„Kategoryczne nie” Zofii Klepackiej, czyli co wolno w sieci i dlaczego (prywatna) cenzura jest zła

Artykuł

Wiedzieliście, co Zofia Klepacka sądzi o prawach osób LGBT+? Do wczoraj my też nie, ale to się zmieniło dzięki nałożeniu na jej kontrowersyjną wypowiedź bana przez Facebooka. W tej sprawie po raz kolejny możemy obserwować zapasy między wolnością słowa a walką z hejtem w sieci.

Co wolno w debacie publicznej?

Prawa mniejszości seksualnych to jeden z najgorętszych tematów w debacie publicznej. Wypowiadają się w nim osoby znane i nieznane, jedne pozytywnie, inne krytycznie, jedne w dobrym tonie, inne w sposób niedopuszczalny, a podpisanie przez prezydenta Trzaskowskiego Warszawskiej Deklaracji LGBT+, jeszcze zaogniła dotychczasowe spory. Akt ten nie spodobał się m.in. utalentowanej i utytułowanej windsurferce Zofii Klepackiej. Z całą mocą dystansujemy się od samej wypowiedzi Klepackiej i jej poglądów wobec mniejszości seksualnych, co jednak nie zmienia naszej oceny: Facebook nie powinien blokować jej posta, który – jakkolwiek kontrowersyjny – mieścił się w granicach tego, co dopuszczalne w debacie publicznej.

„Nie wolno nikogo nie szanować dlatego, że ma inny kolor skóry, inne poglądy czy orientację seksualną. O ile nie wyrządza nikomu krzywdy ma prawo taki być”.

Wolność słowa ma to do siebie, że różne osoby wyrażają różne poglądy. Możemy się z nimi nie zgadzać, mogą nas oburzać, mogą być niesmaczne. Ich autorami mogą być zarówno „zwykli” ludzie, o których nie pisze Pudelek, jak i ci bardziej „interesujący”: politycy, dziennikarze, artyści czy sportowcy. Ale nie jest sztuką blokować wszystko to, co wzbudza oburzenie. Sztuką jest celnie to zripostować. Udało się to bohaterce Powstania Warszawskiego, Wandzie Traczyk-Stawskiej:

„My w Powstaniu walczyliśmy przede wszystkim o odzyskanie niepodległości naszej ojczyzny, ale także o to, co było dla nas najważniejsze. O to, żebyśmy byli traktowani nie jak podludzie, tylko żeby każdy z nas był człowiekiem godnym szacunku. O naszą godność ludzką. I każdy, kto wie, czym jest ludzka godność, musi pamiętać, że jej podstawą jest wolność. Że nie wolno nikogo nie szanować dlatego, że ma inny kolor skóry, inne poglądy czy orientację seksualną. O ile nie wyrządza nikomu krzywdy ma prawo taki być”.

Problem z prywatną cenzurą

Gdyby nie blokada, wiele osób (w tym autorki tego tekstu) nigdy nie dowiedziałoby się nawet, jakie Zofia Klepacka ma poglądy na temat praw mniejszości seksualnych. Ban jednak tylko zwiększył popularność wpisu, mobilizując osoby podzielające to zdanie i jeszcze bardziej je radykalizując. Rozpoznawalne nazwisko + kontrowersyjna wypowiedź w aktualnie gorącym temacie to sprawdzony przepis na klikalność, więc temat natychmiast podchwyciły media, które nie przepuszczą takiej okazji. Efekt? Nic nie znacząca wypowiedź osoby nie będącej autorytetem w tym temacie zatacza coraz szersze kręgi, autorka hejterskiej wypowiedzi wyrasta na bohaterkę i męczennicę wolności słowa, a sam konflikt się zaostrza.

Takich sytuacji będzie więcej, jeśli pozwolimy na to, żeby granice publicznego dyskursu wyznaczały arbitralnie platformy internetowe. Dziś mają one coraz większy wpływ na to, co możemy powiedzieć albo przeczytać w sieci, a my – użytkownicy – ograniczone możliwości kwestionowania ich decyzji i egzekwowania naszej wolności słowa.

