Płać podatki, kupuj bilety i daj się nadzorować

Artykuł

Od początku tego roku w Warszawie obowiązuje tzw. Karta warszawiaka. Daje ona uprawienia m.in. do tańszych biletów miejskich. Osobami, które mogą uzyskać kartę, są mieszkańcy i mieszkanki Warszawy rozliczający podatek dochodowy w stolicy. Zgodnie z danymi wskazywanymi przez ratusz podatek PIT stanowi 1/3 dochodu miasta. Zniżki związane z kartą mają stanowić zachętę do płacenia podatków w stolicy. Ratusz uważa również, że Karta warszawiaka nie tylko zwiększy wpływy do budżetu, ale i przysłuży się budowie lokalnej tożsamości.


Jednak karta wywołuje ogromne emocje. Przede wszystkim zniżki przysługujące z jej tytułu wcale nie są duże. Stanowią „zniżki od podwyżek”, jako że jednocześnie ratusz podjął decyzję o podwyżce cen biletów na komunikację miejską. Jak pisze Joanna Erbel (aktywistka zaangażowana w walkę przeciwko podwyżkom cen biletów) – znaczenie karty, w kontekście budżetów gospodarstw domowych i samego miasta, może być minimalne i symboliczne.

Karta warszawiaka jest przejawem praktyk władz, w których dzieli się ludzi na lepszych i gorszych. Michał Bilewicz podkreśla, że „wystarczy wmówić ludziom jakieś nieistotne kryterium (np. wysocy contra niscy, starzy contra młodzi, warszawiacy contra »słoiki«), i potem dokonać prostej dyskryminacji na tej linii podziału, a natychmiast »naszym« poprawi się samoocena”. Tak też dzieje się w przypadku karty. Czy mieszkańcy okolicznych miast i wsi nie zasługują na ceny biletów należne warszawiakom? Czy ci obywatele i obywatelki nie przynoszą stolicy żadnych korzyści? A może po prostu nie są oni tutejszymi wyborcami, a zatem w przyszłości nie będą mogli zagłosować przeciwko władzy wprowadzającej podwyżki?

Obok niezwykle poważnych problemów związanych z dyskryminacją Karta warszawiaka rodzi również wątpliwości dotyczące ochrony danych osobowych. Już dzisiaj spersonalizowane karty miejskie gromadzą bardzo wiele informacji o osobach korzystających z komunikacji miejskiej. Tymczasem nie jest to konieczne i zazwyczaj bywa wymuszane, ponieważ niekorzystanie z kart spersonalizowanych jest bardzo nieekonomiczne. Dodatkowo system przetwarzający te informacje nie należy do najbezpieczniejszych.

Z kontroli przeprowadzonej przez Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO) wynika, że w przypadku Karty warszawiaka doszło do naruszenia prawa. Otóż aby zweryfikować, czy osoba wnioskująca o kartę faktycznie płaci podatki w stolicy, warszawski Zarząd Transportu Miejskiego (ZTM) oraz Ministerstwo Finansów (MF) zawarły umowę o przekazywaniu danych osobowych. ZTM udostępnił resortowi finansów całą bazę danych osób posiadających spersonalizowane karty miejskie, z kolei miasto uzyskało dostęp do informacji dotyczących rozliczania podatku PIT, które są gromadzone przez MF. GIODO jeszcze nie zamknął postępowania w tej sprawie.

Karta warszawiaka stanowi jaskrawy przejaw polityki nadzorczej. Gromadzonych jest bardzo dużo informacji o obywatelach, które krążą później między różnymi instytucjami. Na podstawie tych danych obywatele są dzieleni i kategoryzowani, co w ostateczności prowadzi do dyskryminacji jednej grupy. Pytanie tylko: po co? Czy faktycznie miasto zyska większe wpływy do budżetu, a mieszkańcy zaoszczędzą kilka złotych na biletach? A może jednak to taktyka, by przed zbliżającymi się wyborami udobruchać tych, których podwyżki nie dotyczą? Odpowiedź wydaje się chyba aż nazbyt oczywista.

Jędrzej Niklas

Więcej na temat kart miejskich

Komentarze

A jak inaczej zachęcić tych którzy korzystają z infrastruktury Warszawy a nie płacą tam podatków do tego żeby je płacili? Myślę, że to było przede wszystkim celem miasta a nie kategoryzacja.
Ale gdyby iść tym tropem to kategoryzacją może być też np. to że jedni płacą składki na ubezpieczenie zdrowotne a drudzy nie i jednym należy się leczenie a drugim nie.
Albo, że mieszjający w mieście-uzdrowisku nie płacą opłaty klimatycznej a turyści którzy tam przyjeżdżają już tak.

Do Anonima: "A jak inaczej zachęcić tych którzy korzystają z infrastruktury Warszawy a nie płacą tam podatków do tego żeby je płacili?" - Kiedy korzysta się z taryfy 3 miesięcznej, "zniżka" na komunikację poprzez kartę warszawiaka w najlepszym przypadku wyniesie jakieś 100zł w skali roku! To jest śmiech na sali w porównaniu do tego ile ludzie odprowadzają w ramach podatku dochodowego. I tylko naiwni (a jest ich pewnie z 90%) myślą, że zostali obdarowani czymkolwiek przez socjaldemokratyczną władzę. Tymczasem każdy, kto już kupuje w Warszawie płaci na stolicę w ramach podatku VAT. Gdyby władza chciała pozyskać więcej pieniędzy i zachęcić ludzi do korzystania z oferty miasta, to by zlikwidowała podatek dochodowy w ogóle.Karta Warszawiaka jest bublem, na którym znowu ktoś zarobi. Bo przecież jej produkcja nie jest "darmowa". A zasponsorują to ci sami "obdarowani" ludzie."Myślę, że to było przede wszystkim celem miasta a nie kategoryzacja". - niestety właśnie chodzi o kategoryzację, która widoczna jest z każdym rokiem coaz bardziej. Podzielonym ludem (i to za jego własne pieniądze) łatwiej się rządzi. "Albo, że mieszjający w mieście-uzdrowisku nie płacą opłaty klimatycznej a turyści którzy tam przyjeżdżają już tak".- różnica pomiędzy przymusem płacenia np. podatku dochodowego, a opłatą klimatyczną jest taka, że jeżeli człowiek takowej nie chce uiszczać, to po prostu nie jedzie w rejon, który jest nią objęty.

Paranoję da się leczyć. Poszukaj jakiegoś specjalisty. Broń Boże nie pytaj znajomych, bo jeszcze głośno wypowiedzą jakieś nazwisko, a tego byś nie chciał.

Dodaj komentarz