Po czym poznać ateistę?

Artykuł
Element dekoracyjny

Internet zatrząsł się ze śmiechu po tym, jak jedna z posłanek rządzącej partii zaproponowała, żeby ateistów deportować z Polski, o ile nie podpiszą oświadczenia, że podzielają polskie wartości. Naszym Czytelnikom z pewnością nie musimy wyjaśniać, dlaczego ten pomysł jest nie do pogodzenia z prawami człowieka (przynajmniej w ich obecnej wersji...). Udowodnimy Wam natomiast, że dzięki Internetowi, uprawnieniom, jakie mają nasze służby oraz pewnej centralnej bazie danych, wykrycie ateistów nie nastręczałoby szczególnych trudności.

Cyfrowy ślad

Na każdym kroku zostawiamy w sieci swoje dane: korzystając z wyszukiwarek, portali społecznościowych, bankowości elektronicznej, czytając wiadomości i je komentując. Naszą aktywność – dzięki skryptom i ciastkom – śledzą i analizują nie tylko firmy internetowe (dostawcy przeglądarek i wyszukiwarek, dostawcy poczty elektronicznej, serwisów społecznościowych, płatności i zakupów online i innych usług dostępnych w Internecie), ale też coraz potężniejsi hurtownicy danych (np. Axciom), zasilając rosnący rynek reklamy behawioralnej i profilowanych usług. W zasadzie każda informacja, jaką na nasz temat przetwarza biznes (od banków, po sklepy internetowe i usługi komunikacyjne) może trafić w ręce organów państwa. Od lutego 2016 jeszcze krótszą drogą, dzięki tzw. „ustawie inwigilacyjnej”.

Zdarzyło Ci się kiedyś wyszukiwać w sieci informacje o tym, jak zniknąć z ksiąg parafialnych? Na Facebooku dyskutujesz o aborcji? Przekazujesz za pośrednictwem e-przelewów darowizny na organizacje walczące o rozdział kościoła od państwa? Do tego nie uzupełniłeś/-aś w swoim profilu na Facebooku informacji o poglądach religijnych? Kto nie opanował do perfekcji sztuki maskowania się, wychodząc z założenia, że nie robi nic zdrożnego, po drodze zostawił całą masę cyfrowych śladów. Pierwszy test na wiarę oblany.

Szpieg w kieszeni i torebce

Nie korzystasz z Facebooka, a w Internecie zaglądasz tylko na stronę panoptykon.org? Nie szkodzi. Na pewno masz telefon (niekoniecznie smartfon, wystarczy prosty telefon komórkowy starej generacji). Dzięki temu jesteś w kontakcie ze światem. Ale też na radarze: żeby dostarczyć Ci podstawową w XXI wieku usługę telekomunikacyjną, operator łączy się z telefonem w Twojej kieszeni czy torebce za pośrednictwem stacji BTS – anten, rozrzuconych w z grubsza regularnych odstępach na całej objętej zasięgiem sieci komórkowych planecie. Jeśli w komórce jest zasięg, to znaczy, że widzi ją któryś BTS. A razem z nią jej właściciela czy właścicielkę.

Operator sieci komórkowej dobrze wie, czyj telefon logował się do którego BTS-a. I to nie tylko w danym momencie, ale też przez kolejnych 12 miesięcy. Nazywa się to retencją danych telekomunikacyjnych i zostało wymyślone po to, żeby organy ścigania mogły łapać przestępców i terrorystów. Dzięki eksperymentowi austriackiego polityka Maltego Spitza, wiemy jednak, że dane telekomunikacyjne pozwalają również nakreślić  codzienne rutyny każdego właściciela telefonu: jak się przemieszcza i kto należy do jego sieci najbliższych kontaktów. Nie chodzisz co niedzielę do kościoła, a do tego utrzymujesz stałe kontakty z innymi, którzy też nie chodzą? Kolejny test oblany.

