Monitoring wizyjny - główny temat tegorocznego Dnia sprzeciwu wobec inwigilacji

Artykuł

Głównym tematem tegorocznego Międzynarodowego Dnia Sprzeciwu Wobec Inwigilacji jest w Polsce monitoring wizyjny. Oczywiście technik i narzędzi wykorzystywanych obecnie do nadzorowania i inwigilowania społeczeństwa jest wiele i jesteśmy przekonani, że wszystkie zasługują na uwagę. Dlaczego zatem w tym roku postanowiliśmy skupić się właśnie na kamerach?



W Polsce monitoring wizyjny rozwija się dynamicznie. Warszawa wiedzie tu niechlubny prym, jednak kamery w coraz szerszym zakresie są wykorzystywane w całej Polsce, nie tylko największych miastach, ale coraz częściej w również mniejszych miejscowościach. Jednocześnie brakuje poważnej dyskusji na temat konsekwencji masowego wykorzystywania tego narzędzia. W niektórych krajach europejskich debata publiczna o nowych sposobach kontroli nad społeczeństwem trwa od lat. W tym kontekście monitoring wizyjny bywa przedstawiany jako współczesne wcielenie panoptykonu czy doskonałe narzędzie Wielkiego Brata.

Oczywiście w takich prostych odwołaniach drzemie wiele uproszczeń, jednak można się chyba zgodzić, że sama idea kontrolowania ludzi poprzez śledzenie i nagrywanie ich zachowań (bądź sugerowanie, że ma to miejsce) – oparta na założeniu, że każdy z nas jest potencjalnym podejrzanym i dlatego warto wszystkich mieć na oku – z punktu widzenia ochrony takich wartości jak wolność i prywatność powinna budzić zainteresowanie.

Tymczasem o monitoringu wiemy jako społeczeństwo bardzo niewiele. W przestrzeni publicznej bardzo trudno znaleźć rzetelne informacje na temat jego działania. Czasem wspomina się o przypadkach nadużyć, próżno jednak szukać bardziej systemowej refleksji na ten temat. Zwykle słyszymy te same mity i slogany, które stwarzają wrażenie, że panuje powszechna zgoda co do tego, że monitoring wizyjny daje nam same korzyści. Niestety wiele z tych twierdzeń ma niewiele wspólnego z rzeczywistością, warto zatem przyjrzeć się im bliżej.

Monitoring wizyjny wpływa na spadek przestępczości, dzięki czemu jest bezpieczniej.
Prowadzone w Polsce i zagranicą badania nie potwierdzają związku między liczbą kamer w przestrzeni publicznej a poziomem przestępczości. Większy wpływ na przestępczość ma sytuacja demograficzna czy ekonomiczna. Albo chociażby... oświetlenie ulic.


Na stronie internetowej warszawskiego Zakładu Obsługi Systemu Monitoringu czytamy: „Skuteczność monitoringu wizyjnego w walce z przestępczością nie budzi żadnych wątpliwości. Według danych z Komendy Stołecznej Policji, w miejscach objętych monitoringiem, po zainstalowaniu kamer przestępczość spadła o 50-60%”. Tyle tylko, że statystyki policyjne nie są wiarygodnym narzędziem weryfikowania skuteczności działania monitoringu. I to z co najmniej kilku powodów.

Nie chodzi tu tylko o wiarygodność takich statystyk, ale przede wszystkim o to, że obejmują jedynie one przestępstwa zarejestrowane przez policję oraz nie uwzględniają wpływu innych czynników. Jeżeli wskaźniki przestępczości spadają w całym mieście i kraju, to czy uprawnione jest twierdzenie, że na danej ulicy spadają one właśnie ze względu na kamery? Wydaje się, że nie, jednak takie wnioski przedstawiane są społeczeństwu. Do tego dochodzi problem przemieszczania się przestępczości: przestępcy ograniczają swoją działalność w bliskim sąsiedztwie kamer  – przenoszą się nieco dalej, ale nie rezygnują ze swoich działań. Doświadczeni wiedzą zresztą doskonale, jak unikać oka kamery. Przypadkowy wandal czy pijany rowerzysta dadzą się może dzięki niemu namierzyć, ale poważni przestępcy raczej nie.

