Dane dłużników na wyciągnięcie ręki. Opiniujemy projekt Ministerstwa Sprawiedliwości

W skrócie
element dekoracyjny

Ministerstwo Sprawiedliwości chce, żeby każdy, kto ma dostęp do Internetu, mógł w łatwy sposób sprawdzić, czy interesująca go osoba jest w trudnej sytuacji finansowej. Nie będzie do tego wymagane spełnienie żadnych formalności, a dane o zadłużonych zostaną w Krajowym Rejestrze Zadłużonych (bo o nim mowa) na długo po tym, jak uporają się oni ze swoimi kłopotami.

Do prowadzonego w Internecie rejestru miałyby trafiać m.in. informacje o osobach, które ogłosiły upadłość konsumencką, i tych, które zalegają z płaceniem alimentów. Dzisiaj, jeśli dysponujemy tylko imieniem i nazwiskiem osoby, której wypłacalność chcemy sprawdzić, możemy to zrobić tylko osobiście, w sądzie rejonowym. Do sprawdzenia informacji o dłużniku przez stronę internetową Ministerstwa Sprawiedliwości konieczne jest dysponowanie numerem wpisu do rejestru. Istniejące obecnie ograniczenia zwiększają prawdopodobieństwo tego, że informacji o dłużnikach zasięgają tylko osoby, którymi kieruje coś więcej niż niezdrowa ciekawość. Jeśli wejdzie w życie propozycja Ministerstwa Sprawiedliwości, ogromny zakres danych o dłużnikach, m.in. imię i nazwisko, PESEL czy adres zamieszkania, będzie dla każdego na wyciągnięcie ręki. Dodatkowo dane te miałyby być udostępniane nawet do 10 lat od zakończenia postępowania upadłościowego.

Niczym nieograniczony, powszechny dostęp do rejestru może sprawić, że osoby, które znalazły się w trudnej sytuacji finansowej, a które aktywnie próbują spłacić swoje zaległości, zostaną dodatkowo napiętnowane. Świadomość, że każdy – zarówno potencjalny kontrahent, ale też ciekawski sąsiad, przyszły pracodawca czy pracownik banku – będzie mógł bez wychodzenia z domu czy biura z łatwością sprawdzić dane zadłużonego, może przyczynić się do zahamowania wzrostu liczby zgłaszanych upadłości i utrudnić przezwyciężenia kłopotów finansowych.

Niezwykle długi okres udostępniania danych może z kolei mieć negatywny wpływ na reputację i przyszłe zobowiązania dłużnika. W wielu przypadkach dane o prowadzonych postępowaniach będą widoczne w rejestrze na długo po tym, jak sytuacja finansowa dłużnika ulegnie znacznej poprawie. Nietrudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym bank wykorzysta takie informacje do scoringu kredytowego, a kontrahenci będą nieufnie podchodzili do wchodzenia w relacje z osobą, która w przeszłości – choćby odległej – mierzyła się z problemami finansowymi.

Wszystkie te wątpliwości przedstawiliśmy w wysłanej do Ministerstwa Sprawiedliwości opinii. Apelujemy w niej o wprowadzenie ograniczeń w dostępie do rejestru na wzór już funkcjonujących rozwiązań – choćby poprzez konieczność uprzedniego złożenia wniosku czy też możliwość internetowego wyszukania danej osoby wyłącznie po numerze wpisu do rejestru. Liczymy na to, że Ministerstwo uwzględni nasze uwagi w dalszych pracach nad projektem.

Karolina Iwańska

Komentarze

Ale o co chodzi? Że w końcu wierzyciel dostanie jakieś realne narzędzie dzieki któremu będzie mógł ocenić z kim nie robić interesów? Czy że sąsiedzi w końcu się dowiedzą kto nie płaci za czynsz i za kogo oni się co miesiąc zrzucają?

Długi trzeba oddawać a pieniądze pożyczać z głową. Jak ktoś tego nie robi to ponosi konsekwencje swojej lekkomyślności. Uczciwym i rozsądnym ludziom to nie przeszkadza.