Szkoła

Ogromny potencjał do wykrywania ateistów już w przedszkolach ma System Informacji Oświatowej. Obecnie wprawdzie nie wpisuje się do niego informacji o poszczególnych uczniach, ani o tym, czy chodzą na religię. Ale to pierwsze już od 2012 r. ma się zmienić (sprawa opóźniła się przez problemy techniczne, ale co to za przeszkoda). Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do rozporządzenia o SIO dodać kolejną informację, którą dyrektorzy będą musieli podawać ministerstwu. A do tego czasu są przecież karty osobowe uczniów, przechowywane w sekretariacie każdej szkoły i przedszkola. A skoro Ministerstwo Edukacji mogło liczyć, ile uczennic jest w ciąży, to już tylko niewielki kroczek do spisu dzieci nie uczęszczających na religię... Oblewasz kolejny test.

A przecież jest jeszcze system informacji w ochronie zdrowia (niezastąpione do tropienia ateistów będą poradnie dla kobiet) czy np. e-paragony (w przygotowaniu), czyli baza wszystkich naszych zakupów (kupowaliście ostatnio jakieś dewocjonalia albo chociaż ubranka do chrztu?).

Absurd?

Powyższy scenariusz jest uproszczony i przerysowany, ale bynajmniej nie nierealny. Opisane wyżej praktyki, możliwości służb i bazy danych już istnieją (tylko e-paragony są w fazie projektowania przepisów). Gdyby posłanka przekonała sejmową większość do zmiany prawa, to realizacja jej pomysłu nie nastręczałaby zatem większych trudności praktycznych.

A że taka metoda profilowania ludzi byłaby – delikatnie mówiąc – obarczona błędami? To niestety też nie musi być przeszkodą. Mamy już w polskim prawie jaskrawy przykład dzielenia obywateli na kategorie na podstawie tępego profilowania. Źle skonstruowany algorytm dzieli osoby bezrobotne na trzy profile (I, II i III) i w ten sposób decyduje, kto otrzyma pomoc państwa (zasiłek, szkolenia, dofinansowanie do otwarcia firmy), a kto będzie jej pozbawiony. Eksperci, urzędnicy, a nawet sam resort pracy zgadzają się, że to rozwiązanie jest złe, a algorytm się myli. Mimo tego profilowanie bezrobotnych dalej funkcjonuje (dzięki Fundacji Panoptykon wiadomo, ile punktów można dostać za jaką odpowiedź). Czy na tym tle dzielenie obywateli na wierzących i ateistów wciąż jest nieprawdopodobne?

Ten scenariusz kończymy gorącym życzeniem, by kategoryzowanie obywateli względem wiary pozostało materiałem na memy i nigdy nie stało się realną podstawą skarg obywateli do  Strasburga.

Anna Obem

Współpraca: Katarzyna Szymielewicz

Komentarze

Do tego księża kapelani w w placówkach służby zdrowia mogą przecież robić zestawienia pacjentów nie zainteresowanych posługą księdza kapelana. A kartoteki parafialne - kto nie przyjmuje księdza po kolędzie.

Wierny sympatyku, nie sugeruję Ci interpretacji lewicowego TOK.FM-u, za to może przekona Cię interpretacja medium iście prawicowego i to tego, które opublikowało felieton poseł Mateusiak - Pieluchy, a wygląda na to, że teraz wcale nie jest z tego dumne: http://wpolityce.pl/polityka/315859-ateisci-prawoslawni-muzulmanie-ukrai....
Co do zasady zgadzam się z tym, że odnosząc się do jakiejś wypowiedzi, nie zaszkodzi zamieścić odnośnika do niej. Wymóg ten jednak ulega osłabieniu, gdy mamy do czynienia z czymś co jest powszechnie i łatwo dostępne. Na ile konieczne jest umieszczanie takiego odnośnika w tym przypadku, skoro przez wyszukiwarkę Google felieton p. Mateusiak - Pieluchy można znaleźć w przeciągu kilkunastu sekund?

Gdybym regularnie czytał i wierzył w świat malowany przez Panoptykon popadłbym w manię prześladowczą i schizofrenię paranoidalną. Bzdury.

@WiernySympatyk: dzięki za zwrócenie uwagi, link podmieniony, @Beata: dziękujey za zamieszczenie polemiki.

