Co oznacza dla nas prezydent Trump?

Artykuł

To, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych, wpływa na cały świat. Sprawy cyfrowe czy nowoczesny nadzór nie są wyjątkiem. Co w tej sferze oznacza dla nas prezydentura Donalda Trumpa?

Programy masowej inwigilacji

Prezydent-elekt USA jest zwolennikiem programów masowej inwigilacji i gromadzenia danych o komunikacji przez amerykański wywiad. W trakcie kampanii twierdził, że ze względów bezpieczeństwa trzeba przywrócić Patriot Act (ustawa przyjęta po zamachach z 11 września, która przyznała znaczne kompetencje służbom, wygasła w 2015 roku). Nowy prezydent określił również Edwarda Snowdena mianem „niebezpiecznego zdrajcy”, który powinien zostać stracony. Po zamachu terrorystycznym w San Bernardino Donald Trump krytykował firmę Apple za uniemożliwianie organom ściągania dostępu do danych zapisanych na telefonie zamachowcy oraz za tworzenie mechanizmu szyfrowania informacji.

Polityka internetowa

W trakcie kampanii wyborczej Donald Trump przyznał, że jest zwolennikiem ograniczania dostępu do „części” Internetu. Przyszły prezydent wypowiadał się na ten temat w kontekście wojny z terroryzmem islamskim i działalnością ISIS w sieci. Nie wiadomo jednak, co dokładnie oznacza „zamykanie Internetu”– czy chodzi np. o blokowanie czy usuwanie niektórych stron?

Deportacja imigrantów i mur na granicy

Donald Trump wielokrotnie opowiadał się za „twardą” polityką migracyjną. Uważa, że wszyscy „nielegalni” imigranci powinni zostać deportowani do krajów pochodzenia. Ma to się odbyć w ciągu pierwszych godzin prezydentury. Prezydent-elekt chce wyposażyć służby migracyjne w nowe kompetencje. Inną czołową propozycją Trumpa jest zbudowanie na granicy z Meksykiem wielkiego muru. Propozycja ta, przez wielu uznawane za nierealną, wpisuje się w ogólny trend militaryzacji granic.

Nadzorowanie mniejszości i organy ścigania

W trakcie kampanii Trump proponował również stworzenie wielkiej bazy danych wszystkich muzułmanów w USA oraz ścisłego nadzorowania meczetów. Sprzeciwiał się również przyjmowaniu uchodźców z Bliskiego Wschodu. Nowy prezydent jest również zwolennikiem wzmocnienia roli policji i surowego karania nawet najdrobniejszych przestępstw. Warto dodać, że sympatykiem i doradcą prezydenta Trumpa jest Rudolf Giuliani – były burmistrz Nowego Jorku, znany ze swojej polityki „zero tolerancji”.

Co nas czeka?

Prezydent Donald Trump pod wieloma względami jest wielkim znakiem zapytania. Jego kampania była pełna ogólnikowych i kontrowersyjnych wypowiedzi. Trudno z nich stworzyć obraz spójnej polityki, np. w kontekście funkcjonowania służb specjalnych czy wolności w Internecie. Populistyczny język, dyskryminacja mniejszości i radykalne obietnice sprawiają jednak, że dla praw człowieka możemy spodziewać ciężkich czasów.

Opracowanie: Jędrzej Niklas

Komentarze

Akurat polityka "zero tolerancji" Giulianiego znacznie poprawiła bezpieczeństwo na ulicach NY, po latach bezradności. Był zresztą jednym z bardziej poważanych i szanowanych burmistrzów.

Co do skuteczności polityki "zero tolerencji" zdanie nie są jednoznaczne. Np. znany kriminolog L. Wacquant jest zupełnie odmiennego zdania.

Oczywiście jestem przeciwnikiem planów Trumpa związanych ze zwiększeniem inwigilacji, ale podejrzewam, że Clinton zrobiłaby to samo. Podobnie, jak w Polsce PiS podpisał pewne ustawy, ale wcześniej pracowało nad nimi PO, odpowiedzialne również za podpisanie ACTA. Czasami różni politycy lub partie publicznie odgrywają rolę swoich przeciwników, jednocześnie współpracując ze sobą dla własnych korzyści, a przeciwko obywatelom. Natomiast w twardej polityce wobec imigrantów nie widzę nic złego - Niemcy i inne państwa Europy Zachodniej były zbyt tolerancyjne wobec "uchodźców" i sami widzimy, ile ich to kosztowało. A jeśli chodzi o Apple, to nie chce mi się wierzyć, że rzeczywiście nie mają żadnych backdoorów, przez które mogliby kontrolować swoje produkty. W końcu to zamknięte oprogramowanie.

Problemem jest, że ten gość, jak przystało na rasowego populistę, plecie cokolwiek, co w danym czasie się podoba lub może się spodobać. Poza tym zrobi pewnie wszystko, co może mu się przydać lub w jego mniemaniu przysłuży się USA.

Nawet jak postawią mur to co z tego? Większość imigrantów z meksyku przybywa samolotami. Zmarnowane miliardy.

Dodaj komentarz