Bardzo rzadko mówi się też o tym, jak wiele problemów może rodzić samo korzystanie z nagrań z kamer monitoringu. I nie chodzi tu tylko o słabą jakość wielu z nich. Wbrew pozorom identyfikacja człowieka na podstawie nagrań wcale nie jest sprawą prostą i oczywistą (utrudnia to m.in. montowanie kamer na większej wysokości): zdarzają się błędy i pomyłki. Oczywiście pojawiają się nowe rozwiązania technologiczne ułatwiające i automatyzujące identyfikację, jednak rozwój takich narzędzi rodzi kolejne potencjalne problemy: z jednej strony, zagrożenie inwigilacją, z drugiej, uleganie złudzeniu nieomylności technologii.

Monitoring wizyjny jest tani, więc jego stosowanie się opłaca.

Zakup jednej czy kilku kamer to rzeczywiście niewielki koszt. Jednak w skali miasta czy kraju działanie monitoringu pochłania ogromne sumy. W Warszawie roczne utrzymanie jednej miejskiej kamery kosztuje ponad 37 tysięcy złotych! Takich kamer jest w mieście kilkaset, a prywatnych - tysiące. Płacimy za to wszyscy.


Niestety trudno nawet oszacować, ile właściwe pochłania funkcjonowanie samego miejskiego monitoringu w Warszawie. W budżecie na 2010 rok: 2,5 mln zł przeznaczono na rozbudowę systemu w tym roku, natomiast 13,7 mln zł – na jego utrzymanie. Jednak z pewnością nie są to wszystkie koszty, ponieważ wydatki na monitoring rozproszone są w różnych pozycjach budżetowych. Brak transparentności sprawia, że właściwie nie wiemy, ile płacimy za wykorzystywanie kamer przez publiczne instytucje. Na temat wydatków przeznaczanych na ten cel przez podmioty prywatne – co przecież również znajduje odzwierciedlenie w płaconych przez nas rachunkach – możemy snuć jedynie przypuszczenia.

Jedno jest natomiast pewne: globalnie wykorzystywanie monitoringu sporo kosztuje, co przekłada się oczywiście na zyski sektora bezpieczeństwa. Fakt, że na monitoringu i innych systemach wykorzystywanych do inwigilacji można nieźle zarobić, wydaje się zresztą jednym z podstawowych impulsów do ich rozwoju. Warto przy tym zwrócić uwagę, że upowszechnianie się monitoringu datuje się w krajach Europy Zachodniej od lat 90. XX w., co wielu wiąże z zakończeniem zimnej wojny i konieczności przeorientowania działalności sektora bezpieczeństwa na działania wewnętrzne.

Oczywiście podstawowym narzędziem wykorzystywanym do generowania popytu na produkty mające zapewniać bezpieczeństwo jest żerowanie na naszym strachu: przed przestępczością, imigrantami, nieporządkiem. Niestety również zamachy w Nowym Jorku, Londynie i Madrycie zostały wykorzystane zostały wykorzystane przez rządy – do zwiększenia kontroli nad swoimi obywatelami, a przez firmy z sektora bezpieczeństwa – do pomnożenia zysków.

Monitoring wizyjny nie szkodzi nikomu, kto nie ma nic do ukrycia.
Kamery są bardzo często wykorzystywane po prostu do podglądania przypadkowych osób (np. młodych kobiet). A przybywa ich w takim tempie, że jesteśmy śledzeni już niemal na każdym kroku, obserwowani nawet tam, gdzie najmniej się tego spodziewamy.

 
Monitoring wizyjny stwarza możliwość bezkarnego podglądania innych ludzi. Zwłaszcza, że kamery bywają montowane w toaletach, przebieralniach, przymierzalniach, salach szpitalnych. Czasami oficjalnie czy półoficjalnie, a czasami zupełnie bez naszej wiedzy. Od czasu do czasu nagrania dokumentujące takie praktyki przedostają się do mediów, budząc święte oburzenie. Z pewnością jest to jednak czubek góry lodowej, a większość tego typu praktyk pozostaje nieujawniona.