Realne narzędzia, o których Pan mówi, istnieją i obecnie, ale trzeba się pofatygować w tym celu do sądu. Takie rozwiązanie pozwala na ograniczenie kręgu osób, które sprawdzają dane dłużników do tych, które mają ku temu rzeczywiście ważny powód (np. potencjalni kontrahenci, wierzyciele), a zniechęca tych, którzy sięgną po takie dane ze zwykłej ciekawości czy żeby jakoś te informacje wykorzystać. Naszym zdaniem nieograniczony dostęp do rejestru przez Internet spowoduje niepotrzebną, dodatkową stygmatyzację osób, które - czasami nie ze swojej winy - wpadły w kłopoty finansowe, a przez ogłoszenie upadłości (która przecież wiąże się ze znacznym ograniczeniem zdolności do zawierania umów i koniecznością ustalenia planu spłaty wierzycieli) w dobrej wierze próbują wywiązać się ze swoich zaległości. Czy mamy ich z tego powodu dodatkowo karać?

To nie jest karanie tych osób tylko zapewnienie bezpieczeństwa obrotu gospodarczego osób które chcą z nimi wejść w jakieś kontakty, czy to gospodarcze, czy to towarzystkie. Nie będę chodził do sądu sprawdzać każdego sąsiada z klatki schodowej, bo zapewne nie wykażę interesu prawnego ani faktycznego do zapoznania się z rejestrem, natomiast chętnie dowiem się który sąsiad nie płaci czynszu przez internet, żeby tak zwyczajnie po ludzku przestać mówic mu dzień dobry na klatce - bo oszukuje mnie oraz wszystkich innych którzy ten czynsz płacą.

To się nazywa normalna sytuacja, a nie to że dłuzników się ukrywa, po to tylko żeby przypadkiem nie spotkała ich jakaś dodatkowa wyimaginowana krzywda, bo przecież już i tak są tacy pokrzywdzeni.

Obecnie funkcjonujący rejestr jest jawny, może Pan zasięgnąć informacji, czy dana osoba w nim figuruje bez wykazywania interesu. Kolejny problem - co w sytuacji, gdy ktoś już przezwycięży swoje problemy finansowe, spłaci długi i będzie terminowo spłacał kolejne zobowiązania. Zgodnie z projektem, dane będą ujawniane w rejestrze nawet do 10 lat po zakończeniu postępowania. Czy uzasadnione jest piętnowanie osób, które miały w przeszłości kłopoty? Zajmując stanowisko w różnych sprawach, staramy się brać pod uwagę wszelkie sytuacje i scenariusze i apelować o wprowadzanie gwarancji, które chronią prawa obywateli. Naszym zdaniem obecny schemat funkcjonowania rejestru dłużników niewypłacalnych dobrze wyważa z jednej strony interesy wierzycieli i potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa obrotu i z drugiej - ochronę dłużników przed dodatkową stygmatyzacją często uniemożliwiającą przezwyciężenie kłopotów finansowych i spłatę zobowiązań. A to ostatnie chyba leży w interesie obu stron :)

Art. 11 pkt 2 i kolejne - 10 lat ujawniane są dane gdy ktoś zobowiązania nie płaci. Gdy zawrze układa w ramach postępowania upadłościowego lub gdy spłaci wcześniej niespłacone zobowiązanie to dane przestają byc ujawniane po 3 latach (układ) albo niezwłocznie po spłacie zobowiązania (komornik itp.).

Czyli nie ma strachu - 10 lat tylko dla tych którzy w ogóle nie chcą płacić i mają wierzycieli w nosie. Wydaje się to być rozsądnym podejściem.

Pewnie, ma Pan rację - te rozróżnienia odnośnie czasu udostępniania danych są widoczne w naszej opinii, ale 3 lata (najkrótsza opcja) to mimo wszystko też długi okres, prawda? A z drugiej strony - brak spłaty zobowiązania nie oznacza chyba, że na przestrzeni 10 lat sytuacja dłużnika nie może się diametralnie zmienić i że zacznie on przykładnie płacić swoje zobowiązania? Jeszcze raz powtórzę argument o wyważaniu praw i przewidywaniu różnych sytuacji.

