Zasady ponownego wykorzystywania informacji z sektora publicznego nareszcie uchwalone - gorzki sukces

Artykuł

Sejm przegłosował pilny projekt ustawy o dostępie do informacji publicznej, która wprowadza zręby reżimu powtórnego wykorzystywania informacji z sektora publicznego. Tylko czy to dobrze? Takie pytanie stawiają sobie zapewne wszyscy eksperci, rządowi i społeczni, zaangażowani w ten proces. Ustawa, w kształcie w jakim trafiła do Sejmu i z niego wyszła, nie jest idealna. Nasze najistotniejsze zastrzeżenia wyraziliśmy w apelu do posłów. Z drugiej strony, ustawa wprowadza dobre zasady - jakich wcześniej nie było - i wdraża dyrektywę, w związku z którą nad Polską już wisiały milionowe kary.

Nowela wprowadza do krajowego porządku prawnego unijną dyrektywę ws. ponownego wykorzystania informacji sektora publicznego. Celem dyrektywy ma być ułatwienie obywatelom i podmiotom gospodarczym wykorzystywania informacji, które generują organy publiczne, do ich własnych celów (np. w celach komercyjnych). Termin implementacji dyrektywy minął w lutym 2005 r. Polska jest jedynym krajem Unii, który w tym obszarze jeszcze nie dostosował swoich przepisów. Do nadrobienia tej zaległości Komisja Europejska wzywała nas już w 2008 r. Projekt nowelizacji trafił do Sejmu 13 lipca 2011 r. Rząd określił go jako pilny, ponieważ przed Trybunałem Sprawiedliwości UE już toczy się postępowanie przeciwko Polsce z tytułu niewdrożenia dyrektywy.

Ponowne wykorzystywanie danych ma wielkie znaczenie i dla rozwoju gospodarki opartej na wiedzy i dla zwiększenia transparentności życia publicznego. Dlatego, wraz z grupą innych organizacji, wspieraliśmy prace nad projektem założeń ustawy, która miała stworzyć zręby tego reżimu w Polsce (postępy tych prac szczegółowo raportowaliśmy na naszej stronie). Byliśmy - i jesteśmy – zadowoleni przede wszystkim z tego, że do ustawy została wprowadzona zasada bezwarunkowego wykorzystania informacji publicznej.

Ta zasada oznacza, że informacja wytwarzana przez organy władzy publicznej ma być nie tylko dostępna, ale także możliwa do dalszego przetwarzania za pomocą dowolnych systemów technicznych i bez dodatkowych warunków. Na wykorzystującego informację można nakładać jedynie obowiązki wynikające z interesu społecznego, które nie mogą ograniczać jego własnej działalności (np. obowiązek podania źródła czy udostępniania innym zainteresowanym).

Zasada bezwarunkowości wykorzystywania informacji publicznej odnosi się także do opłat. Zgodnie z przyjęta nowelizacją, organy władzy publicznej nie mają prawa pobierania opłat za samo „ponowne wykorzystanie” informacji. Opłaty mogą dotyczyć tylko etapu udostępnienia informacji, jeśli ta czynność generuje dodatkowe koszty (np. pracy urzędnika przygotowującego nietypowe zestawienie danych).

Z drugiej strony, szereg innych ważnych postulatów, jakie zgłaszaliśmy w toku prac nad projektem założeń, nie został uwzględniony. To dotyczy m.in. wyodrębnienia w ustawie dwóch reżimów: dostępu do informacji i jej ponownego wykorzystania. Udostępnienie informacji oznacza samo wydanie dokumentu, żeby można było się z nim zapoznać. Zgoda na ponowne wykorzystanie informacji odnosi się do jej dalszego przetwarzania, np. łączenia z innymi danymi, wykorzystywania do oferowanych komercyjnie lub niekomercyjnie analiz i usług.

W naszej opinii te dwa reżimy prawne nie powinny być rozdzielane. Dostępność informacji publicznej powinna być tożsama z możliwością jej ponownego wykorzystania przez każdego i bez ograniczeń, a wszelkie wyjątki od tej zasady – zgodne z art. 61 ust. 3 Konstytucji. Kolejny problem, to właśnie zakres przyjętych wyłączeń od zasady, że informacja publiczna podlega udostępnieniu do ponownego wykorzystania. Włączone zostały m.in. archiwa państwowe, publiczne radio i telewizja, instytucje kultury, szkoły, uczelnie wyższe oraz PAN.

Naszym zdaniem katalog wyłączeń podmiotowych od zasady ponownego wykorzystania informacji powinien być identyczny, jak w przypadku wyłączeń od zasady dostępu do informacji. Zrozumiałe jest, że niektóre instytucje muszą mieć czas na przygotowanie odpowiednich mechanizmów i procedur wewnętrznych, żeby udostępnianie informacji do jej ponownego wykorzystania stało się codziennością. Taki czas można jednak zagwarantować poprzez wprowadzenie odpowiednich przepisów przejściowych.

Mimo, że ta nowelizacja w ogólnym rozrachunku jest dobrym krokiem, z tych i innych względów osiągnięty rezultat prac legislacyjnych to gorzki kompromis między ambitnymi planami, a polityczną rzeczywistością. Rząd zapowiada jednak prace nad kolejną ustawą – o otwartych zasobach publicznych – która ma zmieniać niektóre aspekty ustawy o dostępie do informacji publicznej, w tym krytykowany przez nas katalog wyłączeń. Realizacja tej obietnicy pozostaje jednak w sferze powyborczych hipotez.

Więcej na ten temat:

Premier: "Coś, co powstaje za publiczne pieniądze, jest własnością publiczną". Sukces w rozmowach z rządem

Dodaj komentarz