Facebooka problemy z prywatnością

Artykuł

Po zachłyśnięciu się możliwościami portali społecznościowych nadszedł czas na refleksję nad prywatnością. Mniej więcej w okresie, w którym na wieść o przekroczeniu magicznej liczby 500 mln użytkowników w siedzibie Facebook Inc. strzelały korki od szampana, w mediach (szczególnie zagranicznych) narastały wątpliwości co do polityki prywatności serwisu. Dyskusja objęła różne kwestie, począwszy od ogólnych, takich jak granice prywatności w internecie i zakres wrażliwych informacji, które lekkomyślnie sami publikujemy w sieci, po konkretne przypadki ich wykorzystania przez pracodawców, banki, urzędy podatkowe, policję, czy nawet sądy.

Tym co ostatecznie sprowokowało wzmożone zainteresowanie Facebookiem w mediach głównego nurtu, była wprowadzona w kwietniu 2010 roku zmiana regulaminu oraz związane z nią skandale. Najgłośniejszy z nich wybuchł po opublikowaniu przez The Wall Street Journal informacji, że wbrew wcześniejszym deklaracjom ze strony firmy, dane umożliwiające zidentyfikowanie konkretnych użytkowników przekazywane są reklamodawcom.

W obecnej sytuacji nasuwa się więc pytanie, czy to społeczeństwo z czasem staje się bardziej świadome, czy może w miarę wzrostu popularności produktu i osiągnięcia dominującej pozycji na rynku serwisów społecznościowych firma zaczęła sobie pozwalać na coraz więcej? Odpowiedź można znaleźć w treści regulaminów serwisu obowiązujących przez ostatnie pięć lat jego funkcjonowania, których analizę zamieszczono na stronie Electronic Frontier Foundation.

Mniej więcej w roku 2005 kiedy serwis dostępny był jedynie dla studentów (ok. 5 mln zarejestrowanych użytkowników), każdy z nich określał grupy znajomych, którzy mogą uzyskać dostęp do informacji zawartych na jego profilu. Od roku 2006, kiedy portal osiągnął 10 mln użytkowników, zaczęto powoli rozbudowywać regulamin. Dodano domyślne ustawienia prywatności, które zezwalały na udostępnienie podstawowych informacji, takich jak imię, nazwa szkoły i miniatura zdjęcia z profilu, wszystkim użytkownikom w wynikach wyszukiwania. W listopadzie 2009 roku (serwis osiągnął wtedy ponad 300 mln użytkowników) wprowadzono kolejną poważną zmianę, umożliwiając udostępnianie informacji „wszystkim”, czyli nie tylko wszystkim innym użytkownikom Facebooka, ale również dostęp spoza samego serwisu oraz zezwolono na indeksowanie danych przez zewnętrzne wyszukiwarki internetowe.

W grudniu 2009 roku (ponad 350 mln użytkowników) posunięto się jeszcze dalej. Informacje takie jak: imię, nazwisko, lista przyjaciół, główna fotografia, płeć, obszar geograficzny, zainteresowania i lubiane strony zostały publicznie udostępnione bez możliwości zmiany dotyczących ich ustawień prywatności. Dodano jedynie opcjonalne ograniczenie wyszukiwania tych informacji. Warto przypomnieć, że zmiany te zostały wprowadzone pod pretekstem ułatwienia usługi ustawień dotyczących prywatności.

Ostatnia, wymieniona już wcześniej, zmiana regulaminu nastąpiła w kwietniu 2010 roku. Tym razem aplikacjom, z których korzysta dany użytkownik, umożliwiono pełen dostęp do wszystkich jego danych zamieszczonych w serwisie, włączając w to m. in. informacje o związkach, religii i poglądach politycznych.

Wyraźnie widać postępującą erozję postanowień regulaminu zapewniających użytkownikom Facebooka prywatność. W miarę jak serwis bije kolejne rekordy popularności, a posiadanie własnego profilu staje się swego rodzaju standardem, firma przestaje się liczyć z rzeczywistymi potrzebami swoich klientów, gdyż coraz trudniej jest im zrezygnować z jej usług.

Problem prywatności użytkowników serwisów społecznościowych, zaczyna zwracać coraz większą uwagę państw oraz organizacji międzynarodowych. Ostatnie działania firmy skrytykowane zostały między innymi przez działającą w ramach Komisji Europejskiej Grupę Roboczą Artykułu 29 ds. Ochrony Danych, czy TADC – organizację rekomendującą rozwiązania z dziedziny ochrony danych w dla rządów w Europie oraz Stanach Zjednoczonych.

Zamieszanie jakie wybuchło po artykule WSJ zaowocowało wprawdzie publicznym oświadczeniem założyciela firmy i przyznaniem się do błędów. Czas jednak pokazał, że deklaracje nie odpowiadają rzeczywistym działaniom. W październiku 2010 roku WSJ opublikował kolejny artykuł o udostępnianiu firmom reklamowym danych umożliwiających identyfikację konkretnych użytkowników. Tym razem informacje te wyciekały za pośrednictwem aplikacji publikowanych w serwisie przez zewnętrzne podmioty.

Obecnie niewiele wskazuje na dobrą wolę firmy w kwestii poszanowania prywatności jej użytkowników, a akcje w stylu www.quitfacebookday.com mają raczej znikome szanse powodzenia, ponieważ ostatecznie tylko niewielka liczba osób zdecyduje się odejść z popularnego serwisu. Jest za to pewna nadzieja na zmiany obowiązującego prawa, gwarantujące użytkownikom większą kontrolę nad dotyczącymi ich informacjami i obejmujące swoim zakresem dużą część korzystających serwisu, takie jak planowana nowelizacja Dyrektywy o ochronie danych osobowych. Nic nie zastąpi jednak zdrowego rozsądku i świadomości nas wszystkich, które są pierwszą i jak na razie najskuteczniejszą linią obrony naszej prywatności.

Dodaj komentarz