Nosidła i prywatność

Artykuł

Regularne ćwiczenia czy przestrzeganie diety to dla wielu osób prawdziwy problem. Szukają one więc różnego rodzaju wsparcia w swoich wysiłkach, by zachować „zdrowy styl życia”. Odpowiedzią na ich potrzeby jest cała masa aplikacji i urządzeń, które mają pomóc w dotrzymaniu postanowień. Postanowiłam przyjrzeć się temu, jak działają i jakie wyzwania mogą wiązać się z ich wykorzystywaniem, z punktu widzenia Panoptykonu.

Nigdy nie przepadałam za sportem i zmuszenie się do regularnych ćwiczeń to dla mnie prawdziwy koszmar. Latem jeszcze mam chęć się poruszać – wyjść na dłuższy spacer czy wsiąść na rower. Kiedy za oknem zaczyna się robić szaro, mokro i ogólnie ponuro, postanowienia o regularnych ćwiczeniach coraz trudniej realizować. Szukając wsparcia, zaczęłam myśleć o skorzystaniu z aplikacji na smartfona lub ze specjalnego urządzenia. Jednak nim dam się porwać wizjom poprawy swojego życia za sprawą urządzeń mierzących każdy mój krok, oddech, puls czy spalone kalorie, sprawdzę, jak radzą sobie one z ochroną danych, zabezpieczeniem informacji i wreszcie: czy rzeczywiście przynoszą tak wspaniałe rezultaty, jak twierdzą reklamy.

Na początek wearables, czyli po polsku nosidła

Wearables to niewielkie urządzenia przeznaczone do noszenia, które dzięki podłączeniu do sieci mogą komunikować się z innymi urządzeniami, użytkownikami czy producentami. Mogą służyć np. do mierzenia aktywności organizmu: liczby wykonanych kroków czy przebytego dystansu, pulsu, częstotliwości oddechów, a nawet jakości snu, a przez to do monitorowania postępów ćwiczeń i motywowania – czyli dokładnie do tego, na czym mi zależy.

Nieodzownym elementem działania tego typu zegarków czy bransoletek „smart” jest zbieranie informacji – o naszym położeniu, czynnościach życiowych, przyzwyczajeniach. Chodzi więc o bardzo dużo cennych informacji zbieranych praktycznie cały czas – także gdy śpimy – dotyczących również stanu naszego zdrowia. To oznacza, że producenci tego typu gadżetów powinni dbać o ochronę danych osobowych, prawda? Choćby we własnym interesie, by uniknąć kłopotów z wyciekami i zachować przewagę na bardzo konkurencyjnym rynku. Zdawałoby się, że połączenie promowania zdrowego stylu życia z dbałością o prywatność i odpowiedzialne zarządzanie danymi dobrze się sprzedaje. A więc pewnie istnieją już na rynku nosideł firmy, które walczą o klienta, oferując lepsze ustawienia prywatności.

Z prywatnością nie po drodze

Okazuje się, że to mylne nastawienie, bo najpopularniejsze nosidła nie idą w parze z zasadami ochrony danych osobowych. Norweska Rada Konsumentów przeanalizowała polityki prywatności i warunki użycia smartbransoletek i zegarków marek Fitbit, Garmin, Jawbone i Mio. Żadna z nich nie informuje użytkowników w odpowiedni sposób o zmianie warunków świadczonych usług i wszystkie zbierają więcej danych, niż to niezbędne. Do tego ze świecą można szukać wzmianek na temat tego, z jakimi podmiotami dzielą się one zebranymi o użytkownikach informacjami i jak długo je przechowują. To zaś oznacza, że użytkownicy nie mają realnej kontroli nad informacjami o sobie i nie mogą świadomie decydować, czy korzystanie ze smartzegarków faktycznie im się opłaca.

Norweska organizacja zapowiedziała skargi do rzecznika ochrony danych osobowych oraz rzecznika praw konsumenta na to, że urządzenia te naruszają norweskie i europejskie przepisy prawne. Jest szansa, że kroki prawne wymuszą na firmach zmianę przynajmniej tych najgorszych praktyk, a jeśli nie one, to zadziała konieczność dostosowania zasad działania do unijnego rozporządzenia o ochronie danych (i strach przed wysokimi karami, które ono przewiduje).

Jak na razie w moim prywatnym zestawieniu argumentów za nosidłami i przeciw nim, stawiam wielki minus za ochronę danych osobowych. W najbliższym czasie przyjrzę się bliżej innym aspektom ich funkcjonowania. I na pewno o tym napiszę!

Anna Walkowiak

Komentarze

Internet rzeczy - czyli internet, w którym to Ty człowieku stałeś się rzeczą.

Dodaj komentarz