Internet wie, co robisz

Artykuł

"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej", stwierdził kiedyś Albert Einstein. W pewności co do drugiej na pewno utwierdziłoby go zajrzenie do Internetu. Dowody nietrudno znaleźć na portalach społecznościowych.

O ich zebranie pokusił się portal We know what you're doing. Jego twórca, Callum Haywood, opublikował publiczne wpisy z facebookowych profili różnych internautów i podzielił je na cztery kategorie: Kto chce być wyrzucony z pracy?, Kto ma kaca?, Kto bierze narkotyki? oraz Kto ma nowy numer telefonu?

Strona, traktowana przez jej założyciela jako rodzaj eksperymentu, szybko zyskała na popularności. Co tam znajdziemy? Serię wpisów od osób, które nienawidzą swoich szefów, publicznie skarżą się na kaca, dzielą się upodobaniem do marihuany i nowymi numerami telefonów. A najciekawsze jest to, że w żadnym z tych przypadków nie możemy mówić o naruszeniu prywatności. Wszystkie informacje pochodzą od użytkowników, którzy sami zdecydowali się je upublicznić na Facebooku. 

18-letni twórca strony wyjaśnia, że ma ona na celu uświadomienie ludziom problemów, jakie powstają, gdy publikują na Facebooku tego typu informacje bez odpowiednich ustawień prywatności. Osoby, których wpisy znajdują się na stronie, najprawdopodobniej nie zdają sobie sprawy z tego, że to, co zamieszczają jako "publiczne" może przeczytać absolutnie każdy, a Facebook z przyjemnością przekaże te informacje innym stronom internetowym - dodaje Haywood.

Właśnie dlatego warto zwrócić uwagę na ciąg dalszy nagłówka "Wiemy co robisz...". Brzmi on bowiem: "...i uważamy, że powinieneś przestać". Pod takim apelem chętnie się podpisujemy.

Barbara Gubernat

Więcej na ten temat:

wp.pl: Uważaj, co wypisujesz na Facebooku

Huffington Post: 'We Know What You're Doing' Showcases All The Facebook Updates You Shouldn't Make Public

Komentarze

 Witam,zwróciła Pani uwagę na pewien aspekt "altruistycznych" działań niektórych podmiotów (nomen omen!) "działających w sieci". IMO określenie to charakteryzuje ich rzeczywisty "profil działania".Obecnie na wielu (w tym krajowych) serwisach można zderzyć się z monitami zachęcającymi użytkownika do przyłączenia się do serwisów typu "cloud". Producentów: oprogramowania, sprzętu, systemów, itp. Umożliwiają oni: gromadzenie niemal wszystkiego, (czasami) obustronną komunikację, interakcję :o, itd.Usługa (typowa dla działań korporacyjnych, w wyizolowanej sieci korporacyjnej i z założenia, mająca chronić przede wszystkim interesy korporacji (!)) upowszechniana jest obecnie "za darmo". Ale nie "na darmo". ;)Ludzie "z branży" wiedzą po co i dlaczego. Oraz znają... potencjalne skutki. A wszystko odbywa się "za zgodą" (czy jednak świadomego ?) użytkownika. Nie tak dawno jeden z producentów (popularnych) aktywnych urządzeń sieciowych (wobec protestów i negatywnych opinii publikowanych na forach) musiał przyznać, że przesadził ze swoją nieodpłatną, automatyczną opieką rodzicielską. ;) Realizowanej właśnie za pośrednictwem usługi "cloud". :/Dlatego uważam, że apelowanie (do rozsądku) ma zawsze sens. Czy jest skuteczne ? Rzadko.Kiedyś łapiąc ryby obowiązywała zasada, że "robak nie powinien być mniejszy od haczyka".Dziś... bywa, że hak "goły", a na "efekt" łowów nie trzeba długo czekać. :D  Pozdrawiam - J. 

Dodaj komentarz