Badania przeprowadzone w 2016 r. przez Center for Technology and Society of Fundação Getulio Vargas Rio de Janeiro Law School wskazują, że aż 52% regulaminów platform internetowych przewiduje, że mogą one blokować treści na podstawie zgłoszeń innych podmiotów, nawet nie notyfikując o tym autorów tych materiałów, nie wspominając o uzasadnieniu decyzji czy prawie do odwołania od niej. Jednocześnie aż 88% platform internetowych zastrzega sobie prawo do zablokowania konta użytkownika bez ostrzeżenia lub możliwości odwołania.

Ministerstwo Cyfryzacji z dumą ogłosiło niedawno, że „Polska jest pierwszym i jedynym na świecie krajem, w którym użytkownicy Facebooka uzyskali możliwość dodatkowej instancji odwoławczej w przypadku zablokowania ich profilu lub treści”. Być może w jednostkowych przypadkach taki „punkt kontaktowy” w praktyce pomoże niektórym użytkownikom skorygować błędne decyzje o zablokowaniu jakiegoś materiału czy konta. Na poziomie systemowym nie rozwiązuje problemu braku przejrzystości i arbitralności moderowania treści przez portal. Co w takim razie robić? W liście, który wraz z 70 organizacjami wysłaliśmy niedawno do Marka Zuckerberga zgłosiliśmy takie trzy postulaty:

  1. uzasadnianie decyzji o zablokowaniu treści
  2. skuteczna procedura odwoławcza
  3. publikowanie statystyk dotyczących w ramach raportu przejrzystości

Jest jeszcze jeden, trudniejszy w realizacji postulat: możliwość zakwestionowania blokady nałożonej przez platformę przed niezależnym organem (takim jak sąd).

„Nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronił twego prawa do ich głoszenia”.

12 marca obchodzimy Światowy Dzień Walki z Cenzurą. Z tej okazji przypominamy klasyczną już ilustrację wolności słowa autorstwa Evelyn Beatrice Hall: „Nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronił twego prawa do ich głoszenia”. Zamykanie ludziom ust nie sprawi, że zmienią swoje poglądy, a zablokowanie posta nie sprawi, że on zniknie z sieci. Na mowę nienawiści nie ma prostej recepty, ale jedno jest pewne – cenzurowanie wypowiedzi, które nie przekraczają granic swobody wypowiedzi, co najwyżej radykalizuje zwolenników konkretnych poglądów. Czasem prowadzi to do obalenia komunizmu, czasem zwiększa nienawiść wobec dyskryminowanych  grup.

Anna Obem, Dorota Głowacka

Projekt plakatu Freedom – Free: Tomek Ziemiański (portfolio)

PS Wypowiedź Zofii Klepackiej, wokół której wybuchła burza: „Mówię kategoryczne NIE dla promocji środowisk LGBT i będę bronić tradycyjnej Polski. Czy mój dziadek walczył o taką Warszawę w Powstaniu? Nie wydaje mi się. Panie prezydencie, może się Pan lepiej weźmie za sport w Warszawie, który kuleje?”

Pomóż nam kontrolować kontrolujących. Przekaż swój 1% podatku Fundacji Panoptykon! Nasz nr KRS: 0000327613.

Komentarze

Sądzę że problemem jest samo korzystanie z Facebooka. To jest zamknięta, prywatna platforma gwałcąca prywatność setek milionów ludzi. I nie, nie przekonuje mnie fakt że "wszyscy są na Facebooku". Nawiasem mówiąc, próba narzucania Facebookowi zasad co wolno a czego nie wolno mu umieszczać na swoim portalu jest mocno wątpliwa z punktu widzenia wolności właśnie - przecież to prywatny portal.

