Recepta na Internet wolny od fałszu

Artykuł

Jeśli ktoś nie słyszał jeszcze o fake newsach, to chyba tylko dlatego, że wyjechał na bezludną wyspę, na której nie ma Internetu. Choć manipulacja i dezinformacja to zjawiska, które dobrze pamiętają czasy sprzed Facebooka, ostatnie miesiące przynoszą niezwykle ożywioną debatę na temat plagi fake newsów i ich wpływu na decyzje wyborców. Czym one są? Jak z nimi walczyć? Czy media społecznościowe powinny oznaczać lub usuwać niewiarygodne informacje zamieszczane przez użytkowników?

Duże unijne państwa, takie jak Niemcy i Francja, niezależnie od wewnętrznych regulacji naciskają na Komisję Europejską, aby jak najszybciej podjęła działania na poziomie unijnym. Właśnie zakończyły się konsultacje publiczne dotyczące dezinformacji w Internecie, w których zabraliśmy głos.

Fake newsy – realny problem czy normalne zjawisko?

Dezinformacja w Internecie to oczywiście problem, którego nie należy bagatelizować, jednak najnowsze badania pokazują, że nierzadko przypisujemy mu zbyt duże znaczenie. Zgodnie z opublikowanym w tym miesiącu raportem Instytutu Reutersa działającego przy Uniwersytecie Oksfordzkim, w którym badacze przeanalizowali media francuskie i włoskie, zasięg fałszywych informacji jest dużo mniejszy, niż się wydaje. Strony internetowe promujące fałszywe informacje miały zdecydowanie mniej wyświetleń niż strony uznanych, tradycyjnych mediów, takich jak Le Figaro czy La Repubblica. Rozpowszechnianie fake newsów w mediach społecznościowych niekiedy okazywało się bardziej skuteczne – we Francji jeden serwis zamieszczający niewiarygodne informacje był odpowiedzialny za 11 milionów interakcji (komentarzy, polubień, udostępnień) miesięcznie. Nadal jednak w większości przypadków również w mediach społecznościowych największą popularnością cieszyły się komunikaty tradycyjnych mediów o ugruntowanej pozycji.

W naszej odpowiedzi na unijne konsultacje podkreślaliśmy ten właśnie aspekt, apelując do Komisji o niepodejmowanie decyzji w wyniku politycznej presji – zwłaszcza jeżeli decyzja ta ma odpowiedzieć na problem, który nadal nie jest wystarczająco dogłębnie zbadany ani zdefiniowany. Przede wszystkim uważamy, że użytkownicy serwisów internetowych powinni być wspierani w samodzielnym, krytycznym weryfikowaniu źródeł.

Aktywna rola mediów i neutralność platform internetowych

Ogromną rolę w walce o społeczeństwo wolne od dezinformacji mają do odegrania tradycyjne media, co potwierdza badanie Reutersa, zgodnie z którym to one miały największy zasięg i odpowiadały za najwięcej interakcji. Standardem powinno być rzetelne dziennikarstwo oparte na sprawdzonych informacjach. Niestety, dominujący model biznesowy wielu mediów, w którym zysk czerpany jest przede wszystkim z reklam, sprawia, że to klikalność, a nie jakość tekstu staje się jego największą wartością – to liczba odsłon interesuje bowiem rzeczywistego klienta mediów, czyli reklamodawców. Tym ciężej jest więc odróżnić fałszywe informacje obliczone na wywarcie politycznego wpływu od sensacyjnych, podkoloryzowanych „newsów” tworzonych w celu przykucia uwagi czytelnika.

To nie klikalność, a jakość tekstu, powinna być główną wartością dla mediów internetowych.

Platformy internetowe takie jak Facebook czy Twitter powinny z kolei grać rolę neutralnego obserwatora, który daje swoim użytkownikom narzędzia ułatwiające weryfikację informacji (np. możliwość oznaczenia treści jako wiarygodnej bądź nie, możliwość porównania informacji z innymi źródłami). Media społecznościowe nie powinny jednak w żaden sposób ingerować w to, jakie treści będą widzieli inni użytkownicy – to, że jeden użytkownik oznaczył treść jako niewiarygodną, nie powinno wpływać na to, co zostanie wyświetlone pozostałym. Prowadziłoby to do poddania prawdy głosowaniu, a to dopiero rodziłoby ryzyko manipulacji, z jednej strony przez sam portal, z drugiej – fałszywe lub wynajęte konta. Taka niepożądana ingerencja może też polegać np. na uszeregowaniu informacji w zależności od tego, jak zostały ocenione albo – w skrajnym przypadku – na usunięciu treści uznanych za fałszywe. Platformy nie powinny też same flagować treści ani narzucać użytkownikom konieczności korzystania z jednego, arbitralnie przez nie wybranego portalu weryfikującego (fact checking).

Komisja Europejska ewidentnie poszukuje prostej recepty na chorobę, której objawy wymagają dokładniejszego zbadania, a być może nawet nie zmieniły się od lat i nie da się ich w całości pozbyć z pulsującego życiem organizmu – demokracji. Mamy nadzieję, że nasze uwagi zostaną uwzględnione, a Komisja powstrzyma się od sprzyjających arbitralności platform rozwiązań prawnych, które doprowadzą do ograniczenia wolności w Internecie.

Pełna treść naszej odpowiedzi na konsultacje [PDF]

Karolina Iwańska

Zależy Ci na wolności Internetu? Pomóż nam ją chronić. Wpłać darowiznę na konto Fundacji Panoptykon i przekaż 1% podatku (KRS: 0000327613).

Komentarze

Tylko ASZdziennik nam pozostawcie (-; Tam wiadomo, że wszystko bzdura, ale można się pośmiać. A fake newsy w WP i innych mediach - to powinno być ścigane. A manipulacja będzie zawsze - jeżeli nie publiczna, to będą to robić na fakebooku w wiadomościach prywatnych.

No akurat w dziedzinie "bezpieczeństwa", gdzie na każdym kroku wciskane jest nam coś pod dezinformacją pod tytułem "to dla twojego bezpieczeństwa" - mogę powiedzieć wprost - 95% to wywarcie na nas presji by zgodzić się na inwigilację, o której nie jesteśmy informowani. Począwszy od małych firemek, a skończywszy na organach państwowych i bankach. Tu akurat wiele badań nie trzeba. To do pytania numer 8.

Dodaj komentarz