Freedom Act dla Amerykanów, narzędzia cyfrowej samoobrony dla pozostałych

W skrócie
element dekoracyjny

Edward Snowden ocenia, że dwa lata po ujawnieniu przez niego skali inwigilacji prowadzonej przez amerykańskie służby, dokonała się wielka zmiana. Zwolennicy twardego kursu w „wojnie z terroryzmem” stopniowo ustępują pola tym, którzy opowiadają się za rozsądkiem i konsekwencją. Zdaniem Snowdena ostatnia batalia w amerykańskim kongresie, w wyniku której służby będą miały mniejsze możliwości gromadzenia danych o komunikacji Amerykanów, jest zwycięstwem na rzecz praw obywateli (sami Amerykanie różnie to oceniają, np. Electronic Freedom Foundation wycofała swoje poparcie dla tej inicjatywy).

To tyle jeśli chodzi o sytuację za oceanem. Nie-Amerykanie na razie nie zdołali wywalczyć sobie poszanowania swoich praw przez amerykańskie instytucje i niewiele wskazuje na to, żeby to się szybko udało. Póki co wszyscy – Polacy, Chińczycy, Saudyjczycy, Palestyńczycy, Gabończycy i królowa Elżbieta II – tkwimy w jednym masowo inwigilowanym worku i możemy liczyć tylko na siebie i własną umiejętność korzystania z narzędzi cyfrowej samoobrony.

Komentarze

Termin "Eskimos" ma dla wielu rdzennych mieszkańców obszarów arktycznych i subarktycznych znaczenie pejoratywne czy wręcz obraźliwe, wobec czego warto przemyśleć używanie go na stronach organizacji działającej na rzecz wolności i ochrony praw człowieka. Ponadto, wielu tzw. "Eskimosów" to mieszkańcy Alaski, która jako stan w USA podlega jednak prawnej ochronie zapewnianej przez Freedom Act. Żart się zatem Państwu podwójnie nie udał.

Dodaj komentarz