Czy jednak tylko w naruszeniach naszej sfery intymnej tkwi problem? Czy w przestrzeni publicznej nie mamy już prawa do prywatności? Rzeczywiście możemy spotkać koncepcje, które prywatność wiążą ściśle z przestrzenią domu. Wydaje się jednak, że to podejście jest dość ułomne. Zróbmy prosty eksperyment myślowy: jak ocenilibyśmy zachowanie osoby, która bez pytania nas o zgodę śledzi nas w przestrzeni publicznej: codziennie chodzi za nami krok w krok i nagrywa każdy nasz ruch? Pewnie wiele osób nie czułoby się w tej sytuacji komfortowo. Dlaczego zatem nie przeszkadza nam obecność kamer monitoringu? Przecież integracja zapisów z poszczególnych kamer może dać w praktyce efekt bardzo podobny do fizycznego śledzenia, zwłaszcza że liczba kamer i techniczne możliwości ich wykorzystywania wciąż rosną.

Odpowiednie instytucje dbają o to, by monitoring był wykorzystywany tylko w słusznych celach.
Niestety wciąż nie ma w Polsce kompleksowej regulacji prawnej, która określałaby zasady działania monitoringu i ograniczała samowolę tych, którzy go z niego korzystają. Przypadki nadużyć i wycieków są coraz częstsze, a my jesteśmy wobec nich właściwie bezbronni.

 
Przepisy dotyczące monitoringu wizyjnego są w Polsce bardzo fragmentaryczne. Niektóre aspekty jego funkcjonowania są rzeczywiście uregulowane. Mamy np. przepisy dotyczące wykorzystywania kamer podczas imprez masowych oraz uregulowania dotyczące działań określonych służb wykorzystujących w swojej pracy to narzędzie (np. straży gminnych). Chociaż i tutaj znaleźć możemy wiele luk, nierozwiązanych problemów oraz rozwiązań, które mogą budzić zastrzeżenia z punktu widzenia ochrony prywatności.

Jednak największym problemem jest brak regulacji prawnych, które nakładałoby odpowiednie ograniczenia na wszystkie podmioty korzystające z monitoringu. W praktyce mamy zatem wolną amerykankę: z kamer monitoringu może korzystać właściwie każdy i właściwie, jak chce. Nie wiemy, gdzie i kiedy jesteśmy nagrywani, nie wiemy, co się dzieje z nagraniami, jak długo są przechowywane i kto ma do nich dostęp.

Monitoring wizyjny to standard we współczesnym mieście, wyraz nowoczesności, od którego nie ma odwrotu.

To nieprawda. Nie wszystkie miasta w Europie są jak Londyn, gdzie działa około pół miliona kamer. My również nie musimy iść tą drogą. To tylko kwestia wiedzy, jak skutecznie dbać o bezpieczeństwo w mieście, i odważnej decyzji, by zacząć inwestować w to, co rzeczywiście służy społeczeństwu, a nie tylko firmom zarabiającym na inwigilacji.


Monitoring wizyjny funkcjonuje we wszystkich europejskich krajach, ale skala i sposób jego wykorzystania jest bardzo różna. W niektórych właściwie nie wykorzystuje się go w otwartej przestrzeni publicznej, w innych rozwojowi systemu monitoringu towarzyszy społeczna dyskusja dotycząca wad i zalet stosowania tego typu rozwiązań. Taka debata jest również potrzebna w Polsce, a punktem wyjścia powinno być założenie, że wykorzystywanie na masową skalę kamer jako narzędzia nadzoru nie może się obejść bez skutków ubocznych.

Powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że dynamiczny rozwój monitoringu wizyjnego generuje wiele nowych ryzyk (np. nadużyć, wycieków, naruszeń sfery intymnej), z pewnością nie pozostaje również bez wpływu na funkcjonowanie społeczeństwa. Warto stawiać sobie pytania o to, jak zmienia on nasze życie i jak będzie wpływać na życie pokoleń oswajanych z nadzorem kamer od samego początku: w przedszkolu, szkole, miejscu pracy itd. Warto zacząć poważnie rozmawiać o wadach i zaletach wykorzystywania monitoringu.

