Media donoszą o bulwersującym przypadku znęcania się nad uczniami…

W skrócie

Media donoszą o bulwersującym przypadku znęcania się nad uczniami przez nauczycielkę, która w trakcie lekcji miała wyzywać swoich kilkuletnich podopiecznych i zaklejać im usta taśmą. Sprawa wyszła na jaw dzięki matce, która zaniepokojona zachowaniem swojego syna, postanowiła nagrać przebieg lekcji na dyktafon. Prawdopodobnie to, co usłyszała, nie było jednorazowym wybrykiem nauczycielki. Od razu pojawiły się głosy, że odpowiedzią na takie problemy powinien być monitoring w klasach. Czy aby na pewno? Czy mimo braku kamer dyrekcja naprawdę mogła nie wiedzieć, co dzieje się w szkole w trakcie lekcji? Trudno wydawać wyrok, nie znając szczegółów sprawy, jednak jeśli rzeczywiście dzieci od miesięcy zdradzały objawy niepokoju i nie chciały chodzić do szkoły, to problemem jest nie brak kamer, lecz brak odpowiedniej reakcji dorosłych.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przygotowuje właśnie kolejny projekt dofinansowania monitoringu w szkołach. Czy ten przypadek będzie przyczynkiem do instalowania kamer również w klasach, tak jak kilka lat temu dla ministra Giertycha pretekstem do masowego wprowadzenia monitoringu do szkół była tragiczna historia gimnazjalistki z Gdańska, która – upokorzona przez kolegów z klasy – popełniła samobójstwo? W tak bulwersujących przypadkach łatwo ulec panice i szukać szybkich, z pozoru oczywistych rozwiązań. Jednak ciągła obserwacja uczniów i nauczycieli może na dłuższą metę przynieść więcej szkód niż korzyści, choćby jeszcze podkopać nadwątlone zaufanie między uczestnikami życia szkolnego. Nie trzeba bez przerwy podglądać i podsłuchiwać, by wiedzieć i rozumieć, co dzieje się w szkole. A gapiąc się w monitoringowy monitor, można przeoczyć coś ważnego.

Dodaj komentarz