Zawirowania wokół PNR

Artykuł

W kwietniu z satysfakcją przyjęliśmy, że Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE) odrzuciła kontrowersyjny projekt dyrektywy w sprawie przekazywania danych pasażerów linii lotniczych. Wszystko wskazywało, że w ślad za w LIBE pójdzie cały Parlament Europejski i ostatecznie projekt dyrektywy trafi do kosza. Niestety, stało się inaczej i europosłowie zwrócili projekt do ponownego rozpatrzenia przez komisję. Obrońcy praw człowieka, organizacje społeczne i proobywatelscy posłowie – wszyscy 25 kwietnia cieszyli się z przebiegu głosowania w LIBE dotyczącego tzw. dyrektywy PNR (Passenger Name Records). Rekomendacja komisji dla całego Parlamentu Europejskiego była jasna – odrzućmy propozycję Komisji Europejskiej, bo poważnie zagraża prawom człowieka. Jednak nieoczekiwanie sprawozdawca projektu, brytyjski poseł Timothy Kirkhope, wniósł o to, by Parlament zwrócił projekt dyrektywy do ponownego rozpatrzenia przez LIBE. Według Brytyjczyka głosowanie 25 kwietnia w LIBE miało charakter „incydentalny” i nie wyraża faktycznej opinii członków komisji. Większość europosłów zagłosowała za wnioskiem Kirkhopea, co oznacza, że LIBE będzie jeszcze raz głosowała w sprawie dyrektywy PNR na jesieni.

Tymczasem projekt wzbudza ogromne kontrowersje. Dyrektywa PNR zakłada stworzenie wspólnego systemu, który będzie zbierał, przechowywał i analizował dane o pasażerach podróżujących do Unii Europejskiej oraz w jej obrębie. Katalog gromadzonych informacji ma być bardzo szeroki i obejmować: imię, nazwisko, adres e-mail, telefon, trasę podróży, wybrane miejsce w samolocie, wybrany posiłek, numer i dane właściciela karty kredytowej, informacje o bagażu, a nawet szczegóły innych rezerwacji dokonywanych przez ten sam system (np. wynajmu samochodu, rezerwacji pokoju hotelowego). Projekt oznacza zatem zbieranie danych o wszystkich podróżujących Europejczykach „na wszelki wypadek” oraz umożliwia ich profilowanie na masową skalę. Wszystko to w celu „zapobiegania przestępstwom terrorystycznym i poważnej przestępczości, ich wykrywania, prowadzenia dochodzeń w ich sprawie i ich ścigania”.

Potyczki w Parlamencie Europejskim to jednak nie jedyne zawirowania wokół danych PNR. 1 lipca tego roku Rosja wprowadza prawo, które będzie nakazywało liniom lotniczym przekazywanie tamtejszym służbom danych o ich pasażerach. Rosyjska inicjatywa będzie stanowić kolejne wyzwanie dla ochrony prywatności Europejczyków. Komisarz odpowiedzialna za sprawy wewnętrzne, Cecilia Malmström na razie zaapelowała, by Moskwa wstrzymała wejście w życie nowych przepisów do czasu „wyjaśnienia sytuacji”. Rosyjskie władze podkreślają jednak, że ich plany gromadzenia danych PNR są powszechnie znane od ponad roku i Unia Europejska miała dostatecznie dużo czasu na przygotowanie się do ich wprowadzenia. Ambasador Rosji przy UE dodaje także, że jego kraj zapewnia wystarczający poziom ochrony prywatności, skoro przystąpił do europejskiej konwencji o ochronie danych osobowych (Konwencja 108 Rady Europy).

Wygląda na to, że linie lotnicze będą miały ciężki orzech do zgryzienia. Z jednej strony europejskie przepisy zakazują przekazywania danych PNR bez porozumienia międzynarodowego gwarantującego odpowiedni poziom ochrony danych. Z drugiej, Rosjanie zapowiedzieli, że będą twardo egzekwować swoje przepisy prawne. Holenderska eurodeputowana Sophie in’t Veld stwierdziła, że rosyjska inicjatywa to tylko czubek góry lodowej. Obecnie nad regulacjami dotyczącymi przekazywania danych PNR pracują również władze Kanady, Indii, Malezji, Arabii Saudyjskiej czy RPA. Jest tylko kwestią czasu, kiedy Chiny zaczną gromadzić tego typu informacje – dodaje in’t Veld.

Opracowanie: Jędrzej Niklas

Źródła:

EDRI: The EU PNR is delayed by MEPs, but the Russian PNR arrives

EuroObserver: Russia blames EU for airline data fiasco

Komentarze

Witam,

Thimothy Kirkhope znów dał znać o sobie.

Dziś odbyła się debata w PE o PRISM. T. Kirkhope (ECR), cynicznie stwierdził m.in.: "„Ta izba (PE - przyp. mój) zamiast działać odpowiedzialnie, chce przeprowadzić typowe polowanie na czarownice w myśl zapewnienia sobie odpowiednich nagłówków w mediach”. Uwzględniając rolę jaką przypisuje się wyspiarzom w "nadzorowaniu" obszaru UE ten głos i lobbing nie dziwi. Komu jednak służy?

Czy można inaczej ? Tak. Np. Sophie In ‘t Veld (ALDE) podkreśliła, że UE musi zagwarantować swoim obywatelom objęcie europejskim, a nie amerykańskim prawem (sic!).

Dlatego też w pełni podzielam zdanie  Jan Philipp Albrechta: "Najpierw musimy wprowadzić pewne standardy, a potem możemy mówić o współpracy”. Chociaż mówił o TTIP, ale IMO dotyczy to również PNR.

Czy może dziwić, że sprawozdawca projektu dot. PNR (TK) jest głównym hamulcowym wobec procedur legislacyjnych zmierzających do ustanowienia rzeczywistej ochrony praw obywateli UE? Mnie już nie.

Szkoda, że nasze media praktycznie nie zauważyły tej debaty. Pozdrawiam - J.

Dodaj komentarz