Statystyki retencji: Porozmawiajmy o reformie, nie o liczbach!

Artykuł

Urząd Komunikacji Elektronicznej opublikował dziś dane, z których wynika, że sądy, prokuratura, policja i inne służby skierowały w 2012 r. do operatorów 1,75 mln zapytań o dane telekomunikacyjne. To pierwszy spadek tej liczby od 2009 r., jednak faktyczna skala zjawiska wciąż pozostaje nieznana. Prawdziwy problem leży bowiem nie w liczbach, a w tym, że żaden zewnętrzny organ nie kontroluje policji i służb, które mogą sięgać po dane telekomunikacyjne nawet w najbardziej błahych sprawach. Dlatego od corocznej dyskusji na temat "skali inwigilacji Polaków" czas najwyższy przejść do systemowej zmiany – to zadanie dla rządu*.

Do pobierania od operatorów danych telekomunikacyjnych – billingów, danych o abonentach, czy geolokalizacji – uprawnione są sądy, prokuratura, policja i inne służby. Opublikowana dzisiaj przez Urząd Komunikacji Elektronicznej liczba zapytań teoretycznie dotyczy wszystkich tych podmiotów. Tymczasem Policja, Straż Graniczna, ABW, CBA, Żandarmeria Wojskowa i kontrola skarbowa (bez sądów, prokuratury i SKW) spytane przez nas bezpośrednio "przyznają się" do znacznie większej liczby zapytań (szczegółowe dane). Skąd ta różnica między statystykami zbieranymi z jednej strony przez UKE od operatorów, z z drugiej –  przez samych pytających? Przedstawiciele służb podają liczne argumenty uzasadniające skalę zapytań – chociażby konieczność kierowania każdego z zapytań do czterech największych operatorów, ponieważ nigdy nie wiadomo, u którego jest zarejestrowany dany numer. To jednak nie wyjaśnia różnic między danymi przekazywanymi przez UKE i same służby. Najwyraźniej inaczej liczą lub inaczej definiują samo "zapytanie". Ten wniosek nie przybliża nas jednak do oznania i zrozumienia problemu.

Tymczasem jawna, rzetelna i czytelna informacja statystyczna na temat liczby zapytań o dane telekomunikacyjne jest czymś pożądanym w demokratycznym państwie. I nie ma tu mowy o ujawnianiu tajemnic: niedawno Naczelny Sąd Administracyjny rozstrzygnął, że informacje statystyczne na temat stosowanej przez ABW i CBA kontroli operacyjnej są informacją publiczną. Analogicznie należy przyjąć, że jest nią także informacja na temat korzystania z naszych danych telekomunikacyjnych. Jednak to nie liczby i statystyki są największym problemem.

Po billingi, dane abonenckie czy dane dotyczące geolokalizacji policja i inne służby sięgają bez zewnętrznej kontroli: nie jest potrzebna zgoda sądu czy prokuratora ani jakiegokolwiek zewnętrznego organu. Jednocześnie sięganie po dane możliwe jest nie tylko w celu wykrywania poważnych przestępstw (w tym zakresie dostęp do danych wynika z unijnej dyrektywy zwanej "retencyjną"), ale również w błahych sprawach, a nawet w celach analitycznych. Przepisy nie gwarantują także ochrony tajemnic: adwokackiej czy dziennikarskiej. Od sierpnia 2011 r. w Trybunale Konstytucyjnym czeka na rozpoznanie wniosek Rzecznik Praw Obywatelskich, która zwróciła uwagę na te problemy.

Trudno znaleźć rozwiązanie należycie chroniące prywatność, a z drugiej strony – nieparaliżujące działań policji i służb. Podobne problemy pojawiały się również w innych państwach, które wdrożyły dyrektywę retencyjną i umożliwiły służbom sięganie po dane telekomunikacyjne. Niekonstytucyjność przepisów dotyczących dostępu do danych telekomunikacyjnych stwierdzały już sądy konstytucyjne Niemiec, Czech i Rumunii. Niedawno skarga na analogiczne przepisy trafiła do słoweńskiego sądu konstytucyjnego. Trudność znalezienia rozwiązania nie usprawiedliwia jednak rezygnacji z jego poszukiwania. Od 2011 r. w Kolegium ds. Służb Specjalnych działającym przy Radzie Ministrów* miały trwać prace nad propozycją reformy polskich przepisów regulujących tę materię. Jednak ich efekty są bardzo mizerne: dwie wersje założeń przedstawione w 2012 r. były powierzchowne i po prostu… za krótkie, jak na tak dużą i ważną reformę. Przy czym były to jedynie propozycje założeń. O projekcie konkretnych przepisów jeszcze nikt nie mówi.

Oczywiście debata publiczna o skali wykorzystywania naszych danych telekomunikacyjnych jest ważna. Niestety, coroczna publikacja danych zbieranych przez UKE wywoływała przede wszystkim dywagacje o tym, jak bardzo inwigilowanym narodem są Polacy. To pytanie, na które wciąż nie znamy odpowiedzi. Wiemy natomiast, że istnieje problem braku gwarancji chroniących obywateli przed możliwym nadużywaniem dostępu do ich danych telekomunikacyjnych – dostrzegają go nie tylko organizacje pozarządowe, ale też Rzecznik Praw Obywatelskich i Prokurator Generalny, a w nieformalnych rozmowach także sami przedstawiciele służb. Mamy nadzieję, że rząd* nie tylko go dostrzeże, ale również rozwiąże.

Wojciech Klicki

Informacje Urzędu Komunikacji Elektronicznej na temat statystyk zapytań o dane telekomunikacyjne w 2012 r.

Szczegółowe dane i porównanie dostępnych statystyk (wykresy)

* Sprostowanie: pierwotnie podaliśmy w tekście błędną informację, że za zmianę regulacji prawnych dotyczących retencji danych odpowiada MSW, podczas gdy projektem zmian zajmuje się Kolegium ds. Służb Specjalnych działające przy Radzie Ministrów.

Dodaj komentarz