ZeUS w Sejmie

Sejm rozpocznie dziś prace nad projektem ustawy, który nazywamy roboczo „ZeUS”. Dlaczego? Po pierwsze, bo umożliwia dwóm podmiotom, których akronimy ukryte są w tej nazwie (Zakład Ubezpieczeń Społecznych i Urzędy Skarbowe), na wymienianie się danymi osobowymi każdego z nas. Po drugie, bo wymienianie się tymi danymi będzie dowolne i da tym instytucjom ogromną wiedzę na temat każdego z nas. Niczym mitologicznemu Zeusowi patrzącemu z wysokości Olimpu na śmiertelników!
A na poważnie, prace nad projektem rozpocznie sejmowa Komisja Finansów Publicznych. Wysłaliśmy do zasiadających w niej posłów naszą opinię. Zwróciliśmy w niej uwagę, że niezgodne z Konstytucją (ale i zdrową logiką) jest np. umożliwienie administracji podatkowej pobierania od ZUS informacji na temat stopnia niepełnosprawności osób zgłoszonych do ubezpieczenia w celu „podejmowania działań o charakterze edukacyjnym, ukierunkowanych na podnoszenie świadomości podatkowej oraz dobrowolne wykonywanie obowiązków podatkowych”.
Jak to często ostatnio bywa, formalnie autorami projektu są posłowie, co wprost odbija się na jakości projektu: nie odbyły się konsultacje publiczne czy uzgodnienia z Generalnym Inspektorem Ochrony Danych Osobowych. Również uzasadnienie projektu pozostawia wiele do życzenia – nie rozwiewa fundamentalnych wątpliwości, czemu służyć ma szeroka wymiana danych między administracją podatkową a ZUS. Nie wiadomo nawet, jakie są konsekwencje finansowe projektu: autorzy uzasadnienia z jednej strony twierdzą, że umożliwi on skuteczniejszy pobór należności i poprawę kondycji budżetu państwa, z drugiej… że projekt nie wywołuje skutków dla budżetu państwa.