Pragmatyka cenzury na przykładzie „Meczu o wszystko”

Artykuł

O zasadach, jakie powinny obowiązywać w sieci, żeby zapewnić wolny przepływ informacji i wolność słowa, pisaliśmy już sporo. Najwięcej przy okazji sporu o ACTA i o nowy kształt przepisów o odpowiedzialności pośredników. Dzięki dość niecodziennej koalicji TVP - UEFA - YouTube mamy szansę pokazać na dość jaskrawym przykładzie, jakie praktyczne znaczenie maję te gwarancje. Kilka dni temu na żądanie TVP z serwisu YouTube zniknął film zagrzewający piłkarzy i kibiców do pełnej mobilizacji w meczu z reprezentacją Czech.

Mecz o wszystko" to materiał twórcy kryjącego się pod pseudonimem Madas (konto na YouTube MadasPro) – kreatywnie zmontowane ujęcia polskich piłkarzy z dwóch pierwszych meczów, zręczne kadrowanie, odpowiednio dobrana muzyka, podłożone soczyste komentarze Tomasza Zimocha, a na deser całkiem estetyczne wezwanie do walki i kibicowania. Jednym słowem: profesjonalny materiał i niewątpliwie nowa jakość, w zestawieniu z oryginalnymi nagraniami. Internet odpowiedział aplauzem: tylko pierwszego wieczora materiał obejrzało podobno 200 tys. użytkowników. O wiele mniej entuzjastycznie zareagowała Telewizja Polska, która zarządała od YouTube zablokowania materiału ze względu na naruszenia praw autorskich.

YouTube nie podlega polskiemu prawu – zgodnie z regulaminem świadczenia usług polski użytkownik zawiera umowę z YouTube LLC z siedzibą pod adresem 901 Cherry Avenue, San Bruno, CA 94066, Stany Zjednoczone. Spory dotyczące legalności zamieszczanych treści są zatem rozstrzygane zgodnie z prawem amerykańskim. Jeśli w grę wchodzi – a najczęściej wchodzi – prawo autorskie, będzie to Digital Millenium Copyright Act (DMCA).

DMCA nie pozostawia portalowi takiemu jak YouTube dużego pola do manewru: jeśli tylko pojawia się uzasadnione podejrzenie, że materiał narusza prawa właścicieli praw autorskich, powinien zostać zdjęty lub zablokowany. Z drugiej strony, użytkownik ma, przynajmniej teoretycznie, prawo do sprzeciwu, który też powinien być wzięty pod uwagę. Nie wiemy, czy taki sprzeciw zgłosił ani jak wyglądała jego korespondencja z portalem, znamy natomiast efekt: film został zablokowany ze względu na roszczenia Telewizji Polskiej. Nie było sprawy sądowej ani niezależnego arbitra, który ocenił, czy rzeczywiście materiały wykorzystane w filmie zostały skopiowane z nagrań, do których wyłączne prawa ma Telewizja Polska ani czy Madas nie korzysta z wyjątków, jakie przewiduje i polskie, i amerykańskie prawo (np. prawo cytatu).

W tej sprawie jest jeszcze trzeci istotny aktor: UEFA, która postawiła Telewizji Polskiej drakońskie wymogi jeśli chodzi o dalsze wykorzystywanie transmisji z rozgrywanych meczów. Nawet TVP nie mogłaby umieścić najlepszych fragmentów na swoim kanale YouTube. Czy to jednak powinien być problem użytkownika, który nie kopiuje telewizyjnej transmisji, ale wybiera i w autorski sposób montuje fragmenty nagrań, a na ich podstawie tworzy własne dzieło? Na to pytanie nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć i to nie tylko dlatego, że nie znamy się na prawie autorskim. Po prostu nie jesteśmy sędzią.

Nie jest też sędzią ani niezależnym arbitrem w sporze między Telewizją Polską (wspieraną przez UEFA) a Madasem portal You Tube, a mimo to de facto przesądził sprawę na korzyść tych pierwszych. Filmik zagrzewający do walki przed „meczem o wszystko” był dziełem wyraźnie wpisanym w moment historyczny. Jego ewentualne przywrócenie po ewentualnym odwołaniu się Madasa do (amerykańskiego?) sądu będzie miało znaczenie drugorzędne. Tym bardziej, że materiał nie zginął: mnóstwo osób, które skopiowały materiał, zaczęło go na nowo umieszczać w sieci, a spór rozpoczęty przez TVP tylko zwiększył jego popularność. Na Facebooku powstała nawet grupa domagająca się wyświetlenia klipu przez Telewizję Polską.

Tu jednak nie chodzi ani o popularność „Meczu o wszystko”, ani o straty wizerunkowe TVP. Chodzi o zasadę: o to, że pośrednik zostaje postawiony w roli sędziego i rozstrzyga spór w sposób, jaki najmniej naraża go na dalsze problemy. Szansa, że Madas „postawi się” konsorcjum TVP - UEFA w sporze sądowym, angażującym zagraniczne jurysdykcje i niezwykle skomplikowaną dziedzinę prawa, jaką w tym momencie jest prawo autorskie, rzeczywiście są nikłe.