Nie, trzy lata to w sam raz. W końcu jeśli ktoś w ramach postepowania układowego zostaje zwolniony z zapłaty części swoich zobowiązań, to ktoś inny kto chce wejść z nim w jakieś kontakty gospodarcze ma prawo o tym wiedzieć - że ta osoba już przynajmniej raz swoich zobowiązań nie spłaciła. I posiadając już tą pełną wiedzę świadomie zdecydować - czy chce z taką osobą interesy robić, czy też jednak nie chce.

Proszę też nie przesadzać z tą stygmatyzacją bo to jest fikcja. W kraju w którym mamy miliony dłużników którzy nie płacą pieniędzy na utrzymanie swoich własnych dzieci, co w mojej ocenie jest jednym z największych świństw jakie można robić, jakoś nikt ich nie stygmatyzuje, a co więcej rodzina, pracodawcy i koledzy im pomagają. Stygmatyzacja to wymysł, a jeśli już nawet jakaś minimalna się pojawi, to najwyższa pora zacząć społeczeństwo uczyć, że długi się spłaca, a nie czynić z unikania płacenia sztukę cnotę jak ma to miejsce obecnie.

Czasami ciśnie mi się pytanie: CZY ONI ROBIĄ TO CELOWO, Czy celowo chcą wszystkich uczynić osobami publicznymi by problem prywatności pozornie przestał istnieć???

Nie mam zadnych dlugow, ale nigdy by mi nie przyszlo do glowy, by tworzyc takie, otwarte dla kazdego przez Internet, rejestry. Publiczne roztrzasanie prywatnych spraw innych ludzi jest niedopuszczalne (takze spraw dlugow czy spraw mieszkaniowych), i nie chodzi tu o jakies "stygmatyzacje". Po prostu jesli ktos splacil swoje dlugi, to nie widze powodu, by to upubliczniac az trzy lata (wystarczy 1 rok). I w zadnym wypadku nie dawac dostepu przez Internet.

A jesli chodzi o sasiadow nieplacacych czynszu, to trzeba po prostu zalegalizowac wyrzucanie na bruk po nieplaceniu czynszu przez 3 miesiace i nie trzeba bedzie tworzyc zadnych idiotycznych rejestrow. To brutalne, ale sprawiedliwe.

Jesli nie zaplace rachunku w restauracji to nikt sie nie roztkliwia ze "kazdy ma prawo do wyzywienia" itd. Nie placisz - wylatujesz, a rozwiazaniem sa organizacje charytatywne i schroniska dla bezdomnych.

Mam wątpliwości, czy na "ostatniej prostej" ścieżki legislacyjnej nie zostanie dodany tzw. akapit podpunktu przypisu do artykułu zawierający myśl, "że w szczególnie uzasadnionych okolicznościach, na podstawie poufnej decyzji, odpowiedni sąd będzie mógł wyłączyć osobę z jawnej części rejestru..." .
Patrząc się na bezprawie toczące scenę polityczną i tworzenie prawa pod konkretne osoby, tego bym nie wykluczał.

Stygamatyzowanie ludzi, którzy z problemem wypłacalności się zmierzyli i próbują odbudować życie uważam za "niedźwiedzią przysługę" to tylko utrudni wyjście na prostą i zdecydowanie zniechęci do całego procesu upadłościowego.

Do Jurka - takie podejście "entuzjasty" lubi się mścić. Zalecam zapoznać się z serialem "Black Mirror" by zobaczyć do czego takie transakcyjne podejście do ludzkich relacji prowadzi.

Ministerstwo i inne Urzędy zapominają o platformie ePUAP. Niech taki czy inne rejestry będą jawne i łatwo dostępne, ale tylko po zalogowaniu do ePUAP, uniknie się w ten sposób anonimowego ich przeglądania.

To by miało sens, gdyby taki dłużnik w swoim ePUAPie widział, jakie osoby sprawdzały jego zadłużenie. Wówczas byłaby informacyjna równowaga - lepsze to niż nic.

Dodaj komentarz