Oświadczenia majątkowe na żądanie: Blisko do represji*

Artykuł

Zgodnie z projektem ustawy o jawności życia publicznego (art. 53 ust. 2) w związku z realizacją swoich ustawowych zadań szef CBA może wezwać w każdym czasie każdą osobę pełniącą funkcję publiczną do złożenia oświadczenia majątkowego. Kogo dotyczy ten przepis i jakie będą jego skutki?

Osoba pełniąca funkcję publiczną, definiowana w projekcie poprzez odesłanie do kodeksu karnego, to m.in. biegły sądowy, dowolny pracownik akademicki, lekarz pracujący w publicznym szpitalu, adwokat zaangażowany w prace samorządu adwokackiego, a nawet pracownik organizacji pozarządowej (pod warunkiem korzystania przez nią ze środków publicznych). Szef CBA może wezwać te wszystkie osoby do złożenia oświadczenia „w związku z realizacją zadań ustawowych” biura. A do nich należy nie tylko ściganie przestępstw o  charakterze korupcyjnym, ale także „prowadzenie działalności analitycznej w obszarze ścigania korupcji”.

Osoba wezwana do złożenia oświadczenia nie może zakwestionować tej decyzji. Na wypełnienie oświadczenia ma 14 dni, a wpisać do niego musi nie tylko dochody, ale też informacje o posiadanych nieruchomościach, akcjach czy kredytach, z dokładnym podaniem ich wartości.

Potencjalny efekt prewencyjny – w przypadku osób wzywanych ad hoc do złożenia oświadczenia – jest niemożliwy.

Pomyłka, o którą nietrudno w związku z małą ilością czasu i krótkim terminem na wypełnienie oświadczenia, wiąże się z odpowiedzialnością dyscyplinarną (oświadczenie „nierzetelne”), a  nawet karną („podanie nieprawdy lub zatajenie prawdy”). Po co to wszystko?

Celem oświadczeń majątkowych składanych co roku przez rozmaitych urzędników jest prewencja: ustawodawca doszedł do wniosku, że konieczność dorocznego spowiadania się ze stanu majątku zniechęci do przyjmowania łapówek. Skuteczność tego mechanizmu jest wątpliwa, skoro CBA analizuje rocznie około 1 promila składanych oświadczeń (np. w 2016 r. – 523 ze złożonych ponad 400 tys.) Jednak zostawiając na boku te rozważania, potencjalny efekt prewencyjny – w przypadku osób wzywanych ad hoc do złożenia oświadczenia – jest niemożliwy. Osoby, których potencjalnie dotknie nowy przepis, nie wiedzą, że szef CBA może je wezwać do złożenia oświadczenia.

Uzasadnienie projektu ustawy o jawności, której inne elementy wzbudziły słuszną krytykę, nie przynosi odpowiedzi na pytanie o cel nowego uprawnienia szefa CBA. Więcej: nie wspomina o nim nawet słowem. Z kolei w wypowiedziach publicznych przedstawiciele wnioskodawców twierdzą, że dzięki uprawnieniu „CBA będzie mogło skuteczniej wypełniać obowiązki związane ze ściganiem przestępstw korupcyjnych”. Czy zatem chodzi o zażądanie złożenia oświadczenia od osoby, którą funkcjonariusze CBA podejrzewają o popełnienie przestępstwa? Wtedy mielibyśmy do czynienia z  nakładaniem na wezwanego obowiązku donoszenia na samego siebie.

De facto chodzi o narzędzie nacisku na niewygodne osoby.

Pełna dowolność w działaniu szefa CBA, szczególnie możliwość wezwania bez związku z jakąkolwiek sprawą, brak narzędzi do zakwestionowania tej decyzji i szeroki, nieprecyzyjny katalog osób, których dotyczy projektowany przepis, pozwalają postawić tezę, że de facto chodzi o narzędzie nacisku na niewygodne osoby. Adwokat występujący w sprawie o charakterze politycznym? Prezes organizacji pozarządowej krytycznej względem działania rządu? Biegły zaangażowany w newralgiczny proces? W połączeniu z możliwością informowania opinii publicznej o  podejmowanych działaniach, szef CBA uzyskuje możliwość potężnego nacisku na osoby pełniące funkcje publiczne.

Nowe uprawnienie trudno także obronić na poziomie analizy zgodności z konstytucją. Pozwala ona władzom publicznym na zbieranie o obywatelach tylko tych informacji, które są niezbędne w demokratycznym państwie prawa. Przepis przyznający szefowi CBA nowe uprawnienie, szczególnie wobec braku jakichkolwiek gwarancji dla wezwanej osoby, takiej niezbędności nie gwarantuje. Przy czym należy pamiętać, że – z zachowaniem dotychczasowych procedur – szef CBA może zdobyć wszystkie informacje na temat naszej sytuacji finansowej: dzielą się z nim informacjami zarówno banki, jak i Krajowa Administracja Skarbowa, która dysponuje rocznymi zeznaniami podatkowymi. Oznacza to, że nowe uprawnienie szefa CBA nie jest konieczne, jest za to dla służby zwyczajnie wygodne. A jednocześnie szalenie niebezpieczne dla obywateli, którzy będą mieli pecha znaleźć się w zasięgu zainteresowania służby.

Wojciech Klicki

*Artykuł ukazał się w "Dzienniku Gazecie Prawnej" 21 grudnia 2017 r.

Wspieraj naszą walkę przeciwko nieuzasadnionym ingerencjom w prywatność obywateli! Wpłać darowiznę na konto Fundacji Panoptykon. Jeśli zrobisz to do końca roku, będziesz mógł odliczyć jej wartość od podatku dochodowego.

Komentarze

Spotkań przy śmietniku nie skontrolują!
I pożyczonych zegarków też!
Precz z inwigilacją!

To jakiś zły sen... decyzja szefa CBA, bez uzasadnienia, bez możlwiości zaskarżenia...
Państwo autorytarne, nie bójmy się tego słowa.

Dodaj komentarz