@Piotr: tym bardziej, że w tym tekście jest przedstawiony tylko promil możliwości państwa w zakresie nadzorowania obywateli... Ale tak właśnie wygląda ciemna strona technologii, która jest ślepo wykorzystywana do rozwiązywania każdego problemu. Naszą rolą jest to, żeby każdy taki pomysły był wprowadzany w oparciu o rzetelną analizę: czy naprawdę jest to potrzebne (może ten sam cel da się osiągnąć inaczej?), czy nie stanowi zagrożenia dla praw jednostek. Niestety zbyt często  krytyka jest uciszana sloganami. Że terroryzm, że ułatwienia dla obywateli, że kontrola nad wydatkami z publicznych podatków... Nie chodzi o to, żeby nie korzystać z technologii, tylko żeby dostrzegać także jej niebezpieczną stronę.

Podziwiam warsztat. Na bazie jednej wypowiedzi jakiejś idiotki stworzyć taki artykuł.
Szpieg w kieszeni i torebce - w tym przypadku test mało miarodajny ponieważ:
- dane lokalizacyjne podlegaja retencji (12 m-cy) nie w każdym momencie, a jedynie gdy telefon jest aktywny, tzn są próby połaczeń głosowych, połaczenia głosowe, wiadomości SMS/MMS, transmisja danych upload/download (Wskazówką mogłaby być informacja, że telefon jest wyłączony w trakcie mszy, ale zwykle w niedzielę ludzie chodzą do kościoła przed obiadem, lubią sobie też pospać. Zachodzi pytanie użytkownik śpi czy jest na mszy, a może tylko bateria padła?)
- operatorzy telefonii komórkowych bardzo często korzystają z dzwonnic kościelnych w celu instalacji anten. W praktyce jeden kościół w centrum sporego osiedla wystarczy aby je pokryć sygnałem (Jak odróżnić kiedy użytkownik jest w domu, a kiedy w kościele, gdy jest to obszar w zasięgu tej samej anteny?)
Ja nie chodzę na msze, ale moja rodzina tak. Bywa nawet, że w tygodniu - nie koniecznie w niedzielę. Test do bani.
Szkoła - fantazja na temat.
- "Nic nie stoi na przeszkodzie, aby do rozporządzenia o SIO dodać kolejną informację" - może ja się na tym nie znam, ale wydaje mi się, że na przeszkodzie póki co stoi brak większości parlamentarnej pozwalajacy dowolnie zmieniać konstytucję. No i dzięki Bogu.
- gdyby ktoś nie wiedział to np. w przedszkolach SIO zawiera takie dane jak: dane personalne dziecka, dane adresowe, dane dotyczące stanu zdrowia i przeciwwskazań żywieniowych oraz dane stanowiące kryteria naboru do przedszkoli (np. niepełnosprawność rodziców, rodzice samotnie wychowujacy dziecko, odległość z domu do przdszkola). Informacja czy dziecko uczęszcza na religię to oddzielna kartka gdzie rodzic deklaruje taka wolę.

Jeżeli miałbym się czegoś obawiać to tego co jest w zasięgu rządzących - bez ogladania się na opozycję czy społeczeństwo. Wystarczy jedna sprytna umowa z KK i potrzebne bazy będą dostępne. Bez kosztów i całego technicznego sztafażu.

Ateistę można poznać po tym że zaciekle walczy z Kimś kto wg ateisty nie istnieje. Schiza czy brak logicznego myślenia?

@EX: pozycję telefonu komórkowego oblicza się na podstawie triangulacji po kilku BTS-ach. Można to zrobić bardzo precyzyjnie.

@PN masz rację ale tylko teoretycznie.
Polecam opracowanie „Cell-ID technika lokalizacji, ograniczenia i korzyści: badanie eksperymentalne” autorstwa Emiliano Trevisani i Andrea Vitaletti z Zakładu Systemów Komputerowych Uniwersytetu Sapienza w Rzymie.
https://www.researchgate.net/publication/4115541_Cell-ID_location_techni...
Mimo, że pochodzi ono z 2005 roku we wstępie do tego opracowania autorzy wyjaśniają w czym rzecz i w Polsce nic się nie zmieniło pod tym względem.

