Kto się boi nowej umowy między UE i USA?

Artykuł

Czy czeka nas drugie ACTA? Unia Europejska rozpoczyna negocjacje dotyczące umowy handlowej ze Stanami Zjednoczonymi. Organizacje obywatelskie uważnie śledzą cały proces, wiedząc, że może on doprowadzić do powstania kolejnego kontrowersyjnego porozumienia, które pod sztandarem walki z piractwem będzie ograniczało prywatność.

W zeszłym tygodniu Parlament Europejski przyjął rezolucję, która upoważnia Komisję Europejską do rozpoczęcia negocjacji z Waszyngtonem w sprawie Transatlantyckiego Porozumienia o Handlu i Inwestycjach (Transatlantic Trade and Investment Partnership, TTIP). Od kilku lat politycy po obu stronach Atlantyku dążą od wzajemnego zniesienia ceł oraz zmniejszenia ograniczeń w swobodnym dostępie do rynku usług. Przyszła umowa ma uprościć zasady inwestowania i znieść bariery w handlu. Same negocjacje między UE a USA będą prowadzone niezwykle szybko. Cały proces ma się zakończyć jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, czyli w pierwszej połowie 2014 roku.

Oczywiście, sama umowa o wolnym handlu między dwiema wielkimi gospodarkami świata nie musi oznaczać nic złego. Pojawiło się jednak kilka konkretnych powodów, które każą organizacjom obywatelskim trzymać rękę na pulsie. Europosłowie zdecydowali, że przyszła umowa „musi przewidywać wysoki poziom ochrony praw własności intelektualnej” (art. 12). To wciąż bardzo ogólny postulat, nie mniej każe przypuszczać, że w TTIP znajdą się bezpośrednie odniesienia do ochrony i egzekwowania prawa autorskiego. Parlament zastrzegł co prawda, że przyszła umowa powinna gwarantować przestrzeganie praw podstawowych UE, w tym wysokich standardów ochrony danych (art. 13). Ze sporu o ACTA pamiętamy jednak, jak elastyczna bywa koncepcja praw podstawowych, kiedy w grę wchodzą żywotne interesy ekonomiczne.

Obawy środowiska obywatelskiego wzbudza również charakter rozmów prowadzonych z USA. W założeniu proces negocjacyjny ma być utajniony. Jest to do pewnego stopnia zrozumiałe i podyktowane praktyką tworzenia prawa międzynarodowego oraz naturą negocjacji handlowych. Poufność procesu negocjacji nie powinna jednak oznaczać zniesienia jakiejkolwiek demokratycznej kontroli nad tym, w jakim kierunku zmierza umowa międzynarodowa i czy jej postanowienia będą dotyczyły samych obywateli. Komisja Europejska, prowadząca negocjacje po stronie UE, powinna zachować maksymalną transparentność w kwestii kluczowych, kierunkowych decyzji i z nich rozliczać się przynajmniej wobec Parlamentu Europejskiego. Jak daleko jesteśmy od ideału pokazuje przykład europosłanki Sophie in’t Veld, która z ogromnymi trudnościami próbowała uzyskać dostęp do dokumentów negocjacyjnych w sprawie ACTA.

Obserwujemy prace nad nową umową handlową pomiędzy UE i USA z nadzieją, że zeszłoroczne odrzucenie ACTA przez Parlament Europejski nie było tylko bezrefleksyjnym działaniem eurodeputowanych w odpowiedzi na zapotrzebowanie społeczne. Wydaje się, że również Komisja Europejska odrobiła bolesną lekcję po protestach z 2012 roku. Żeby utwierdzić w tym przekonaniu opinię publiczną powinna jak najszybciej przedstawić swoje wytyczne kierunkowe w zakresie egzekwowania prawa autorskiego. Na korzyść obywateli powinien zadziałać też rok wyborczy, w którym wielu europejskich polityków będzie walczyć o reelekcję, a to nie sprzyja podejmowaniu kontrowersyjnych i niepopularnych decyzji. To wszystko nie oznacza jednak, że społeczeństwo obywatelskie nie powinno śledzić negocjacji w sprawie TTIP z taką samą uwagą, jaką jeszcze rok temu skupiała umowa ACTA.

Jędrzej Niklas, Katarzyna Szymielewicz

Dodaj komentarz