Wiwisekcja tajnych służb. O „Snowdenie” Olivera Stone’a

Artykuł

Snowden Olivera Stone’a to historia dojrzewania do sprzeciwu wobec systemu. Co sprawia, że żołnierz z wyboru i prymus w służbie wywiadu przechodzi na drugą stronę i zostaje sygnalistą? Razem z nim, krok po kroku, odkrywamy logikę systemów masowej inwigilacji, które amerykańskie służby zbudowały po 11 września 2001 r. Poznajemy brudną kuchnię wywiadu, zaglądamy w intymne życie przypadkowych osób, jesteśmy świadkami łamania zasad, które powinny obowiązywać, ale w praktyce nie obowiązują. Naprawdę sensacyjna w Snowdenie Olivera Stone’a nie jest ucieczka bohatera przez Hong Kong do Moskwy, ale wiwisekcja skorumpowanego systemu, który w założeniu miał chronić ludzi, a w rzeczywistości im zagraża.

Na co dzień praca analityka w służbach specjalnych w niczym nie przypomina przygód Jamesa Bonda. Ed Snowden i jego koledzy nie biegają po dachach budynków, nie ścigają się samochodami – zwykle nawet nie widzą swojego przeciwnika. Mimo to poziom stresu doprowadza Snowdena do ataków epilepsji. Szukanie igły w stogu siana, który nieustannie się powiększa, zmienia i ucieka, to frustrujące zadanie. Czy w ogóle da się odróżnić podejrzane od normalnego? Czy globalną cyberwojnę można kiedykolwiek wygrać? Ambitny i oddany sprawie Snowden w pierwszych latach swojej kariery wierzy, że tak. Przyjmuje coraz większą odpowiedzialność, w przekonaniu, że to jego życiowa misja. Kładzie na szali związek z kobietą i własne zdrowie. Zauważa pęknięcia w fasadzie systemu, któremu zdecydował się służyć, ale jeszcze ma nadzieję, że służby naprawią się same lub naprawi je Barack Obama. Ta nadzieja pryska dopiero, kiedy odkrywa, że poniekąd sam stał się celem, a machina inwigilacji zajrzała do jego własnego domu…

„Tu nie chodzi o terroryzm. Chodzi o ekonomiczną i społeczną kontrolę. A jedyne, co chronisz, to przewaga twojego rządu” – tłumaczy w filmie Thomas Drake, sygnalista, który już w 2011 r. próbował nagłośnić patologie w logice działania National Security Agency (NSA). Szpiegowanie politycznych sojuszników, przechwytywanie poufnych informacji handlowych w interesie amerykańskich firm, wykorzystywanie faktów z prywatnego życia do werbowania lub szantażowania współpracowników, zarzucanie sieci na miliony ludzi niezaangażowanych w działalność przestępczą „na wszelki wypadek”, wreszcie śledzenie intymnego życia samych agentów, by skuteczniej ich kontrolować. Nie tak młody Snowden wyobrażał sobie misję CIA i NSA.

Przez całą drogę pokazaną przez Olivera Stone’a wartości, w które wierzy Snowden, zasadniczo się nie zmieniają. Nadal jest patriotą i chce bronić ludzi przed zagrożeniami. Radykalnej przemianie ulega natomiast jego stosunek do systemu, który przez lata budował. Kiedy dowiaduje się, że program Epic Shelter, który stworzył, by chronić zasoby informacyjne placówek dyplomatycznych przed zniszczeniem w cyberwojnie, jest wykorzystywany do śledzenia celów dla ataków dronów na Bliskim Wschodzie (wyłącznie w oparciu o metadane komunikacyjne, np. lokalizację „podejrzanej” karty SIM), dociera do niego, że znalazł się po niewłaściwej stronie barykady. To, co wydarzyło się dalej, dobrze znają widzowie oscarowego dokumentu Laury Poitras pt. Citizen Four: spotkanie z dziennikarzami The Guardian w hotelu Mira w Hong Kongu, przekazanie dokumentów, gorączkowe narady co i kiedy publikować, medialna burza, udana ucieczka z hotelu, etap ukrywania się i wreszcie podróż, zakończona unieważnieniem paszportu i zatrzymaniem w Moskwie.