Wyrazisty casus „Meczu o wszystko” to tylko przykład sytuacji, które w sieci zdarzają się codziennie. Pozycja przeciętnego użytkownika, który próbuje obronić swoje prawo do publikacji przed roszczeniami koncernów medialnych (w przypadku roszczeń prawnoautorskich) czy wpływowych osób publicznych (w przypadku zarzutów zniesławienia) z zasady jest słaba. A sytuacja, w jakiej znajduje się pośredniczący w komunikacji portal – wyjątkowo niekomfortowa. Sami przedsiębiorcy też z zasady nie dążą do przejęcia roli wymiaru sprawiedliwości. To pomieszanie ról nikomu się nie opłaca.

Dlatego potrzebne są dobrze wyważone zasady odpowiedzialności za teść, godzące wszystkie wartości: niezależność pośredników, prawo do wypowiedzi autorów treści i prawa tzw. osób trzecich (w tym właścicieli praw autorskich). Jak to zrobić? Wyjaśnialiśmy wielokrotnie, a szczegółowo proponujemy w poświęconym tej problematyce raporcie. W Polsce trwają właśnie prace nad ustawą o świadczeniu usług drogą elektroniczną, która uwzględnia niektóre z tych postulatów. To prawo nie ochroni użytkowników amerykańskiego portalu YouTube (chyba, że Google pójdzie w ślady Facebooka i otworzy swoją polską filię), ale wyznaczy lepsze standardy dla naszego rynku.

Katarzyna Szymielewicz

[wersja ponownie umieszczona na YouTube, w momencie publikacji tego tekstu jeszcze nie zdjęta]

Więcej na temat zasad odpowiedzialności pośredników za treść w Internecie

Polecamy również:

Mediafun: Bardzo dobrze, że TVP usunęła film „MECZ O WSZYSTKO” – przysłuży się dobrej sprawie

Komentarze

"UEFA, która postawiła Telewizji Polskiej drakońskie wymogi jeśli chodzi o dalsze wykorzystywanie transmisji z rozgrywanych meczy. Nawet TVP nie mogłaby umieścić najlepszych fragmentów na swoim kanale YouTube" - sądzę, że się mylicie. Przecież swój klip (ściśle wzorowany na filmie Madasa) TVP umieściła w Internecie na onet.pl - z tym, że nie można go oglądać wchodząc na stronę spoza Polski. Wynika to najprawdopodobniej z tego, że TVP wykupiła prawa do transmisji tylko na terenie Polski. Podobnie więc TVP mogła zrobić z filmem Madasa - wystarczyło zażądać od YouTube wyłączenia możliwości oglądania filmu spoza terenu Polski.Co ważne, działania TVP oczywiście są też nieefektywne z punktu widzenia ich własnego interesu - przecież film Madasa dodatkowo (pośrednio) zachęcał do śledzenia meczu i oglądania transmisji. A Polacy film oglądali przecież właśnie w TVP.Zresztą klip TVP by nie powstał bez filmu Madasa - zarówno jego powstanie, jak i pomysł oraz struktura są wyraźnie inspirowane filmem Madasa. To jest właśnie plus wolnego obiegu kultury: umożliwia powstawanie nowych dzieł poprzez inspirację, nawet wzajemną.

Przyznajemy, nie znamy treści umowy pomiędzy TVP i UEFA - cytujemy tylko argument, jaki padł ze strony TVP w czasie burzy wokół filmu Madasa. Tak czy inaczej, w żadnym wypadku nie uznajemy tego powodu za wystarczający, żeby blokować czyjąś twórczość. Ale bardzo dziękujemy za zwrócenie uwagi, że to mogłaby tylko wymówka, a nie realny powód działania TVP.Fundacja Panoptykon

Pozbawianie użytkownika sądowej ochrony przed bezpodstawnymi roszczeniami może znacznie wykroczyć poza odmowę usługi czy naruszenie prawa do publikacji. W umowach o świadczenie usług internetowych pojawiły się nawet zastrzeżenia o całkowitym pozbawieniu użytkownika sądowej ochrony przed bezpodstawnymi roszczeniami, narażające cały majątek użytkownika, np.: "Jeśli jednak osoby trzecie wystąpią wobec OVH z roszczeniami z tego tytułu, Klient wypłaci OVH odszkodowanie odnoszące się do wszelkich kosztów i wydatków, które OVH poniosło z tego tytułu, w tym honoraria i koszty porad prawnych. Klient zobowiązuje się zapłacić bezpośrednio osobie trzeciej podnoszącej roszczenie całą sumę, której żądała ona od OVH." (http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=OVH&stable=0).

Dziękujemy za ten przykład! Zupełnie zadziwiajacy: to przecież klauzula abuzywna w czystej postaci! Warto, żeby jakiś klient zaskarżył to do UOKiK-u. Bo trend idący w tym kierunku jest bardzo niepokojący.Fundacja Panoptykon

Dodaj komentarz