Na panoptykonowej kozetce. Po spotkaniu z okazji Freedom Not Fear Day

Artykuł

Za nami Freedom Not Fear Day. Z tej okazji Panoptykon po raz kolejny zaprosił do rozmowy o strachach, które nawiedzają nas od czasów zamachów 11 września.

O tym, jak po 11 września 2001 r. zmienił się świat, debatowaliśmy rok temu z Krzysztofem Liedelem. Andrzej Leder pomagał nam z kolei zrozumieć nasz strach. Tym razem jednak zaproponowaliśmy nową formułę rozmowy. W 16. rocznicę zamachów na WTC rozmawialiśmy  o tym, czy przez ostatnie 16 lat udało nam się oswoić nasz strach przed terroryzmem i nauczyć się z nim żyć. Bez podziału na panel i audytorium, bez podziału na gospodarzy i gości, bez dobrych i złych odpowiedzi, bez abstrakcyjnych analiz, a z osobistą perspektywą – tak chcieliśmy zmierzyć się z zagadnieniem.

Czy sieć pomaga nam radzić sobie ze strachem, czy go wzmaga? Czy solidarność okazywana w mediach społecznościowych zastępuje potrzebę fizycznego bycia razem i manifestowania solidarności na ulicach? Czy wyrobiliśmy w sobie obywatelskie mechanizmy, przydatne w chwili rzeczywistego zagrożenia? Jak strach wpływa na nasze życiowe decyzje – od wyjazdu na wakacje po przyjęcie propozycji pracy w innym kraju? Takie między innymi pytania padły w trakcie naszej rozmowy.

Jakie wnioski wyciągnąć można z tej naszej wspólnej „sesji terapeutycznej”? Zdajemy sobie sprawę, że nasz strach często jest irracjonalny – jednak świadomość ta nie sprawia, że on zniknie. Rozróżniamy też strach, który odczuwamy oglądając kolejne reporterskie relacje z miejsca zamachu, siedząc bezpiecznie w domu, od strachu skonkretyzowanego, związanego z poszczególnymi wydarzeniami. Wtedy skupiamy się bardziej na trosce o swoich bliskich, a niepokój ten nie różni się od niepokoju wywołanego informacją o katastrofie naturalnej czy wypadku komunikacyjnym. Środki bezpieczeństwa, takie jak częstsze patrole policji i bramki bezpieczeństwa, z jednej strony usypiają naszą czujność, z drugiej – przypominają o ciągłym zagrożeniu. Paradoksalnie jednak, jak mówiła nasza rozmówczyni mieszkająca w Izraelu, świat, w którym owe zagrożenie nie robi już na nikim wrażenia, również przeraża, bo świadczy o zobojętnieniu na ludzką krzywdę.

Czy potrzebujemy strachu – oswojonego, w rozsądnej dawce, który bylibyśmy w stanie sami kontrolować? Warto o tym rozmawiać, nie tylko 11 września.

Weronika Adamska

 

Dodaj komentarz