Korzystając ze swobody, jaką daje fabularny film, Oliver Stone odtwarza nie tylko kulisy ucieczki Snowdena – od hotelu Mira, przez biedne dzielnice Hong Kongu, po moskiewskie lotnisko Szeremietiewo. Pozwala nam też zobaczyć, jak sygnalista kopiuje tysiące dokumentów i wynosi je na metalowej karcie SD, mimo ścisłego nadzoru i skanerów prześwietlających wszystkich wychodzących dosłownie do gołych kości. Jednocześnie reżyser staje po stronie swojego bohatera i taktownie pomija te fakty, których sam Snowden publicznie nie ujawnił. Oliver Stone nie próbuje dopowiadać brakujących epizodów tej historii i nie kreuje nieznanych wcześniej faktów. A zatem ci, którzy szukają odpowiedzi na pytania o związki Snowdena z Rosją i jego (świadomą lub nie) rolę w geopolitycznych rozgrywkach, pozostaną zdani na własne interpretacje.

Podobnego niedosytu nie poczują ci, których interesuje kuchnia amerykańskich agencji wywiadowczych. Oliver Stone bezceremonialnie wkracza na to terytorium i odsłania przed nami to, co do niedawna pozostawało ukryte nawet przed Kongresem Stanów Zjednoczonych (w filmie powraca wątek fałszywych zeznań Jamesa Clappera, szefa jednej z agencji wywiadowczych, który w 2012 r. zapewniał senatorów, że służby nie zbierają danych o obywatelach USA na masową skalę). Jesteśmy świadkami szkolenia pracowników wywiadu, dowiadujemy się, co decyduje o ich awansie lub problemach ze zwierzchnikami, przyglądamy się wewnętrznym rozgrywkom i towarzyszymy analitykom, kiedy zaglądają w życie przypadkowych osób. Odpowiadając na wątpliwości Snowdena, wstrząśniętego masową skalą inwigilacji w jego własnym kraju, jego filmowy zwierzchnik recytuje: „Tajność to bezpieczeństwo, a bezpieczeństwo to zwycięstwo”. Oliver Stone, podążając za swoim bohaterem, kwestionuje klauzule tajności i sprawdza, jakie realne cele stoją za politycznymi frazesami.

Snowden to przede wszystkim kino akcji, w którym nie ma miejsca na głęboką, polityczną analizę i szeroki kontekst. Zapewne dlatego w swojej podróży do wnętrza amerykańskiego kompleksu wywiadowczo-przemysłowego Oliver Stone nie dociera do sedna krytyki programów masowej inwigilacji. Z faktów ujawnionych przez samego Snowdena i wcześniejszych sygnalistów – m.in. Thomasa Drake’a i Williama Binney’a – wynika przede wszystkim ich nieskuteczność w walce z realnymi zagrożeniami. Ulegając naciskom ze strony biznesu i pokusie gigantycznych kontraktów, służby budują system gromadzący informacje o wszystkich, na wszelki wypadek. A kiedy już je mają, odkrywają, że to bogactwo łatwiej wykorzystać we własnych celach niż do walki z terroryzmem... Snowden Olivera Stone’a nie konkuruje z dokumentami Laury Poitras czy Fritza Mosera (Dobry Amerykanin), które wnikliwie drążą temat korupcji i nieefektywności w amerykańskich służbach. Jak jednak przystało na sensacyjne kino, zamiast „gadających głów” oferuje fascynującą wyprawę do świata objętego klauzulą „ściśle tajne”.

Katarzyna Szymielewicz

Snowden, reż. Oliver Stone, polska dystrubucja: M2Films, premiera: 18 listopada 2016 r.

Zapraszamy też na pokaz przedpremierowy połączony z dyskusją organizowaną przez Panoptykon – 14 listopada 2016 r. o godz. 19:00 w warszawskim Kinie Iluzjon.

Dodaj komentarz