Seminarium Panoptykon. Rozmowy o społeczeństwie nadzorowanym: Zarządzanie zdrowiem, nadzór nad chorobą?

Artykuł

We wtorek, 15 grudnia, odbyło się kolejne spotkanie w ramach cyklu "Seminarium Panoptykon" poświęcone problematyce nadzoru w służbie zdrowia: 

Zarządzanie zdrowiem, nadzór na chorobą?

Na zaproszenie Fundacji Panoptykon o celach i wartościach w polskiej polityce ochrony zdrowia dyskutowali: Adam Kozierkiewicz – ekspert branży medycznej, Ewa Charkiewicz – badaczka społeczna i feministka, oraz Piotr Kalinowski – publicysta Medical Tribune.

Kontrowersje wzbudził problem priorytetów, jakie realizuje państwo poprzez politykę finansowania określonych świadczeń medycznych. Czy, przy ograniczonych środkach, można poświęcić zdrowie i życie jednostki (np. cierpiącej na rzadką chorobę), aby zabezpieczyć prawo do odpowiedniego standardu usług medycznych większości społeczeństwa? Czy służba zdrowia powinna działać w oparciu o kryteria efektywnej alokacji środków i optymalizacji kosztów? Czy prawa człowieka, takie jak prawo do ochrony zdrowia, można ograniczać ze względów ekonomicznych?

Niestety wielu ważnych tematów nie udało się poruszyć. Tym bardziej mamy poczucie, że dyskusja o wartościach w służbie zdrowie oraz nadzorze nad pacjentami i ich zdrowiem powinna być kontynuowana na wielu forach, szczególnie wśród osób, które za funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia w praktyce odpowiadają.

Relacja wideo ze spotkania:

Na następne spotkanie w ramach "Seminarium Panoptykon" zapraszamy w styczniu!

WPROWADZENIE DO SEMINARIUM:

ZARZĄDZANIE ZDROWIEM, NADZÓR NAD CHOROBĄ?

Pacjent kontrolowany

Skąd znamy obraz medycznego nadzoru państwa nad społeczeństwem? Prawdopodobnie z beletrystyki albo science ficton, gdzie pojawia się motyw „ulepszenia społeczeństwa” (Nowy Wspaniały Świat), ewentualnie dramatyczna konieczność zaradzenia epidemii (Dżuma, Blindness).

Tymczasem e-rejestry, e-recepty, e-pacjent, e-zdrowie – systemy elektronicznego nadzoru i wymiany informacji – to już zupełnie rzeczywiste technologie wdrażane w polskim systemie ochrony zdrowia. Od dawna trwają prace nad rejestrem usług medycznych, elektroniczną kartą pacjenta, e-receptą. Zapowiadane jest utworzenie centralnego Systemu Informacji Medycznej, łączącego informacje o tym, jakie pacjent ma choroby, gdzie się leczy, jak często, i za ile... Przy Ministrze Zdrowia działa wyspecjalizowana agenda zajmująca się wdrożeniem systemów informatycznych w ochronie zdrowia (Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia), a Rząd debatuje nad projektem ustawy ws. informacji w ochronie zdrowia. Jest nawet Rada do Spraw Programu Informatyzacji Ochrony Zdrowia. Powstało co najmniej kilka strategii –  "Strategia e-Zdrowie Polska na lata 2009-2015",  "Strategia Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego w Polsce do roku 2013", "Strategia informatyzacji RP – e-Polska".

Co z tego wszystkiego wynika? Dla nas przede wszystkim potrzeba refleksji na temat nowych form zarządzania informacją na temat zdrowia. Czy zasada „im więcej, tym lepiej” sprawdza się w tym przypadku? Czy na pewno chcemy, aby powstał e-rejestr naszych chorób? wizyt u lekarzy? przyjmowanych leków? Czy budowanie centralnego systemu zarządzania najbardziej wrażliwymi informacjami na nasz temat jest uzasadnione? Jak taki system zabezpieczyć?

Przymus bycia zdrowym

Państwo nie tylko chce wiele wiedzieć na temat naszego stanu zdrowia. Chce i próbuje tę wiedzę również aktywnie wykorzystywać do wpływania na „stan zdrowia populacji”. Zdrowy obywatel jest dla Państwa dużą, ekonomiczną wartością. A zatem Państwo troszczy się o ryzyko epidemiologiczne, o średnią długość życia, o nasze nałogi, które nadwyrężają budżet służby zdrowia… Słusznie? Być może. Warto się jednak zastanowić nad kierunkami i kosztami – także na poziomie wartości – aktywnej polityki państwa w tej sferze.

Kontrola medyczna społeczeństwa, jeśli ma być skuteczna i centralnie sterowana, wymaga wprowadzania pewnych przymusowych świadczeń zdrowotnych. A zatem Państwo nie tylko zapewnia obywatelom możliwość leczenia się (co mamy zagwarantowane w samej Konstytucji) – w pewnych przypadkach także do tego zmusza. Noworodki, niemowlęta i kobiety w ciąży, nosicieli chorób zakaźnych, ozdrowieńców, a nawet „osoby, które były narażone na zakażenie”… Osoby „podejmujące lub wykonujące prace, przy wykonywaniu których istnieje możliwość przeniesienia zakażenia lub choroby zakaźnej na inne osoby”… Ostatnio próbuje zmusić także kobiety zatrudnione na postawie umów o pracę do okresowych badań ginekologicznych.

Zdrowie jest jedną z naczelnych wartości, które chcemy chronić. I dlatego jesteśmy w stanie zgodzić się na wiele podobnych ograniczeń naszej wolności oraz ingerencji w sferę prywatności. Bardzo często te ograniczenia i ingerencje – w postaci np. obowiązkowych badań i szczepień – wydają się być jak najbardziej uzasadnione. Musimy jednak pamiętać o tym, że za decyzją nakładającą pewne obowiązki zawsze kryją się określone interesy. Dlaczego szczepimy się na te a nie inne choroby? Dlaczego te a nie inne osoby poddane obowiązkowi badań? Jakie to ma to społeczne konsekwencje?

Zadawanie sobie tych i podobnych pytań to jedyna droga, żeby się przekonać, czy argument ochrony zdrowia nie jest przypadkiem nadużywany. Nawet działania oparte na słusznych w gruncie rzeczy założeniach mogą okazać się niebezpieczne, jeżeli zostaną wprowadzone w nieodpowiedni sposób. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Zawsze znaczenie ma to, w jaki sposób system obowiązków został zorganizowany, kto nim zarządza, kto ma dostęp do informacji itd.

Seminarium odbędzie się 15 grudnia, we wtorek, o godz. 19.00 w Nowym Wspaniałym Świecie (Warszawa, Nowy Świat 63, I piętro).

Materiały do dyskusji:

Strategia e-Zdrowie Polska na lata 2009-2015

Sonda "Medical Tribune": Przymusowa Profilaktyka - strzał w dziesiątkę czy porażka?

"Gazeta.pl": Dania: Epidemia świńskiej grypy to fakt czy PR?

Lino Aldani, Księżyc dwudziestu rąk (opowiadanie: Trzydzieści siedem stopni, s. 53-84)

Dodaj komentarz