Ustawa o jawności – runda druga

Artykuł

Ograniczenie zakresu jawności oświadczeń majątkowych do polityków i urzędników wydających decyzje oraz zmniejszenie obowiązków biurokratycznych dla organizacji pozarządowych chcących wpływać na kształt przepisów – to pozytywne zapowiedzi, które usłyszeliśmy podczas wczorajszego spotkania w sprawie ustawy o jawności życia publicznego. Jak pisaliśmy w naszej opinii wiele z propozycji zawartych w projekcie – zamiast wprowadzać jawność życia publicznego – zagraża prawu do prywatności np. szeregowych urzędników.

Cieszą nas niektóre zapowiedzi, jakie usłyszeliśmy podczas wczorajszego spotkania. Chcemy bowiem, by jawność oświadczeń majątkowych obejmowała jedynie te osoby, które podejmują ważne dla obywateli decyzje lub starają się o ich poparcie w wyborach. Nie widzimy natomiast podstaw, by „kontrola społeczna” obejmowała oszczędności życia czy kredyty wzięte przez osoby sprzątające w sądach lub pracujące w sekretariacie urzędu gminy.

Z satysfakcją przyjęliśmy też deklarację zmniejszenia obowiązków biurokratycznych nakładanych na organizacje chcące brać udział w procesie legislacyjnym. Popieramy koncepcję jawności źródeł finansowania organizacji pozarządowych - sami przejrzyście informujemy o tym, skąd mamy pieniądze na nasze działania. Niemniej wciąż krytycznie oceniamy propozycję wymuszającą na organizacjach ujawnienie informacji o tym, kto wspiera organizację darowiznami w wysokości przekraczającej 340 zł miesięcznie. Chodzi np. o udział w procesie legislacyjnym, kiedy – jak to często bywa – rząd nie przeprowadza konsultacji publicznych projektu. Pozostawienie pułapu wpłat na tym poziomie doprowadzi jedynie do ujawnienia danych osobowych darczyńców wspierających organizację np. o określonym profilu światopoglądowym, a nie do ujawnienia, kto stoi za organizacją i "zarządza nią z tylnego siedzenia". Efektem propozycji będzie osłabienie niezwykle istotnego dla funkcjonowania i niezależności organizacji pozarządowych finansowego wsparcia ich działalności przez osoby fizyczne.

Wczorajsze zapowiedzi to tylko ustne deklaracje Ministra Macieja Wąsika; czekamy na kolejną wersję projektu. Aktualne pozostają też inne zastrzeżenia zgłaszane do projektu, np. dotyczące instytucji sygnalisty, czy definicji informacji publicznej przetworzonej.

Wojciech Klicki

Komentarze

Urzędnicy "nieszeregowi" i politycy też mają prawo do prywatności. Dopóki nie udowodni im się przestępstwa, nikomu nic do tego, jak wygląda majątek ich oraz ich żon. Oświadczenia powinny być, ale tylko dla wspomnianych dwóch grup i objęte tajemnicą skarbową, sprawdzane tylko przez US.

Z tymi sekretariatami to bym się sprzeczała. Czasami na całe postępowanie potrafi wpłynąć "ustawiona" sekretarka, która złoży interesantowi nie kod końca ważną pieczęć lub powie, że podpis jest niepotrzebny, a pismo wyrzuci do kosza. To też potrafi wpłynąć na obywatela. Podobnie działy IT, które w systemie elektronicznym wyczyszczą złożone dokumenty za łapówkę. Jeżeli chodzi o sprzątaczki to tu faktycznie nie ma sensu wprowadzać oświadczeń majątkowych. PS. Wprowadzenie oświadczeń majątkowych dla Państwa to jedno, zaś ich publikacja to druga rzecz. Publikacja powinna dotyczyć tylko tak jak Fundacja pisze - tych najwyższych, ale jeżeli zostanie udowodniony wpływ na osobę typu sekretarka - taki oświadczenie też powinno zostać opublikowane z kompletem danych osobowych. Wtedy mniej wałów będzie kręcone.

"Pozostawienie pułapu wpłat na tym poziomie doprowadzi jedynie do ujawnienia danych osobowych darczyńców wspierających organizację np. o określonym profilu światopoglądowym, a nie do ujawnienia, kto stoi za organizacją i "zarządza nią z tylnego siedzenia". Efektem propozycji będzie osłabienie niezwykle istotnego dla funkcjonowania i niezależności organizacji pozarządowych finansowego wsparcia ich działalności przez osoby fizyczne."

Zgadza się, wtedy nikt nie zapłaci nawet najmniejszej kwoty bo będzie się bał, że jego dane będą się szwendać po internecie. A mojew dane nie są na sprzedaż lub do publicznej wiadomości.

W zupełności zgadzam się z tym, że każdy ale to każdy ma prawo do prywatności i tylko od jego własnej zgody powinno zależeć czy ujawnia sie jego dane majątkowe czy nie. Politycy rzucili ustawą i zrobiła się burza (zakładam, ze taki mógł być zamiar) a teraz "wspaniałomyślnie" wycofują się, ale tylko z części jej założeń a ludzie, których ona obejmie pozostaną wystawieni na jej pastwę. Rozumiem, że twórcy ustawy zagwarantują bezpieczeństwo obywatelom, których dotyczy ustawa i ich rodziną. Cos ostatnio w mediach przewinął sie wątek odradzania grup przestępczych żyjących z porwań dla okupu... Pewnie ich członkowie czekają na dane do analizy. Państwo ma służby, które mają prawo badać oświadczenia i jak ktoś kogoś podejrzewa albo ma dowody na przestępstwo niech to im zgłosi. Co w ludziach siedzi że popierają przepisy, które odzierają ludzi z podstawowych praw osobistych. To jest zła ustawa i powinna przepaść w czeluściach.

Nie pierwsza to zła ustawa tego rządu. Inwigilacja cudzoziemców bez zgody sądu to też podłość, ale protestów prawie nie było.

Dodaj komentarz