Organizacja nadzorców zjednoczonych?

Artykuł

Gdy cały świat obiegała informacja o amerykańskim programie PRISM, specjalny sprawozdawca ONZ ds. wolności wypowiedzi opublikował raport dotyczący współczesnego nadzoru. Dokument jasno wskazuje, że dzisiejszy nadzór stosowany przez państwa i prywatne podmioty jest wszechobecny i prowadzi do zagrożeń dla ochrony życia prywatnego, swobody wypowiedzi oraz innych podstawowych praw człowieka.

W zeszłym tygodniu podczas sesji Komisji Praw Człowieka ONZ specjalny sprawozdawca Narodów Zjednoczonych ds. wolności wypowiedzi Franc La Rue zaprezentował raport, w którym wskazuje na liczne problemy związane ze stosowaniem nowoczesnych narzędziami nadzoru. Rozwój technologiczny oraz niskie koszty, w ocenie La Rue, doprowadziły do tego, że technologie służące szpiegowaniu stają się coraz bardziej powszechne. W rezultacie państwa zyskały możliwość inwigilowania ludzi na szeroką skalę. Obywatele stają się obiektem inwazyjnego oraz arbitralnego monitoringu, o którym często w ogóle wiedzą, nie mówiąc nawet o możliwości zakwestionowania go. Tymczasem wykorzystanie współczesnych technologii nadzoru grozi zatarciem podziału na sferę publiczną i prywatną – czytamy w raporcie.

Dokument przywołuje przepisy pochodzące z wielu państw oraz opisuje różnorakie metody nadzorcze. Jednym z podnoszonych problemów jest obowiązkowa retencja danych telekomunikacyjnych, która, jak czytamy w raporcie, upowszechniła się na całym świecie. Niestety nie zawsze dostęp służb i organów państwowych do tego typu informacji podlega kontroli sądowej (z taką sytuacją mamy do czynienia w Polsce). W wielu państwach przekazywanie danych może odbywać się na podstawie bardzo niejasnej przesłanki „bezpieczeństwa narodowego”. Retencja danych telekomunikacyjnych to nie jedyny problem, na który wskazuje sprawozdawca. W jego ocenie mamy obecnie do czynienia z globalnym trendem zwiększania nadzoru – przejawia się on m.in obowiązkiem rejestrowania pod imieniem i nazwiskiem telefonów pre-paid, filtrowaniem i blokowaniem stron internetowych czy obowiązkiem identyfikacji przy korzystaniu z kafejek internetowych.

La Rue zauważa, że prawo nie nadąża za zmianami technologicznymi, tworząc luki, które stanowią ogromne zagrożenie dla praw jednostek

Oczywiście sprawozdawca ONZ zdaje sobie sprawę, że prawo do prywatności czy tajemnicy komunikacyjnej może być ograniczone potrzebą np. przeciwdziałania poważnej przestępczości. Nie mniej, jak podkreśla, w wielu państwach przepisy regulujące nadzór nad komunikacją „nie istnieją lub są zupełnie nieadekwatne”. La Rue zauważa, że prawo nie nadąża za zmianami technologicznymi, tworząc luki, które stanowią ogromne zagrożenie dla praw jednostek

La Rue podkreśla również rolę, jaką odgrywa sektor prywatny zarówno w rozwijaniu komunikacji, jak również we wdrażaniu groźnych form nadzoru. W tym kontekście raport przestrzega przed różnymi niejasnymi relacjami między państwem a biznesem. Od lat 90. XX w. rządy zaczęły wymagać, by technologie oraz sieci komunikacyjne umożliwiały organom publicznym dostęp do danych użytkowników. Biznes nie tylko spełniał te wymogi, ale – wprowadzając konkretne modele gromadzenia i przetwarzania danych – ułatwiał wręcz dostęp służb do informacji dotyczących komunikacji obywateli. Z drugiej strony La Rue podkreśla, że państwa muszą wziąć aktywny udział w przeciwdziałaniu komercjalizacji technologii nadzorczych. Przemysł nadzoru, będący – w ocenie sprawozdawcy – jednym z najpoważniejszych źródeł zagrożeń, często zupełnie wymyka się jakimkolwiek standardom prawnym. Zdaniem sprawozdawcy sektor prywatny, podobnie jak państwo, ma określone obowiązki w zakresie ochrony praw podstawowych.

