Suma naszych strachów. Czego się boimy w związku z kryzysem na granicy?

Artykuł

W Fundacji Panoptykon bardzo poważnie traktujemy zobowiązanie, jakim jest nasza misja. Konsekwentnie, od ponad dekady, kontrolujemy kontrolujących – bez względu na ich barwy polityczne. Niezwykle rzadko zabieramy głos w sprawach bezpośrednio z tą misją niezwiązanych. Ale kiedy widzimy, że na naszych oczach pogłębia się kryzys humanitarny na polsko-białoruskiej granicy, a władze sięgają po niebezpieczny arsenał polityki strachu, odczłowieczającą retorykę i środki nadzoru naruszające prawa człowieka, nie możemy milczeć.

Polskie władze po raz kolejny pokazały, że zrobią wszystko, żeby nie wpuścić „obcych” na terytorium naszego państwa. Ignorując prośby o azyl i wypychając ich na białoruską stronę, łamią polskie i międzynarodowe prawo. Jednocześnie posługują się też wyrachowaną manipulacją, próbując stłumić ludzkie odruchy, przestraszyć i zniechęcić wszystkich tych, którzy uważają, że na granicy ma miejsce kryzys humanitarny, i robią, co w ich mocy, żeby udzielić pomocy potrzebującym.

Czekając na poniedziałkową konferencję prasową, mieliśmy jeszcze nadzieję, że rząd spróbuje pogodzić konieczność ochrony bezpieczeństwa narodowego i względy humanitarne. Szybko stało się jednak jasne, że nie zamierza się „uginać” ani pod wezwaniami obywateli i organizacji broniących praw człowieka, ani pod naciskiem instytucji międzynarodowych, domagających się przestrzegania prawa. Wybiera kontynuację polityki strachu, sięgając po pseudodowody służące odczłowieczeniu koczujących uchodźców w oczach polskiego społeczeństwa i usprawiedliwieniu ich nieludzkiego traktowania.

Ofiarą postępowania rządzących jesteśmy wszyscy: nie tylko osoby, które cierpią na granicy. Także polscy obywatele i obywatelki odcięci od informacji, zdezorientowani, poddani manipulacji, stawiani przed fałszywym wyborem: albo nasze bezpieczeństwo, albo ich prawa. Wiele osób nie ustaje w wysiłkach, żeby udzielić pomocy potrzebującym. Ale część społeczeństwa realnie się boi. Nic dziwnego: w końcu od lat bombardowani jesteśmy informacjami o zagrożeniu ze strony uchodźców.

Polskie służby mają narzędzia i uprawnienia, żeby przeprowadzić rzetelną weryfikację każdego człowieka, który przechodzi przez procedurę uchodźczą. Dlaczego nie chcą z nich korzystać? Dlaczego konsekwentnie budują obraz państwa „z kartonu”, które nie podoła zadaniu zweryfikowania osób faktycznie niebezpiecznych i zapewnieniu bezpieczeństwa swoim obywatelom i obywatelkom?

Boimy się. Ale nie tego, czym straszą nas władze. Oto, czego się boimy:

1. Słabego państwa

Polska ma pełen wachlarz możliwości, żeby zweryfikować tożsamość i sytuację osób starających się o status uchodźcy. Służby mają szerokie uprawnienia. Wyspecjalizowane agendy UE oferują swoją pomoc. Ale polskie władze nie korzystają z dostępnych narzędzi. Z tego chaosu wyłania się obraz słabego, nieudolnego państwa – państwa, które nie jest w stanie zadbać o bezpieczeństwo swoich granic. Państwa, którego władza – zamiast realizować swoje podstawowe zadanie zapewnienia bezpieczeństwa osobom przebywającym na jego terytorium, zarówno obywatelom i obywatelkom, jak i starającym się o ochronę – skupia się na realizacji doraźnych celów politycznych.

2. Manipulacji, która uzasadnia bierność

Znamy te metody z książek historycznych. Chcielibyśmy być mądrzejsi, odporniejsi, zaszczepieni na niskie, propagandowe chwyty. A jednak niełatwo jest stanąć w obronie człowieka, którego nie znamy, tylko dlatego, że jest człowiekiem. Rządowa propaganda, która uchodźcom odbiera godność i człowieczeństwo, ma ułatwić nam wszystkim zbiorowe wyparcie problemu.

Tymczasem obserwatorzy UNHCR pokazują nam inny obraz: „Z naszych informacji wynika, że w skład grupy wchodzą głównie osoby z Afganistanu i Iraku, w tym dzieci, kobiety i osoby potrzebujące pomocy medycznej. Niektórzy z tej grupy mogą wymagać ochrony międzynarodowej i z tego, co wiemy, zgłaszały one zamiar ubiegania się o azyl”.

Każdy może wybrać to, w co chce wierzyć.

3. Przyzwyczajenia do życia „przy murze getta”

Od wiosny 2020 r. portale informacyjne podają, ile osób danego dnia zmarło na COVID-19. Pojedyncze zachorowania szybko zastąpiły setki zmarłych, jednak im dłużej trwa ta sytuacja, tym bardziej się do niej przyzwyczajamy. Ile osób umrze na granicy, zanim dramat ludzki w naszej świadomości zastąpi nieczująca bólu statystyka?

4. Niekontrolowanej inwigilacji

Walce z terrorystami tradycyjnie towarzyszy zwiększanie uprawnień służb. Na przykład unijną odpowiedzią na zamachy w Londynie i Madrycie było przyjęcie tzw. dyrektywy retencyjnej – przepisów zobowiązujących operatorów telekomunikacyjnych do przechowywania lokalizacji klientów i udostępniania ich na wniosek służb. Czas pokazał, że informacje te są wykorzystywane bez jakiejkolwiek kontroli, w sprawach błahych przestępstw, a niekiedy nawet wykroczeń (np. jeżdżenia koleją na gapę).

5. Traktowania wszystkich jak terrorystów

„Terrorystów” z konferencji prasowych łatwo mogą zastąpić niepokorni obywatele i obywatelki. Już dziś niekontrolowane służby inwigilują m.in. dziennikarzy czy aktywistów i aktywistki ekologiczne. Prawo nie stoi temu na przeszkodzie. Jest też na to polityczne przyzwolenie: „Dobrze, że za bezpieczeństwo Polaków odpowiadają dziś osoby, które nie mają wątpliwości czy ważniejsze jest bezpieczeństwo Polski, czy prywatność potencjalnych terrorystów” (Paweł Szefernaker, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji).

Polecamy:

Dodaj komentarz