Informujmy nie tylko przez Facebooka

Artykuł

Na przełomie grudnia i stycznia zablokowane zostały grupy Komitetu Obrony Demokracji w serwisie społecznościowym Facebook. Utrudniło to ruchowi informowanie o swojej działalności i przyjmowanie nowych członków do grup. Przykład ten pokazuje wyraźnie, jakie ryzyka wiążą się z poleganiem na jednym kanale komunikacji, nad którym nie ma się kontroli. Facebook (i inne podobne serwisy) sam ustala zasady działania swojego portalu – i czasem mogą się one obrócić przeciwko jego użytkownikom.

Portale społecznościowe umożliwiają łatwe i szybkie dotarcie do rzeszy ludzi, także znacznie od siebie oddalonych. Z tego względu wiele organizacji pozarządowych i ruchów społecznych wykorzystuje te narzędzia do informowania o swoich działaniach, organizowania wydarzeń publicznych i zbierania zwolenników. Jeśli jest to dla nich jeden z kanałów komunikacji, np. obok własnej strony internetowej, bloga, forum czy newslettera, nie są od niego tak bardzo zależne. Problemy pojawiają się, jeśli to jedyny sposób komunikacji, bo dość łatwo można utracić nad nim kontrolę. W obu sytuacjach należy pamiętać, że korzystając z portali społecznościowych, przystajemy na tworzone przez nie zasady.

Każdy właściciel strony internetowej powinien przygotować jej regulamin. Wymóg taki stawia np. polska ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Dzieje się tak także w przypadku specyficznego rodzaju stron internetowych, jakimi są portale społecznościowe. W regulaminie właściciel strony samodzielnie określa zasady jej funkcjonowania – wskazuje, jakie dane przetwarza i z kim się nimi dzieli, jak traktowane są zamieszczane przez użytkowników zdjęcia lub filmy, ale także określa, kiedy publikowane posty mogą być zmieniane lub usuwane. W przypadku wielkich serwisów takich jak Facebook czy Twitter tworzone są specjalne mechanizmy ułatwiające użytkownikom zgłaszanie treści naruszających zasady czy spamu. Mają one służyć przede wszystkim usuwaniu materiałów dotyczących działalności terrorystycznej, pornograficznych, mowy nienawiści i gróźb, ale też – np. w przypadku Twittera – naruszeń zasad reklamowych.

Zgłoszenia dokonywane przez użytkowników są analizowane przez pracowników portalu, którzy oceniają, czy faktycznie określone treści naruszają zasady. Facebook bywa krytykowany za to, że zbyt wolno reaguje np. na zgłoszenia dotyczące szerzenia mowy nienawiści. Jeśli zgłoszeń jest dostatecznie wiele, to portal prawdopodobnie zablokuje kwestionowane treści do czasu, aż wątpliwości zostaną wyjaśnione. I nawet jeśli okaże się, że zgłoszenia były niesłuszne, czy też pracownicy uznają, że w ich przekonaniu nie doszło do naruszenia regulaminu, jak to miało miejsce w przypadku KOD-u, dostęp do konkretnej informacji zostanie zablokowany. I z takimi problemami korzystające z portali społecznościowych jako narzędzi komunikacji organizacje, ruchy, ale też osoby prywatne muszą się liczyć. Warto więc stosować również inne rozwiązania, by zbytnio się nie uzależniać.

Jeśli argument dotyczący ryzyka po stronie podmiotu, który informacje tworzy, nie wydaje się wystarczający, warto pomyśleć także o konsekwencjach takiego podejścia dla odbiorców. Jeśli komunikujemy się tylko przez Facebook lub Twitter, zmuszamy zainteresowane osoby, by również z nich korzystały, albo uniemożliwiamy im zapoznanie się z naszym komunikatem, a czasem także zabranie głosu. Jest to szczególnie widoczne, gdy takie działania prowadzą władze publiczne, np. gdy konsultacje dotyczące rowerów miejskich odbywają się wyłącznie na Facebooku. By zapoznać się z treściami publikowanymi na publicznych profilach, nie trzeba mieć wprawdzie konta na Facebooku, ale już samo zajrzenie na taką stronę powoduje zapisanie śledzących ciasteczek, które zbierają informacje o dalszych ruchach internauty w sieci. Część osób to zniechęci, a pozostałym odbierze możliwość decydowania, czy chcą z takimi portalami dzielić się informacjami o sobie.

I tak, jak odbiorcy powinni mieć zróżnicowaną „dietę informacyjną”, tak instytucje, organizacje i ruchy powinny korzystać z różnych kanałów informacyjnych – by nie stracić możliwości przekazywania swoich komunikatów, ale i nie ograniczać wyborów swoich odbiorców.

Anna Walkowiak

Polecamy:

Fundacja Panoptykon, Perypetie informacji w Internecie. Przewodnik

Fundacja Panoptykon, Kanały informacyjne, czyli jak być na bieżąco w sieci, chroniąc swoją prywatność

Fundacja Panoptykon: Ty i twój komentarz - regulamin strony internetowej

Komentarze

A panoptykon to poza fb to gdzie jest? Znaczy tak tutaj, to jasne ale skoro istnieją narzędzia do spamowania linkami w wielu serwisach społecznościowych jednocześnie, czyli nie angażując nikogo specjalnie dłużej to ...... jest jakaś szansa na panoptykon na G+? ;-)

Dla nas podstawowym kanałem komunikacji jest nasza strona internetowa. Do tego mamy newsletter PanOptykę i kanał RSS. Portale społecznościowe to dla nas sposób na zwiększenie dotarcia, dlatego też jesteśmy na Facebooku i Twitterze, ale nie planujemy stworzenia konta w kolejnym.

Dodaj komentarz