Obecny nacisk na usługi oparte na lokalizacji w Ameryce Północnej rozpoczął się w 1996 roku, gdy Federalna Komisja Komunikacji USA zatwierdziła standard Enhanced 911 (E911), zmieniony w 1999 roku. Wymaga on od operatorów bezprzewodowych zdolności lokalizacji z dokładnością 50 do 100 metrów, każdego telefonu komórkowego dzwoniącego na numer 911, na terenie całego kraju. Operatorzy komórkowi, motywowani wymogami E911, eksperymentują z nowymi i skutecznymi technikami lokalizacji. Większość z nich wymaga jednak znacznych nakładów technologicznych i inwestycji finansowych. Na przykład, Assisted GPS wymaga serwera i odbiornika GPS w każdym telefonie. Z kolei metoda ToA (Time of Arrival) nie wymaga od abonentów zakupu nowych słuchawek, jednak moduł lokalizacyjny (LMUs) musi być zainstalowany w każdej stacji bazowej. Standard E112, europejski odpowiednik amerykańskiego E911, nie nakłada na operatorów żadnych wymogów dokładności lokalizacji lub stosowanej technologii. Istnieje jedynie obowiązek aby udostępnić te możliwości lokalizacji , którymi aktualnie dysponuje operator. //Dyrektywa 2002/22/WE Parlamentu Europejskiego i Rady o usłudze powszechnej// Z tego powodu większość europejskich operatorów telekomunikacyjnych w celu spełnienia wymogów E112 kieruje się niskimi kosztami pozycjonowania w oparciu o Cell-ID. Ta bardzo podstawowa forma technologii lokalizacji wykorzystuje szerokość i długość geograficzną z obsługi komunikacji, jako przybliżenie faktycznej pozycji telefonu w stosunku do anteny. Rozmieszczenie Cell-ID jest proste i ekonomiczne, nie wymaga modernizacji słuchawek lub urządzeń sieciowych, ale ponieważ telefon może być w dowolnym miejscu w obrębie komórki, dokładność zależy od wielkości komórek. To może być w skrajnych przypadkach obszar rzędu 100, 200 czy 300 kilometrów kwadratowych.
Wiem bo to robiłem przez wiele lat.

> Zdarzyło Ci się kiedyś wyszukiwać w sieci informacje o tym, jak zniknąć z ksiąg parafialnych?
Nie, jeśli się jest nieochrzczonym, to nie ma się potrzeby szukać takich informacji.

> Na Facebooku dyskutujesz o aborcji?
Tak, ale nie wskazuje to nijak na przynależność do Kościoła Katolickiego.

> Przekazujesz za pośrednictwem e-przelewów darowizny na organizacje walczące o rozdział kościoła od państwa?
Nie każdy ateista to wojujący ateista. Katolik też może życzyć sobie rozdziału kościoła od państwa i wspierać takie organizacje.

> Do tego nie uzupełniłeś/-aś w swoim profilu na Facebooku informacji o poglądach religijnych?
Tak, dla żartu. A może nie - jak wielu katolików.

> Ogromny potencjał do wykrywania ateistów już w przedszkolach ma System Informacji Oświatowej.
Nie dotyczy, jeśli nie ma się dzieci i żadnych związków z oświatą.

Jedyny argument, który trzyma się kupy to też z geolokalizacją, choć też nie do końca, bo coraz mniej katolików w Polsce praktykuje (do kościoła regularnie chodzi tylko ok. 60%, ok. 30% przyjmuje komunię).

Podsumowując: poziom merytoryczny niski, za to cała kupa stereotypów i prymitywnych wyobrażeń autorek tekstu nt. tego kim są polscy ateiści.

A może nawet pójdzie z tego państwa. W końcu można "zarobić" na deportację samym wyznaniem. Będzie prościej niż pisać list do prezydenta o odebranie obywatelstwa.

Obawę przed deportacją z Polski dlatego, że jestem niewierzący, postrzegam jako objaw paranoi.
I choć czytanie artykułów Panoptykonu (i im podobnych) posuwa mnie pewnie w tym kierunku, to to jeszcze nie ten poziom. :)

Każdy ma prawo wierzyć w co mu się podoba i w jakiego Boga chce
czy iż tak twierdzę pani posłanka uznała by mnie za ateistę , hm akurat
jestem człowiekiem wierzącym ale jeśli rząd domaga się aby szanować wartości
chrześcijańskie ludzi wierzących w tym moje to niech szanuje także wartości
innych pani poseł ciekawe na ile jest wierzące i czy zdaje sobie sprawę z tego , że Jezus nie kazał deportować innowierców czy nie wierzących ,a przekonywał ich do tego aby wybrali chrześcijaństwo nie skreślał nikogo- pani posłanka jako pierwsza powinna podpisać deklarację o nie głoszeniu "bzdur" a jak powie bzdurę powinna się deportować:)