Biznes nie tylko spełniał te wymogi, ale – wprowadzając konkretne modele gromadzenia i przetwarzania danych – ułatwiał wręcz dostęp służb do informacji dotyczących komunikacji obywateli.

Raport kończy się konkretnymi rekomendacjami. La Rue stwierdza jasno, że nadzór nad komunikacją musi odbywać się w granicach prawa. Jego zastosowanie powinno służyć tylko i wyłącznie osiągnięciu niezbędnego i prawnie określonego celu. Konieczne jest również zachowanie zasady proporcjonalności. Nielegalny nadzór publiczny i prywatny powinien, w ocenie sprawozdawcy, być karany. W najbliższych latach priorytetem powinno być ograniczenie komercjalizacji nadzoru. La Rue apeluje też, by udostępnianie danych służbom państwowym przez sektor prywatny, było poddane kontroli niezależnych organów. W raporcie pojawia się także postulat dbania o możliwość anonimowego korzystania z Internetu.

Pomimo że raport specjalnego sprawozdawcy ds. wolności wypowiedzi nie ma wiążącego charakteru, trudno przecenić jego wagę. Przede wszystkim śmiałe tezy oraz bogata zawartość faktograficzna sprawiają, że dokument ten może być ważnym głosem w światowej dyskusji na temat nadzoru. Jest to również rzadki przypadek, gdy tematyka prawa do prywatności stała się centralnym punktem debaty prowadzonej na forum ONZ.

Jędrzej Niklas

Źródła:

Report of the Special Rapporteur on the promotion and protection of the right to freedom of opinion and expression, A/HRC/23/40 [PDF]

UN News Center: Surveillance technologies must not undermine freedom of expression – UN expert

Komentarze

La Rue wskazuje, że nadzór nad komunikacją musi odbywać się w granicach prawa, a jego naruszenie winno podlegać karaniu. Co u nas? Różnie!

W dzisiejszym artykule "Komu służą służby?", (Michał Radziechowski, Onet.wiadomości) prof. Jan Widacki stwierdza:
"...w dziedzinie uprawnień służb potrzebne są daleko idące zmiany: - W roku 1990, gdy uchwalano ustawy policyjne, funkcjonariusze mieli prawo stosowania techniki operacyjnej, czyli podsłuchu, podglądu i kontroli korespondencji w sprawach zabójstw i zbrodni ściganych na mocy porozumień międzynarodowych. Dziś, po licznych nowelizacjach, można ludzi podglądać, podsłuchiwać i czytać ich korespondencję w śledztwach dotyczących niemal wszystkich przestępstw."


Katalog dopuszczeń naruszania prywatności znacznie rozszerzono. Brak jednak informacji czy rozszerzenie to było adekwatne do ... założonych i uzyskanych wyników.

J. Widacki dalej stwierdza: "...Główny problem (...) polega jednak na tym, że uzyskanie od operatora danych telekomunikacyjnych nie wymaga od służb żadnych specjalnych upoważnień: - Wystarczy, że przyjdzie funkcjonariusz i zażąda danych, administratorzy sieci mogą najwyżej żądać od niego upoważnienia od przełożonego. O ile na każdy podsłuch trzeba zgody sądu okręgowego,  to informacje o tym gdzie aktualnie jesteśmy i gdzie chodzimy nie są w ogóle chronione..." Jestem przekonany, że wie co mówi.
Nasi apologeci (systemu kontroli dostępu do danych, w tym MAC) przekonują "na prawo i lewo", że nie warto zajmować się "incydentami". Czy o tym myśleli kontrolerzy NIK stwierdzając, że: "...prawo w Polsce nie chroni obywateli przed inwigilacją." (źr. jw.)  Czy fantazjują ?!
Powoli jak ślady stóp na piasku wiatr czasu zaciera pamięć o tym co poprzedziło odrzucenie ACTA.

Dziś jest już sielankowo, spokojnie. Prawie sennie. Ale IMO... niebezpiecznie.
W tym artykule prof. Zb. Nęcki stwierdza m.in.: "...Poczucie bezpieczeństwa buduje się w oparciu o indywidualne doświadczenie, obserwacje tego, co dzieje się w otoczeniu...." W pełni się z tym zgadzam.  Uspokojeni pojednawczymi zapewnieniami decydentów nie zamykajmy oczu.  Pozdrawiam - J.

(Źr.: http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/komu-sluza-sluzby,1,5537111,kiosk-wiadom...)

Dodaj komentarz