Co łączy Ubera i dopalacze?

Artykuł

Odpowiedź jest prosta – blokowanie. W nowym wydaniu wraca ono do lex Uber. Apetytu na blokowanie stron z dopalaczami nie traci też minister zdrowia.

Ustawa hazardowa jako niekończące się źródło inspiracji

Tydzień nie zaczął się dla nas przyjemnie: w poniedziałek dotarły do nas nie jedna, a dwie przykre wiadomości dotyczące blokowania Internetu. Pod koniec listopada mocno krytykowaliśmy pomysł ministra infrastruktury i budownictwa, który zaproponował blokowanie stron i aplikacji podmiotów oferujących pośrednictwo przy przewozie osób bez wymaganej licencji – chodzi o firmy takie jak Uber, stąd potoczna nazwa projektu: lex Uber. Miesiąc później Ministerstwo zadeklarowało, że odstępuje od tej propozycji. Okazuje się jednak, że była to deklaracja bez pokrycia: blokowanie nie zniknęło z opublikowanej w poniedziałek nowej wersji projektu, przepisy zostały jedynie przerobione na wzór blokowania w ustawie hazardowej. A zatem powstanie kolejny rejestr, w którym zgromadzone będą – i tutaj pojawia się istotna różnica w stosunku do przepisów ustawy hazardowej – nie tylko strony internetowe, ale także aplikacje mobilne, programy komputerowe, systemy teleinformatyczne i inne przekazy informacji, wykorzystywane do pośrednictwa przy przewozie osób niezgodnie z ustawą.

Mimo przemodelowania przepisów aktualne pozostają wszystkie nasze dotychczasowe wątpliwości, które jak mantrę powtarzamy przy okazji coraz liczniejszych pomysłów na blokowanie Internetu (polecamy nasz tekst: 10 powodów, dla których blokowanie Internetu to zły pomysł). W przypadku lex Uber mamy jednak nietypowe zagwozdki – jak będzie wyglądało blokowanie aplikacji mobilnych? Czym są „inne przekazy informacji”? Jakie informacje o nas, próbujących skorzystać z takich aplikacji, uzyska resort infrastruktury, a jakie operatorzy internetowi? Nowy projekt w ogóle tych wątpliwości nie rozwiewa.

Minister zdrowia troszczy się o ludzi, ale czy skutecznie?

Kolejny rejestr stron niedozwolonych powstanie na podstawie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii i obejmie strony oferujące dopalacze. W odpowiedzi na konsultacje, w których wzięliśmy udział, minister zdrowia pisze, że blokowanie stron oferujących dopalacze jest podyktowane troską o życie i zdrowie ludzi. Intencja słuszna, wykonanie marne. Ministerstwo w żaden sposób nie odniosło się do naszej obawy, że ogólnodostępna lista stron z dopalaczami przyniesie efekt odwrotny do zamierzonego – zamiast przyczynić się do skutecznego zwalczania handlu dopalaczami stanie się „książką telefoniczną”, punktem odniesienia dla wszystkich zainteresowanych ich zakupem, zwłaszcza młodych. Dla cyfrowych tubylców zainstalowanie VPN-a to nie problem – trzy kliknięcia i nielegalny środek jest już w drodze.

Im więcej ministerstw chce uzyskać uprawnienia do cenzurowania treści, tym szybciej wolny Internet staje się nierealnym marzeniem.

Karolina Iwańska

Wesprzyj naszą walkę o prawo szanujące wolność i prywatność. Wpłać darowiznę na konto Fundacji Panoptykon i przekaż nam 1% podatku (KRS: 0000327613).

Dodaj komentarz