Pierwsza rodzina, czyli kilka słów o naszych obsesjach w świecie Beksińskich

Artykuł

Film Ostatnia rodzina przypomina uplecione ze scen z życia pięcioosobowej rodziny reality show, którego uczestnicy po kolei odpadają z gry. Oglądając tę prostą, choć niezwykłą historię, z bliska obserwujemy obsesje, które rządziły codziennym życiem Zdzisława Beksińskiego i jego rodziny. Trudno oprzeć się wrażeniu, że te same obsesje na wskroś przenikają dziś naszą rzeczywistość. Być może to jeden z powodów, dla których debiutancki film Jana P. Matuszyńskiego robi wrażenie.

1

Ojciec (Zdzisław – malarz) to entuzjasta technicznych nowinek, który chętnie sięga po kolejne gadżety. Dzięki nim może monitorować swoje zdrowie, ale też – przede wszystkim – rejestrować codzienne życie rodziny; zarówno ważne wydarzenia, jak i te prozaiczne, których przecież także nie może zgubić: uwijanie się żony w kuchni (Zofia – matka Polka), wybuchy złości syna (Tomasz – dziennikarz muzyczny i tłumacz), wspólne rozmowy. Dba również o to, by samemu znaleźć się w obiektywie kamery. Chętnie staje przed lustrem i nagrywa swoje odbicie.

Jego syn ucieczki od szarych realiów codziennego życia szuka w wirtualu popkultury.

Czy to wszystko nie wydaje się dziwnie znajome?

2

Przymus rejestrowania codzienności, żądza podglądania, potrzeba nieustannego kontrolowania sytuacji, obsesja na punkcie bezpieczeństwa. Te pragnienia są stare jak człowiek, jednak rozwój nowych technologii podsuwa nam dzisiaj kolejne możliwości ich zaspokojenia.

Nawet jeśli sami im nie ulegniemy, nie oznacza to, że nasze życie będzie od nich wolne. Bo stopniowo przestają one być naszym indywidualnym wyborem, a stają się jedynym możliwym sposobem na życie. Nie sposób uciec od kamer monitoringu w pracy, w autobusie czy na ulicy, od selfie i postów na Facebooku, od osiedli i sklepów pod ciągłym nadzorem, od nagrań z telefonów czy rejestratorów samochodowych publikowanych w Internecie, od aplikacji śledzących aktywność w sieci, przemieszczanie się czy parametry ludzkiego ciała, od widoku oczu wbitych w ekran smartfona.

3

Możemy w filmie obejrzeć scenę, w której Zdzisław przyznaje się do nagrywania innych nawet wówczas, gdy ci nie zdają sobie z tego sprawy. Wkrótce sam dowiaduje się, że w trakcie tworzenia obrazów jest podglądany przez sąsiada. Ten robi to pewnie ze zwykłej ludzkiej ciekawości, ale Beksiński i tak wydaje się poruszony. Nie życzy sobie nieproszonych obserwatorów, którzy sami ustalają zasady gry. Zasuwa rolety w swojej pracowni.

Akcja filmu właściwie zamyka się w mikrokosmosie służewieckich mieszkań: Zbigniewa i Zofii oraz Tomasza. To pierwsze z czasem coraz bardziej poddaje się potrzebie bezpieczeństwa i kontroli malarza: kamera w domofonie, wzmacniane drzwi, dodatkowe zamki. Jak wiedzą jednak wszyscy, którzy znają tragiczną historię rodziny Beksińskich, te zabezpieczenia nie uchronią go przed ironicznym wyrokiem losu.

4

Ostatnia rodzina nie powstałaby bez archiwizacyjnej pasji Beksińskich: bez tych wszystkich nagrań wideo, dzienników fonicznych, listów. A przynajmniej nie w takiej formie, jaką możemy obejrzeć teraz w kinach. Wyzwaniem mógł być raczej – i to znowu znak czasów, w których żyjemy – nadmiar danych niż ich niedobór.

Czy Zbigniew Beksiński byłby szczęśliwy i dumny z tego, że jego archiwum zyskało zupełnie nowe życie, że dzięki temu może wciąż na nowo poruszać i fascynować odbiorców? Bardzo możliwe.

Ale jak na podglądanie życia swojej rodziny zareagowałaby Zofia?

Małgorzata Szumańska

Dodaj komentarz