Gdyby ludzie zamiast pisać na FB korzystaliby jak dawniej z własnych, prywatnych blogów (ich konta na Facebooku tak naprawdę nie są przecież ich - tylko "przestrzenią" którą Facebook im "udostępnia" w ramach swojej inwigilacyjnej machiny) czy własnych stron internetowych, nikt by ich od tych platform nie odcinał. Uważam, że Facebooka należy po prostu porzucić. Jest oczywiście wygodny - ale wygoda nie jest kryterium słuszności czegokolwiek.

A przyszłością są i tak platformy zdecentralizowane - np. Zeronet (https://zeronet.io/) - których cenzurowanie jest bardzo trudne.

Myślę, że w sprawach blokowania konta na serwerach rozmaitych usług internetowych, jest jeszcze gorzej niz piszecie w powyższym przypadku, Zofii Klepackiej. W tym wypadku przynajmniej można domniemywać jaka była przyczyna zablokowania. Ale są sytuacje, gdy przyczyna jest zupełnie nieznana użytkownikowi konta. Mało tego, on w kontaktach (z botem korporacyjnym) w żaden sposób nie pozna przyczyny, a kontakt z żywym pracownikiem jest wręcz nie możliwy. Przykład? Miałem ci ja konto pocztowe na serwerze gmail.com. Korzystałem z niego co 2-3 dni o tej samej porze kontaktując się z rodziną lub z osobami zajmującymi się naukowo tymi samymi sprawami co ja (chemia). Mój komputer jest czysty, więc nie ma podejrzeń, że w czasie połączeń z serwerem coś rozsiewa na masową skalę. Jeśli sporadycznie korzystam raz na kilka miesięcy z innego kompa, serwer ostrzega, że było inne połączenia. I nagle kilka dni temu świat się wali:
przy logowaniu serwer informuje o blokadzie, ze względów bezpieczeństwa. Co takiego było niebezpiecznego czynione na moim koncie? Bóg-Googla jeden wie. Ale nie powie. Najprościej wmówić sobie interwencję pewnych służb naszego kochanego Państwa, które upodobały sobie nękanie mojej durnowatej osoby. Ale przecież te służby są "profesjonalne" i nie poważyłyby się na tak prymitywne zagranie, wiedząc, wiedząc, że oskarżenie mnie o wykorzystywanie serwera pocztowego do niebezpiecznych lub zakazanych celów jest niedowodliwe. Ot i cała historia.
j.t. (a_klasa_1967@onet.pl)

@jan turulski: W tej konkretnej sprawie jest o tyle łatwo, że zablokowany został konkretny post - możemy dyskutować o tym, czy jego treść przekraczała, czy nie. W przypadku blokady całych kont sytuacja ma się zgoła inaczej, bo zablokowany nie wie, za co dostał blokadę. Dlatego dyskusja o tym, jak platformy internetowe podchodzą do moderacji treści, jest tak ważna.

Niestety nie wiemy, co mogło się wydarzyć z Pańskim kontem...

ja zlikwidowalem konto na fb ale i tak moje dane latają pp ich serwerach

nie ma mowy by zostać zapomnianym i zeby fb usunelo moje dane bo nadal na tym zarabia

Ten serwis to taki.mały zydowski teatrzyk

to, że Państwo nie wiecie to mnie nawet nie dziwi (-: , gorzej, że ja też nie wiem i nie mogę się dowiedzieć. Sytuacja jest o tyle beznadziejna, że nie mogę zastosować procedury odzyskiwania opisywaną w algorytmie odzysku (nie ze swojej niefrasobliwości lub winy mogę odpowiedzieć na 2 z 3 pytań). Informuję o tym wysyłając arkusz opisujący problem, co skutkuje imbecylna odpowiedzią, zapewne bota, bym skorzystał z opisanej procedury odzyskiwania. I koło się zamyka.
Dlatego pytanie, czy nie znacie Państwo prawnika, który jest obeznany w sprawach internetowych i mógłby się podjąć prowadzenia prywatnie mojej sprawy?
j.t. (a_klasa_1967@onet.pl)

Dodaj komentarz