Piszemy do RPO, GIODO oraz Inspekcji Pracy w sprawie kontroli pracowników

W skrócie
element dekoracyjny

Fundacja Panoptykon skierowała do Rzecznika Praw Obywatelskich, Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych oraz Głównego Inspektora Pracy wystąpienie w sprawie stosowania nowoczesnych technologii do kontroli w miejscu pracy. W naszym  stanowisku podsumowujemy badania, które prowadziliśmy w 2015 roku. Z naszych obserwacji wynika, że pracodawcy coraz częściej wykorzystują takie narzędzia jak: monitoring wizyjny, programy śledzące aktywność na komputerze, biometryczne urządzenia mierzące czas pracy czy czujniki geolokalizacyjne. Niestety obecne rozwiązania prawne nie stawiają jednoznacznych granic stosowania kontroli w miejscu pracy. Naszym zdaniem przepisy powinny jasno wskazywać m.in. na podstawowe zasady stosowania różnych narzędzi kontroli – w tym przede wszystkim zasadę proporcjonalności i przejrzystości. Decydując się na korzystanie z konkretnego narzędzia, pracodawcy powinni zawsze podawać cel, który uzasadniałby ograniczenie praw i wolności pracowników. Uważamy również, że przepisy powinny jasno określić standard informowania pracowników o stosowaniu konkretnych urządzeń – w tym formę oraz zakres podawanej informacji. Równie ważny byłby zakaz stosowania instrumentów w sytuacjach, które w sposób szczególny zagrażają prawom czy dobrom osobistym. Dotyczy to np. ukrytego monitoringu, instalowania kamer w szatniach czy nagrywania prywatnych rozmów.

Komentarze

Nagrywanie rozmów na infoliniach też pod to podpada! Z tymże poza pracownikiem podsłuchują też konsumenta. Jeśli ktoś nie chce być nagrywany, z nikim nie porozmawia!

Witam. Zgadzam się, że pracodawcy powinni wykorzysta narzędzia śledzące pracowników. Uważam. że ze wszech miar słusznie. Inną kwestią jest brak adekwatnych rozwiązań prawnych w tych kwestiach. Czemu uważam, że jest to słuszne? Podam przykład związany z pracą Wydziałów kontroli ZUS-ow. Ich praca polega na kontroli pracodawców w miejscu ich siedziby. Inspektor ZUS, jadąc na kontrolę z poleceniem kontroli, własnym autem na które pobiera ryczał na benzynę, zbiera potrzebne mu dokumenty w postaci kserokopii, a nawet zabiera oryginalną dokumentację. Załóżmy, że kontrola trwa wg polecenia tydzień, a czas pracy inspektora to 8 godzin dziennie. Tymczasem nasz inspektor, najczęściej w ciągu 4 godzin, no może im firma nieco większa - 6 godzin, zebrał już potrzebny materiał i zamiast prowadzić kontrolę na miejscu, informuje przedsiębiorcę, że dokumenty przejrzy w siedzibie ZUS i odjeżdza, udając się...do własnego domu. Tam, komputer pozostawia włączony, by udawać ze dalej pracuje. Ze sobą posiada dokumenty z danymi wrażliwymi, dostęp do których posiadają domownicy. W tym czasie załatwia mnóstwo prywatnych spraw, gotuje obiad, odbiera dzieci ze szkoły, robi zakupy. Następne dni kontroli spędza tez w domu, po odnotowaniu swojej obecności w miejscu pracy, czyli ZUS. I rzekomo udaje sie do podmiotu kontrolowanego, a w rzeczywistości, znów załatwia różne sprawy. W miedzyczasie powstaje protokół, sztampowy dokument, w którym zmienia się pewne dane. Nie wymaga zbyt duzo czasu. Protokół ostatniego dnia kontroli zawozi do kontrolowanego. W sumie może się tak zdarzyć, że podczas tygodniowej kontroli taki inspektor ZUS efektywnie pracuje 12 godzin, na 40. i tak tydzien, za tygodniem, miesiąc za miesiącem, kontrola za kontrolą. I zapewniam, ze takie przypadki nie są rzadkie. Pozostaje jeszcze kwestia rozliczenia ryczałtu, zazwyczaj zawyżane kilometry, no bo skoro w siedzibie przedsiębiorcy bywa się zazwyczaj 2 razy, a rozpisuje się na cały tydzień? Rodzą sie wiec pytania, czemu inspektorzy kontroli pracują w takim systemie, skoro inna forma zatrudnienia lub np jakas firma zewnetrzna, spowodowałyby oszczędności, podniosły efektywność pracy i ZUS mógłby przeprowadzic więcej kontroli i tym samym odzyskać więcej publicznych pieniędzy? Czemu kierownictwo ZUS nie kontroluje własnych pracowników, wychodząc z założenia, że skoro plan kontroli jest wykonany, to wszystko gra? CZemu skoro oszukują w czasie pracy płaci się im niezłe pensje? Właśnie dlatego uważam, ze w takich przypadkach pracodawca powinien monitorowac prace pracowników, wcześniej ich oczywiście o tym uprzedzając. Chyba każdy pracownik chciałby pracować w pełnym wymiarze pracy, za większe wynagrodzenie, a w praktyce przebywać w pracy mniej niż połowa przewidzianego czasu pracy w miesiącu. W tym czasie można zimą pojeździć na nartach, a latem poopalać się na balkonie, skosić trawę lub wykąpać w basenie lub zająć się rodziną, odebrać żonę z pracy. I to wszystko w godzinach pracy w administracji państwowej. Czy to właściwie nie patologia? CZY to jest moralne? Moze prezes ZUS i bezpośredni przełożeni tej grupy pracowników nie powinni zdyscyplinować i kontrolować swych pracowników w ramach kontroli nadzorczej? Zapewniam, że takich przypadków jest sporo, inspektorzy kontroli sprytnie wykorzystują lukę i naiwność szefów oszukując wszystkich przy okazji obywateli. No i kwestia jeszcze zabezpieczenia danych osobowych, które znalazły się w ich posiadaniu i w wielu wypadkach wglądu do nich osob nieuprawnionych.

Dodaj komentarz