Komentarze

Sam monitoring nie jest problemem, ponieważ przepis mówi że musi być oznaczony, tzn musi być kartka informacyjna, jest pytanie kto i w jakim celu moze go przeglądać, czy pan x-siński może wybrać się do sklepu do kolegi i oglądać zapisy z monitoringu, w sumie nic nikt nie może za to zrobić, w takim razie inne służby też mogą to robić, nie chcesz żeby ktoś analizował co kupujesz, widzisz kartke monitoring nie wchodz, lub olej, w sumie i tak kupujesz parówki więc niech ktoś analizuje jak ma to dla niego znaczenie, w sumie jest inne pytanie, ponieważ dostępność środków technicznych jest tak wielka, a technika tak zaawansowana, że istnieje groźba że ktos zrobi nam elektroniczką klatkę z mieszkania, w sumie jak już wiemy policja dysponuje takimi urządeniami jak xaver, które daje możliwość tworzenia obrazu przez ściany, dodatkowo przy pomocy kompletu czujników umieszczanych w ścianach może tworzyć 3 - wymiarowy obraz wewnątrz pomieszczenia skłądając na komputerze ( termowizja / ultrasonografia ), w sumie jest pytanie czy tak daleka technika nie doprowadzi do sytuacji, kiedy w pewnej chwili okaże się że jesteśmy szczurkami doświadczalnymi w elektronicznej klatce, gdzie nasza toaleta będzie głównym pt zainteresowania inwigilujących, mimo że to prawie nierealna wizja, biorąc pod uwage prawo od prywatności, jakie gwarantuje nam deklaracja praw człowieka, to jednak możliwoście techniczne dają możliwość permanentnej inwigilacji, w której człowiek zostaje obiektem, z tąd już tylko krok, do stworzenia np: psychologicznego systemu sterowania, w którym na obiekt inwigilowany, ktoś będzie oddziaływał przy pomocy ściśle określonych, wcześniej wyuczonych komend. Ale to już prawienierealna wizja psychologicznych obozów koncentracyjnych,

Niestety prawo nie przewiduje obowiązku informowania o tym, że dana przestrzeń jest monitorowana za pomocą kamer. Taki obowiązek można by próbować wyinterpretować z ustawy o ochronie danych osobowych, ale - biorąc pod uwagę praktykę - byłaby to interpretacja bardzo życzeniowa. To, że np. w niektórych sklepach można trafić na tabliczki z informacją w stylu "obiekt monitorowany" nie jest wynikiem realizacji jakiegoś konkretnego prawnego obowiązku ani jest wyrazem poszanowania prywatności klientów. Jest to raczej wyraz przekonania, że to pomoże odstraszyć potencjalnych złodziei. A to, że gdzieś takiej informacji nie ma, nie oznacza, a nawet nie uprawdopodabnia, że dana przestrzeń nie jest monitorowana. 

Oko kamery jest dla mnie widoczne, mam uczucie permanentnej inwigilacji! Mógł tak zamontować kamerę bym jej nie widział a żeby widziała ewent. włamywaczy. Co robić? Komu zgłosić? Przestałem korzystać i z tarasu i z ogródka - fragmentów które obejmuje kamera? Kto może to sprawdzić? Policja? prokurator? Jestem osobą prywatną.

Niestety nie ma jednej, prostej odpowiedzi. Pewnie najlepszym rozwiązaniem byłoby przekonanie sąsiada, by zrezygnował z kamery. Jeśli jednak opcja dogadania się nie istnieje, można rozważyć skierowanie do sądu cywilnego pozwu o ochronę dóbr osobistych. To jednak wymaga sporej determinacji. Dlatego wcześniej warto zwrócić się ze skargą do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. W tym przypadku można argumentować, że sąsiad w sposób bezprawny przetwarza dane osobowe.

Dodaj komentarz