Senacka szansa

Artykuł

Senacka Komisja Praw Człowieka rozpoczęła wczoraj prace nad projektem ustawy zmieniającej zasady dostępu policji i innych służb do danych telekomunikacyjnych. Projekt ma wdrożyć rekomendacje pokontrolne NIK. Mimo że zasady sięgania po billingi od dawna wymagają zmian, rząd nie kwapi się do ich przeprowadzenia. Natomiast dla Senatu jest to nowy problem, który – jak wiemy po kilku latach zajmowania się tematem – nie będzie łatwy do rozwiązania. Dlatego wystąpiliśmy do marszałka Borusewicza z propozycjami konkretnych rozwiązań wzmacniających ochronę prywatności użytkowników Internetu i telefonów.

NIK w opublikowanych w październiku wynikach kontroli sposobu sięgania przez służby po billingi i inne dane telekomunikacyjne stwierdził: „obowiązujące przepisy nie chronią w stopniu wystarczającym praw i wolności obywatelskich przed nadmierną ingerencją ze strony państwa”. Tym samym dołączył do grona instytucji żądających zmiany. Diagnoza była podobna do naszej oraz tej stawianej przez Rzecznik Praw Obywatelskich: niedopuszczalna jest sytuacja, w której służby mogą sięgać po dane użytkowników telefonów bez konieczności pytania kogokolwiek o zgodę.

Krytykom obecnych zasad dostępu do danych telekomunikacyjnych niestety „wyczerpała się amunicja” – NIK przeprowadził swoją kontrolę, a Rzecznik Praw Obywatelskich złożyła wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niezgodności przepisów retencyjnych z konstytucją (na jego rozpoznanie czekamy już dwa i pół roku). Przyłączenie się Senatu do tego chóru zasadniczo zmienia sytuację. Wszyscy już powiedzieli, jak jest źle; Senat – podjąwszy się przygotowania projektu zmian – musi powiedzieć, jak będzie dobrze.

Co do zmiany?

Obecne regulacje pozwalają policji i innym służbom na sięganie po billingi, dane abonenckie (o użytkowniku telefonu) czy informacje o geolokalizacji bez konieczności uzyskiwania jakiejkolwiek zewnętrznej zgody. Naszym zdaniem podjęcie działań wobec konkretnej osoby – sprawdzanie jej położenia czy listy kontaktów – zawsze powinno być uzależnione od pozwolenia sądu lub prokuratora. Ograniczenia wymagają również sytuacje, w których istnieje taka możliwość: dziś służby sięgają po dane nawet w najbardziej błahych sprawach, czasem również „w celach analitycznych”. Według nas dostęp do danych telekomunikacyjnych powinien wiązać się jedynie z poważnymi przestępstwami. Zmian wymagają także obowiązki sprawozdawcze – dzisiaj nikt nie wie, jaka jest rzeczywista skala zjawiska.

Ograniczenie celu pozyskiwania danych, zewnętrzna kontrola nad sięganiem po dane i rozbudowane obowiązki sprawozdawcze – zmian w tym kierunku wymaga retencja danych.

Na ten problem warto spojrzeć z szerszej perspektywy – służby bez jakiejkolwiek kontroli sięgają nie tylko po dane telekomunikacyjne, ale i po inne rodzaje danych osobowych, m.in. te, które na temat swoich klientów przechowują dostawcy usług internetowych (np. Google). Pracując nad stworzeniem mechanizmów zewnętrznej kontroli nad sięganiem po dane telekomunikacyjne, Senat powinien rozważyć ich rozszerzenie również na inne rodzaje danych osobowych.

Prawdziwa szansa

Podczas wczorajszego posiedzenia Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji przedstawiciel biura legislacyjnego Senatu przedstawił pokrótce założenia projektu: sięganie po niektóre rodzaje danych ma podlegać kontroli sądu, a Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych ma zostać wyposażony w kometencje kontrolne w zakresie ich pozyskiwania. Propozycje te były przedstawione jedynie pobieżnie, dlatego trudno jest je analizować bez znajomości samego projektu. Na pewno jednak jest to dobry kierunek.

Trudno ocenić, czy inicjatywa Senatu i NIK ma szansę powodzenia. Senatorowie muszą bowiem nie tylko przygotować projekt trudnej ustawy, ale też przekonać do jej poparcia większość sejmową. W praktyce oznacza to konieczność przekonania rządu. Właściwe w tych sprawach Ministerstwo Spraw Wewnętrznych na razie po prostu czeka – w październiku minister Sienkiewicz poinformował nas, że jego resort nie pracuje nad zmianami dostępu do danych telekomunikacyjnych.

Niemniej, po kilku latach retencyjnej flauty, z różnych stron słychać cichy wiatr, który może zapowiadać zmiany. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest w trakcie rozpoznawania wniosków sądów z Irlandii i Austrii, które kwestionują zgodność tzw. dyrektywy retencyjnej z Kartą praw podstawowych. Być może niebawem polski Trybunał Konstytucyjny zajmie się wnioskiem Rzecznik Praw Obywatelskich z lipca 2011 r., w którym podważyła ona zgodność przepisów retencyjnych z konstytucją. Jakkolwiek więc skończy się inicjatywa Senatu, senatorom należy się pochwała za podjęcie tematu – to lepsze niż chowanie głowy w piasek.

Wojciech Klicki

Polecamy:

Telefoniczna kopalnia informacji. Przewodnik

Dodaj komentarz