Snowden, fakty o inwigilacji i piekło, którego nie ma

Artykuł
Kadr z filmu Citizenfour, na zdjęciu Edward Snowden.

Edward Snowden i ujawnione przez niego informacje o programach przechwytywania globalnej komunikacji prowadzonej za pośrednictwem kanałów elektronicznych dostarczyły już materiału na setki artykułów prasowych, kilka książek, a także oscarowy dokument Laury Poitras. CITIZENFOUR miał polską premierę podczas 12. edycji festiwalu Docs Against Gravity, a teraz wchodzi do dystrybucji kinowej. Powinien obejrzeć go każdy, kto szuka odpowiedzi na pytanie, kim jest Edward Snowden i co kierowało jego czynami, a także każdy, kto uważa, że masowa inwigilacja go nie dotyczy.

W filmie poznajemy Snowdena jako profesjonalistę, który dobrze przygotował się do swojej misji. Zebrał setki dowodów na łamanie prawa przez amerykański wywiad. Namierzył ludzi, którym mógł bezpiecznie – na ile to było możliwe – przekazać informacje. Przewidział, że będzie ścigany i że nie może liczyć na wyrozumiałość władz USA, więc wyjechał do Hongkongu. Ładunek patosu drzemiący w tej historii – młody idealista ryzykuje życie, karierę i miłość swojego życia dla dobra ogółu, jest ogromny. Ale w filmie Laury Poutras nie ma patosu. Jest za to gorzki humor i spora dawka autoironii. Na przykład wtedy, gdy dziennikarz, który wszedł w posiadanie setek poufnych dokumentów amerykańskiego wywiadu, odblokowuje komputer hasłem złożonym z czterech znaków. Albo gdy sprawca największego przecieku w historii amerykańskiego wywiadu, przed wpisaniem swojego hasła do komputera, chowa się pod kocem.

Komentatorzy różnią się w ocenach: jedni uważają, że Snowden nie ujawnił nic nowego – przecież amerykańskie służby podsłuchiwały swoich obywateli już w latach 70.; inni oburzają się, że ujawnił tajemnice państwowe i teraz jesteśmy łatwym celem dla terrorystów. Są też tacy, którzy uważają go za szpiega na usługach Moskwy. Niestety wciąż najliczniejsza jest ta grupa ludzi, których Snowden i jego rewelacje po prostu nie interesują, oraz tych, którzy udają, że tematu nie ma. Do tej ostatniej kategorii należy też Barack Obama, który zanim został wybrany na prezydenta obiecał, że programy masowej inwigilacji zostaną zakończone, a następnie – już jako prezydent – je rozwinął i wcale nie widzi potrzeby tłumaczenia się z tego, oraz nasze rodzime władze, które konsekwentnie ignorują pytania o to, czy polskie służby współpracowały z amerykańskimi w zakresie inwigilacji kanałów komunikacji elektronicznej (polecamy podsumowanie batalii prawnych, jakie wytoczyliśmy w tej sprawie).

„Nieetyczne, niemoralne, głupie politycznie, nielegalne i niezgodne z konstytucją. Jak to się wyda, rozpęta się piekło” –  powiedziała Diane Roark, członkini Komisji ds. Wywiadu w Izbie Reprezentantów USA, o masowej inwigilacji rozpoczętej przez NSA na rozkaz prezydenta Busha po 11 września 2001 r. To jej William Binney przekazał informacje o programie, w nadziei, że jako reprezentantce ciała nadzorującego agencję uda jej się doprowadzić do zaprzestania działań niezgodnych z prawem. W jednym się pomyliła: piekła nie ma.

Anna Obem

CITIZENFOUR, reż. Laura Poitras

Wypowiedź Diane Roark pochodzi z filmu dokumentalnego pt. United States of Secrets (Frontline)

Komentarze

Dodaj komentarz