przed Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC), który 11 października stwierdził, że nie doszło do naruszenia wolności słowa. Czy to oznacza, że Trybunał obarcza pośredników odpowiedzialnością za komentarze autorstwa użytkowników i tym samym "zachęca" ich do wejścia w rolę cenzorów?

Co się stało?

W styczniu 2006 r. portal internetowy Delfi opublikował artykuł, pod którym pojawiło się w ciągu dwóch dni 185 komentarzy, m.in. pogróżki i obelgi pod adresem bohatera tekstu – członka rady nadzorczej spółki SLK. Skierował on do spółki wezwanie do usunięcia komentarzy i zapłaty zadośćuczynienia w wysokości 320 000 euro. Delfi natychmiast po otrzymaniu wezwania (a zostało ono wysłane pocztą!) usunęła komentarze, jednak odmówiła zapłaty zadośćuczynienia. Dotknięty członek rady nadzorczej nie zadowolił się usunięciem komentarzy i pozwał Delfi o zapłatę zadośćuczynienia. Estońskie sądy ostatecznie przyznały rację powodowi – uznały, że Delfi ponosi odpowiedzialność za treść komentarzy i nałożyły na portal obowiązek zapłaty 320 euro.

W tej sytuacji Delfi wniosła skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka twierdząc, że doszło do naruszenia art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, który gwarantuje wolność słowa. Zdaniem Delfi, z orzeczeń estońskich sądów wynika bowiem konieczność wprowadzenia cenzury prewencyjnej, bo tylko ona może skutecznie zapobiec publikacji komentarzy naruszających prawa osób trzecich.

Jakie są przepisy?

W Estonii, podobnie jak w Polsce, obowiązują przepisy wyłączające odpowiedzialność pośredników za treść, jeśli nie wiedzą oni o jej bezprawności oraz nie ingerują w treść, jedynie ją przechowując (wynika on z dyrektywy UE o handlu elektronicznym). Pośrednicy pozostają w tej komfortowej sytuacji również wówczas, gdy zaraz po otrzymaniu wiarygodnej informacji o bezprawności treści uniemożliwili do niej dostęp. I właśnie tak zareagował portal Delfi.

Pomimo to estońskie sądy uznały, że portal Delfi może ponosić odpowiedzialność, bowiem sprawuje kontrolę nad treścią: ustalił reguły komentowania, może podejmować decyzje o zamieszczeniu konkretnego komentarza, może go również usunąć. Stąd wniosek, że Delfi nie jest zwykłym pośrednikiem, który – o ile zachowuje się biernie i nie wie o bezprawności treści – nie ponosi odpowiedzialności, ale jest wydawcą internetowym, który – na równi z autorem treści – ponosi za nią odpowiedzialność.

ETPC nie badał tego ustalenia – nie wkraczał bowiem w kompetencje estońskich sądów, uznał natomiast, że przyjęcie koncepcji pośrednika-wydawcy, który ponosi odpowiedzialność za publikowane komentarze, nie narusza wolności słowa. Zdaniem Trybunału portal mógł przewidzieć, że ten konkretny tekst wzbudzi silne emocje i powziąć aktywne działania zapobiegające pojawianiu się zniesławiających komentarzy. Trybunał uznał też, że środki pozwalające na wniesienie pozwu wyłącznie przeciw autorom zniesławiających komentarzy nie gwarantują skutecznej ochrony prawa pokrzywdzonego do poszanowania życia prywatnego. Skoro zaś spółka zezwoliła na publikację anonimowych komentarzy, wzięła na siebie odpowiedzialność za ich treść.

Co to znaczy?

Pod jednym z tekstów, który ukazał się wczoraj na portalu Delfi, znalazło się ponad 1500 komentarzy. Jeśli przyjąć za obowiązującą linię orzeczeniczą estońskich sądów, portal nie jest pośrednikiem-hostingodawcą, który korzysta z wyłączenia odpowiedzialności w przypadku niewiedzy o bezprawności treści. Delfi jest traktowany jak internetowy wydawca, który – podobnie jak tradycyjny wydawca – ponosi odpowiedzialność na równi z autorem tekstu, każdym spośród tych 1500 komentujących.

Trybunał nie ocenił, czy i pod jakimi warunkami taka „prawna metamorfoza” jest zgodna z Konwencją; uznał jedynie, że odpowiedzialność nałożona na pośrednika-wydawcę nie narusza art. 10 Konwencji. A to właśnie kryteria decydujące o zmianie statusu pośrednika mają kluczowe znaczenie. Co powoduje, że pośrednik przestaje wyłącznie przechowywać (hostować) treść i staje się wydawcą?

Odpowiedź na to pytanie ma fundamentalne znaczenie, bowiem wyłączenie odpowiedzialności administratora portalu w sytuacji, w której nie wpływa on na treść i nie wie o jej bezprawności, stanowi kluczową gwarancję wolności słowa w internecie – dzięki temu pośrednicy nie muszą wcielać się w rolę cenzorów (i to prewencyjnych!).

Czytając orzeczenie w sprawie Delfi można odnieść wrażenie, że Trybunał zaproponował własne kryteria oceny odpowiedzialności pośrednika: musi on przede wszystkim wdrożyć należyte środki ochrony przed komentarzami naruszającymi prawa osób trzecich. Takie kryteria stoją jednak w sprzeczności z art. 15 dyrektywy o handlu elektronicznym, który zwalnia pośredników z ogólnego obowiązku nadzorowania treści umieszczanych przed ich klientów. Wyrok ETPC stwarza ryzyko, że dla bezpieczeństwa prawnego pośrednicy będą usuwać więcej treści, niż to konieczne. Kreując nowe kryteria odpowiedzialności pośredników – których przyjęcie w praktyce oznaczałoby ograniczenie wolności słowa w internecie – Trybunał zaciemnił i tak już skomplikowaną sytuację prawną.

Wojciech Klicki

Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Delfi przeciwko Estonii

Dodaj komentarz