@ateista: stereotypy - właśnie o nie chodziło. Intencją tego tekstu było pokazanie, na czym polega profilowanie behawioralne, na przykładzie absurdalnego, krzywdzącego czy jak go nazwać, pomysłu deportacji ateistów. Profilowanie to przewidywanie albo raczej zgadywanie naszych cech na podstawie naszej aktywności. Mechanizm profilowania jest oparty na stereotypach. Krzywdzi, ogranicza i dyskryminuje, ale nie tylko nie jest zabroniony, a wręcz gloryfikowany (żyjemy w świecie usług "skrojonych na miarę"). Pół biedy, jeśli chodzi o to, jeśli wyszukiwarka wyświetli nam na tej podstawie "dopasowane" reklamy, gorzej, jeśli na tej podstawie profiluje wyniki wyszukiwania (bańka informacyjna to jest już konkretne ograniczenie dostępu do wiedzy, polecamy: http://cyfrowa-wyprawka.org/lekcja/jak-jestesmy-profilowani-w-sieci). Ale jeśli profilowanie służy do decydowania o naszych prawach, np. o dostępie do usług publicznych, jak pomoc urzędów pracy dla osób bezrobotnych? Działa on tak, że im więcej punktów, tym bardziej - według systemu - osoba jest oddalona od rynku pracy. Pierwsze pytanie: płeć. Mężczyzna - 0 pkt., kobieta - 1 pkt. Co to jest, jak nie stereotyp i prymitywne wyobrażenie na temat roli kobiety w społeczeństwie?

Muszę przyznać, że dopuszczenie do wygrania wyborów przez "prawicowy" PiS było sprytnym zagraniem ze strony grupy trzymającej władzę. Gdyby rządziła partia ateistyczna, walcząca z Kościołem (jak np. PZPR przed '89 czy inne wywodzące się z niej czerwone śmieci), wówczas Polacy byliby bardziej zjednoczeni w sprzeciwianiu się jej. Mamy w Polsce kilka konserwatywno-liberalnych partii spoza głównego ścieku, ale nie można było dopuścić do ich zwycięstwa, bo układ z Okrągłego Stołu upadłby. Obecnie rządzi PiS, który z jednej strony promuje katolickie wartości, ale jednocześnie, podobnie jak inne mainstreamowe partie, narusza wolność obywateli. Powoduje to powstawanie podziału wśród mniej rozsądnej części Polaków: jedni utożsamiają władzę państwową z Kościołem i przypisują mu odpowiedzialność za jej nadużycia (przy okazji odwracając się od głoszonych przez Kościół idei, które nie są niczemu winne), a drudzy wszystkich przeciwników PiS-u uważają za ateistów. Na szczęście nie zaliczam się do żadnej ze stron - jestem przeciwnikiem PiS-u, ale nie przeszkadza mi to w byciu katolikiem i uznawania wartości, których brak niszczy lewacką Europę Zachodnią.

Gdyby obecnie rządziło np. SLD albo Ruch Palikota, napisalibyście artykuł "Po czym poznać katolika"?

Gdyby wpadli na pomysł, żeby deportować za to, że są katolikami - to niewykluczone. Tępe profilowanie jest tępe niezależnie od tego, kto rządzi - ten pogląd wyznajemy od zawsze, chociaż z czasem może wyostrzać nam się pióro, nie odpowiadamy też za to, co wygadują (wypisują) politycy, bo to oni często inspirują nas do takiej publicystyki.

Ale na pewno warto poszukać pod tagiem "profilowanie" (https://panoptykon.org/tagi-tematyczne), co pisaliśmy na ten temat w poprzednich latach.

Myślę, że większość tego typu wypowiedzi ze strony władzy jest zaplanowana, żeby odwrócić naszą uwagę od naprawdę istotnych problemów - tego, że nas okradają i ograniczają naszą wolność.

Dodaj komentarz